Ich własny Dziki Zachód

Niedziela, 22 czerwca 2008 (06:50)

W Rzeszowie jest miejsce dla miłośników "westowego" stylu życia.Najpierw mieli tylko marzenia. Później zaczęli je urzeczywistniać.

Zdjęcie

/AFP
/AFP
Teraz mają powody do zadowolenia, bo stworzyli coś, czego nie ma na całym Podkarpaciu.

"Janiowe Wzgórze" Anny Róg i Janusza Miłka to Dziki Zachód w pigułce. W stajniach stoją takie same konie, na jakich jeżdżą kowboje, knajpka ma niepowtarzalny "westowy" styl, a w barze zaserwują prawdziwego amerykańskiego steka.

Reklama

To wyjątkowe miejsce leży w południowo-wschodniej części Rzeszowa. Każdy, kto tu zawita może poczuć się niczym kowboj na Dzikim Zachodzie.

Takich miejsc jak "Janiowe Wzgórze" jest zaledwie dwa w całej Polsce. A wszystko zaczęło się od koni. Anna Róg i Janusz Miłek kochali je, pasjonowali się nimi i marzyli, żeby mieć własną hodowlę. Ale dopiero, gdy pod Tarnowem odkryli stajnię, w której hodowano rasę American Quarter Horse wiedzieli, że to właśnie takie konie chcą mieć. W ciągu trzech lat spełnili swoje marzenie. Podobnych do "Janiowego Wzgórza" ośrodków w całej Polsce jest zaledwie dwa.

Koń dla kowboja

Rasa koni hodowanych w "Janiowym Wzgórzu" pochodzi z Ameryki. Na takich wciąż jeżdżą kowboje. Pani Anna po raz pierwszy zobaczyła je ponad trzy lata temu i zakochała się w nich od pierwszego wejrzenia.

- Są niesamowite - pani Ania uśmiecha się na samą myśl o swoich ulubieńcach. - Spokojne, opanowane, po prostu wspaniałe. Poza tym sposób jeżdżenia na nich i praca z nimi są zupełnie inne. Wszystko jest takie naturalne, to raczej zabawa, a na pewno nie tresura.

Konie z "Janiowego Wzgórza" rzeczywiście są zupełnie inne niż te, które można spotkać w zwykłych stadninach. Są niższe, żeby kowboje bez problemu mogli na nie wsiadać i jeździ się na nich nie używając wodzy. "Kieruje" się nimi, używając nóg i balansując ciałem w siodle, nie trzeba szarpać wodzami.

Wyszkolone "quartery" doskonale rozumieją takie polecenia jeźdźca. Wystarczy np. wypchnąć nogi do przodu, żeby koń zahamował.

- To dowód, jak wspaniale można rozumieć się z koniem. Trzeba go obserwować, dawać mu właściwe znaki, a jeśli popełni błąd nauczyć, jak i co powinien zrobić - mówi Rafał Dolata, trener w ośrodku.

Zaklinacze koni

Choć właściciele i pracownicy ośrodka podkreślają, że nie są kowbojami, to nie ukrywają, że "westowy" styl jest ich pasją. Mają typowo kowbojskie stroje, jeżdżą konno w "westowym" stylu i w takim guście stworzyli ośrodek: restaurację, hotel i bar.

- Będziemy serwować prawdziwego amerykańskiego steka - podkreśla Janusz Miłek. Jeżdżą też na zawody, gdzie mogą zaprezentować swoje umiejętności w "wes-towej" jeździe. Pani Ania zdobyła mistrzostwo Polski w prowadzeniu konia z ręki, sukcesy mają na swoim koncie również Rafał Dolata - trener i Klaas-Jan Visser z Holandii - menedżer ośrodka. Ich wszystkich pasjonuje ten styl, zachwyca naturalny sposób układania koni i jazda na nich bez stosowania siły.

Porywające widowiska

"Westowy" styl jazdy jest niezwykle widowiskowy i właśnie dlatego wszelkie zawody i pokazy są uwielbiane przez widzów.

- Na klasycznych pokazach skoków przez przeszkody publiczność musi zachować ciszę, żeby nie spłoszyć konia - opowiada współwłaścicielka ośrodka.

Tymczasem na pokazach "westowego" stylu można, a nawet trzeba krzyczeć. Panuje niezwykła atmosfera, nikt nad nikim się nie wywyższa, wszyscy tworzą jedną wielką rodzinę.

W Polsce te widowiska cieszą się coraz większą popularnością. A my chcemy rozpropagować ten styl również na Podkarpaciu. Dlatego w przyszłym roku chcemy zorganizować u siebie zawody, żeby również w Rzeszowie ludzie zobaczyli, jak wspaniałe widowisko można zrobić z tymi końmi. No i zachęcić do nauki jazdy w "westowym" stylu - dodaje pani Ania.

ANNA OLECH

Artykuł pochodzi z kategorii: WIADOMOŚCI LOKALNE

Super Nowości