Ich własny Dziki Zachód

W Rzeszowie jest miejsce dla miłośników "westowego" stylu życia.Najpierw mieli tylko marzenia. Później zaczęli je urzeczywistniać.

Teraz mają powody do zadowolenia, bo stworzyli coś, czego nie ma na całym Podkarpaciu.

Reklama

"Janiowe Wzgórze" Anny Róg i Janusza Miłka to Dziki Zachód w pigułce. W stajniach stoją takie same konie, na jakich jeżdżą kowboje, knajpka ma niepowtarzalny "westowy" styl, a w barze zaserwują prawdziwego amerykańskiego steka.

To wyjątkowe miejsce leży w południowo-wschodniej części Rzeszowa. Każdy, kto tu zawita może poczuć się niczym kowboj na Dzikim Zachodzie.

Takich miejsc jak "Janiowe Wzgórze" jest zaledwie dwa w całej Polsce. A wszystko zaczęło się od koni. Anna Róg i Janusz Miłek kochali je, pasjonowali się nimi i marzyli, żeby mieć własną hodowlę. Ale dopiero, gdy pod Tarnowem odkryli stajnię, w której hodowano rasę American Quarter Horse wiedzieli, że to właśnie takie konie chcą mieć. W ciągu trzech lat spełnili swoje marzenie. Podobnych do "Janiowego Wzgórza" ośrodków w całej Polsce jest zaledwie dwa.

Koń dla kowboja

Rasa koni hodowanych w "Janiowym Wzgórzu" pochodzi z Ameryki. Na takich wciąż jeżdżą kowboje. Pani Anna po raz pierwszy zobaczyła je ponad trzy lata temu i zakochała się w nich od pierwszego wejrzenia.

- Są niesamowite - pani Ania uśmiecha się na samą myśl o swoich ulubieńcach. - Spokojne, opanowane, po prostu wspaniałe. Poza tym sposób jeżdżenia na nich i praca z nimi są zupełnie inne. Wszystko jest takie naturalne, to raczej zabawa, a na pewno nie tresura.

Konie z "Janiowego Wzgórza" rzeczywiście są zupełnie inne niż te, które można spotkać w zwykłych stadninach. Są niższe, żeby kowboje bez problemu mogli na nie wsiadać i jeździ się na nich nie używając wodzy. "Kieruje" się nimi, używając nóg i balansując ciałem w siodle, nie trzeba szarpać wodzami.

Wyszkolone "quartery" doskonale rozumieją takie polecenia jeźdźca. Wystarczy np. wypchnąć nogi do przodu, żeby koń zahamował.

- To dowód, jak wspaniale można rozumieć się z koniem. Trzeba go obserwować, dawać mu właściwe znaki, a jeśli popełni błąd nauczyć, jak i co powinien zrobić - mówi Rafał Dolata, trener w ośrodku.

Zaklinacze koni

Choć właściciele i pracownicy ośrodka podkreślają, że nie są kowbojami, to nie ukrywają, że "westowy" styl jest ich pasją. Mają typowo kowbojskie stroje, jeżdżą konno w "westowym" stylu i w takim guście stworzyli ośrodek: restaurację, hotel i bar.

- Będziemy serwować prawdziwego amerykańskiego steka - podkreśla Janusz Miłek. Jeżdżą też na zawody, gdzie mogą zaprezentować swoje umiejętności w "wes-towej" jeździe. Pani Ania zdobyła mistrzostwo Polski w prowadzeniu konia z ręki, sukcesy mają na swoim koncie również Rafał Dolata - trener i Klaas-Jan Visser z Holandii - menedżer ośrodka. Ich wszystkich pasjonuje ten styl, zachwyca naturalny sposób układania koni i jazda na nich bez stosowania siły.

Porywające widowiska

"Westowy" styl jazdy jest niezwykle widowiskowy i właśnie dlatego wszelkie zawody i pokazy są uwielbiane przez widzów.

- Na klasycznych pokazach skoków przez przeszkody publiczność musi zachować ciszę, żeby nie spłoszyć konia - opowiada współwłaścicielka ośrodka.

Tymczasem na pokazach "westowego" stylu można, a nawet trzeba krzyczeć. Panuje niezwykła atmosfera, nikt nad nikim się nie wywyższa, wszyscy tworzą jedną wielką rodzinę.

W Polsce te widowiska cieszą się coraz większą popularnością. A my chcemy rozpropagować ten styl również na Podkarpaciu. Dlatego w przyszłym roku chcemy zorganizować u siebie zawody, żeby również w Rzeszowie ludzie zobaczyli, jak wspaniałe widowisko można zrobić z tymi końmi. No i zachęcić do nauki jazdy w "westowym" stylu - dodaje pani Ania.

ANNA OLECH

Reklama

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze (10)

Dodaj komentarz Sortuj

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje