Kto jest winien śmierci chłopców?

Mieszkańcy Jasionki nieopodal Rzeszowa nie mogą się otrząsnąć po tragicznej śmierci 7-letniego Tomasza i 9-letniego Cypriana. - To okropna tragedia! - mówi, zakrywając usta dłońmi, pani Zofia.

Pani Zofia przyszła wczoraj na miejsce wypadku wraz z wnukiem Mateuszem. Wspólnie zapalili znicze. Odmówili modlitwę. Mateusz nie ukrywał rozpaczy i żalu. Uczył się w jednej klasie z tragicznie zmarłym Cyprianem. - Był dobrym kolegą - mówi.

Reklama

Przypomnijmy: do tragedii doszło w niedzielę po południu. Zaniepokojona długą nieobecnością matka jednego z chłopców powiadomiła policję. Podczas przeszukiwania terenu nad zbiornikiem przeciwpożarowym w Jasionce znaleziono rower. Wezwano straż, która podczas przeszukiwania basenu wyłowiła ciała dzieci: - 7-letniego Tomasza i 9-letniego Cypriana.

"Jak to się stało?"

Na miejscu wypadku wczoraj od samego rana płonęły znicze. Zapalili je koledzy chłopców, którymi dogłębnie wstrząsnęło dramatyczne zdarzenie. Nawet strażacy, którzy niejedno widzieli, zgłosili się po pomoc do psychologa. Jednocześnie wszyscy zadają jedno pytanie: - Jak to się stało? - Na razie śledztwo jest w toku. Zbierane są szczegółowe informacje - mówi prokurator Renata Krut-Wojnarowska z Prokuratury Rejonowej w Rzeszowie. - Dopiero za kilka dni można będzie ujawnić pierwsze fakty - dodaje.

Ratował kolegę?

Tymczasem podinspektor Zbigniew Kocój z Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie przedstawia możliwy przebieg wydarzeń. - Niewykluczone, że któryś z tych chłopaków chciał ratować kolegę, gdy ten wpadł do basenu - mówi. - Jednak nie wiadomo, jak ten pierwszy znalazł się w wodzie. Nie mamy na razie bezpośrednich świadków tego zdarzenia - dodaje Kocój.

Ciała dzieci zostały zabezpieczone do sekcji zwłok, którą przeprowadzą policyjni eksperci. Jednak już teraz policja wyklucza działania osób trzecich. Duże kontrowersje wzbudza jednak zabezpieczenie zbiornika przeciwpożarowego. Jest co prawda kilkudziesięciocentymetrowe metalowe ogrodzenie, jednak w niektórych miejscach widać brakujące poprzeczki. Jest też tabliczka ostrzegawcza, jednak każdy, kto zechce, bez problemu może stanąć tuż nad wodą.

Prezes Gminnej Spółdzielni "Samopomoc Chłopska" w Jasionce, na terenie której znajduje się zbiornik, był nieuchwytny.

- Zeznaje na policji - dowiedzieliśmy się od sekretarki. Natomiast policja po przesłuchaniu powiedziała, że wstępnie przedstawione argumenty nie wskazują na to, że złamano przepisy określające zabezpieczenie zbiornika przeciwpożarowego.

Lepiej nie ryzykować

Przepisy określają jedynie ogólnie, aby "zbiornik był zabezpieczony przed przedostaniem się ludzi lub zwierząt". Jednak jakiego rodzaju zabezpieczenie ma być - ani słowa.

- Wszystko zależy od wyobraźni zarządcy terenu, na którym zbiornik się znajduje - zaznacza starszy kapitan Marcin Betleja z Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Rzeszowie. - Mamy podobny zbiornik przy komendzie. Mimo że cały teren jednostki jest ogrodzony siatką, założyliśmy dodatkowe barierki przy zbiorniku. Obok jest szkoła i przedszkole, więc lepiej nie ryzykować - podkreśla.

Zbiorniki do likwidacji

- Na terenie gminy mamy jeszcze dwa podobne zbiorniki w Łące i Terliczce - mówi Józef Fedan, wójt gminy Trzebownisko. - Od lat są nieużywane. Dlatego wydałem polecenie, aby je osuszyć i zasypać, by uniknąć ewentualnej tragedii. Obecnie mamy wystarczające zabezpieczenie przeciwpożarowe, można więc z nich zrezygnować - dodaje.

Andrzej Łapkowski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy