Kto się boi prawdy o gorączce Q?!

Zakażeń gorączką Q na Podkarpaciu może być dużo więcej, niż podają oficjalne dane. Ujawniona prawda o pojawieniu się gorączki Q na Podkarpaciu wywołała falę krytyki wśród władz województwa odpowiedzialnych za walkę z tą groźną chorobą.

Po publikacji artykułów interweniowali też właściciele kilku gospodarstw z regionu i lekarze weterynarii. Twierdzą, że gorączka Q to niewygodny, bagatelizowany temat, który z kilku powodów lepiej zamieść pod dywan.

Reklama

Gorączka Q to bardzo groźna, zakaźna choroba, wywoływana przez rzadką bakterię, która może prowadzić do uszkodzenia płuc, wątroby i serca, a nawet śmierci. W ubiegłym tygodniu po raz pierwszy ujawniono, że gorączka Q pojawiła się na Podkarpaciu.

Temat tabu

- Dobrze, że ktoś w końcu poruszył ten temat. Gorączka Q to problem, który od dawna zamiata się pod dywan. Kilku moich kolegów ma ciężkie powikłania wywołane tą chorobą, bo zarazili się nie wiadomo gdzie i kiedy, ale o tym się nie mówi - denerwuje się lekarz weterynarii, który prosił o anonimowość.

To właśnie weterynarze, hodowcy bydła, personel laboratoriów mikrobiologicznych, pracownicy rzeźni, mleczarni i przetwórni mięsa oraz garbarni są najbardziej narażeni na zakażenie. Jak informowano wcześniej, gorączkę Q wykryto na Podkarpaciu u 21 pracowników gospodarstwa w powiecie leżajskim i członków ich rodzin.

Państwo umywa ręce

- Żeby poznać prawdziwą skalę problemu i zwalczyć raz na zawsze tę groźną chorobę, trzeba byłoby przebadać bydło sztuka po sztuce. Zwierzę może być bezobjawowym nosicielem przez całe życie i narażać na zakażenie - twierdzi weterynarz.

Dlaczego zatem nie prowadzi się takich badań?

- Bo to kosztuje, a choroba nie jest zwalczana z urzędu i to właściciel gospodarstwa ponosi wszelkie koszty. Za badanie krwi w kierunku gorączki Q u jednej sztuki bydła w laboratorium Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach trzeba zapłacić 27 zł. Jeśli zakażenie zostanie wykryte, kuracja antybiotykiem trwa trzy tygodnie, a potem jeszcze 7 dni karencji na lek. W tym czasie mleko wylewa się do ścieków zamiast odstawiać do mleczarni - mówi właściciel jednego z podkarpackich gospodarstw.

Wykryjesz, zabulisz

Jak twierdzą hodowcy, walka z gorączką Q w gospodarstwie, które liczy około 300 sztuk bydła, to koszt rzędu 200 tysięcy zł. Właściciel zakażonych krów ma obowiązek rejestracji zachorowań i zakaz przekazywania bydła do innych gospodarstw. O zakażeniu musi też powiadomić mleczarnię.

Jaki monitoring?

Władze mają jedynie zapewnić nadzór epidemiologiczny skażonego terenu. Gdy pytano o działania w walce z gorączką Q na Podkarpaciu, za każdym razem można było usłyszeć magiczne słowo "monitoring", które miało wyjaśnić wszystko.

Dlatego pytanie do włodarzy województwa zostało ponowione. Na czym konkretnie polega ów monitoring, o którym mówili wicewojewoda i dyrekcja rzeszowskiego sanepidu? Jakie konkretne działania zostały podjęte, żeby ochronić mieszkańców Podkarpacia przed gorączką Q?

URSZULA PASIECZNA

Pierwsze objawy choroby przypominają grypę, ale są dużo gwałtowniejsze. Chory ma bardzo wysoką gorączkę, nawet do 42 stopni, dreszcze, bóle mięśniowe, silne bóle głowy i biegunkę. Nosicielami choroby są zwierzęta domowe, a także dzika zwierzyna, gryzonie i kleszcze. Zakazić się można po wypiciu surowego mleka od chorych zwierząt i kontakcie z ich mięsem, a także drogą oddechową.

? poprzedni artykuł dodaj

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje