Lekarka nawet na mnie nie spojrzała

Reumatolog nie przyjęła chorej, bo... nie ma obowiązku przyjmowania nagłych przypadków. - W czwartek córce tak spuchło kolano, że nie mogła stanąć ani zgiąć nogi, miała gorączkę... 38 stopni.

Lekarka rodzinna, chociaż przepisała jej antybiotyk, nie była pewna diagnozy, więc wypisała skierowanie do reumatologa z adnotacją "proszę o pilną konsultację" - mówi Danuta z Wysokiej Głogowskiej. - Po przyjeździe do poradni zaczęły się schody.

Reklama

Pielęgniarki w rejestracji po zgodę na przyjęcie jak zwykle wysłały pacjentkę do pani doktor.

- Weszłam do gabinetu z kolejnym pacjentem, żeby zapytać o możliwość przyjęcia. Tłumaczyłam, że to nagły przypadek, nieznana przyczyna choroby - mówi pani Danuta.

- Ale pani doktor nawet nie spojrzała na skierowanie, nie zapytała, co się stało, ba, odwróciła się do mnie plecami, jakby mnie nie było, a na moje pytanie, do kogo mogę się zwrócić o pomoc, rzuciła przez ramię "nie wiem, mnie to nie interesuje".

Czy lekarz robi łaskę?

Czy tak powinien zachować się lekarz? - pyta z goryczą niedoszła pacjentka.

- Czy pani doktor wyszłaby równo o godz. 15 np. podczas operacji? Pracuję od lat w szkole. Nie zdarzyło mi się wyjść punktualnie, jeżeli jakieś dziecko nie zostało odebrane. Czy w takim przypadku mam go wyprowadzić na podwórko, bo ja już skończyłam pracę? Czy ktoś musi umierać, żeby lekarz łaskawie spojrzał na chorego?

Wszystko w porządku?

- Teoretycznie pani doktor Zając miała prawo nie przyjąć pacjentki, bo specjaliści nie przyjmują przypadków nagłych. Tym bardziej że wcześniej umówionych i zarejestrowanych do reumatologa było już 20 chorych, to bardzo dużo na trzy godziny przyjęć - mówi Jerzy Świder, specjalista kardiolog, z-ca dyrektora ds. lecznictwa w ZOZ nr 2 w Rzeszowie, któremu podlega Przychodnia w Głogowie.

- Pacjentka była już zdiagnozowana przez lekarkę POZ, nie było więc potrzeby pilnej konsultacji. Jedynie zastrzeżenia można mieć do opisanej przez pacjentkę formy odmowy przyjęcia. Ale o tym muszę porozmawiać z panią doktor po jej powrocie z urlopu.

ANNA MORANIEC

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje