Mieć cierpliwość do eLek

Ulice Krosna codziennie przemierza dziesiątki samochodów, w których szkolą się przyszli kierowcy. Co bardziej temperamentnych kierowców L-ki irytują, innym nie przeszkadzają. Temat pojawił się nawet na forum naszego portalu.

"Co nam po tych zmianach - nawet najlepszych - jeżeli Krosno jest całkowicie zablokowane przez nauki jazdy!"- napisał celsus, jeden z forumowiczów, nawiązując do wprowadzanych właśnie zmian organizacji ruchu na niektórych ulicach w mieście.

Reklama

"Krosno stało się miastem uprzywilejowanym dla nauki jazdy i totalnie marginalizującym innych uczestników ruchu drogowego. Dodać oczywiście trzeba, że jazda ze zbyt małą prędkością jest wykroczeniem karanym mandatem. Ponieważ zdaję sobie sprawę, że Policja i tak ma to gdzieś, mam małą prośbę do krośnieńskich kierowców: NIE BÓJCIE SIĘ UŻYWAĆ KLAKSONU DO POGANIANIA NAUKI JAZDY BO JEST TO UZASADNIONE! Trąbcie ile wlezie, może to spowoduje, że instruktorzy zaczną uczyć jazdy po mieście, a nie pełzania po jego ulicach." - napisał dalej. Zaproponował także by uregulować ruch L-ek w mieście, zakazując im poruszania się po ulicach w godzinach porannego i popołudniowego szczytu.

W mieście nie brakuje kierowców podzielających tę opinię. Jednak czy do końca jest ona uzasadniona?

Na terenie byłego województwa krośnieńskiego istnieje około 100 szkół nauki jazdy. Wszyscy kursanci przyjeżdżają do Krosna, bo to tu znajduje się Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego, gdzie przeprowadzane są egzaminy dla przyszłych kierowców. Zdarzają się również L-ki z odleglejszych miast, bo w przypadku egzaminów na prawo jazdy nie obowiązuje rejonizacja i każdy może zdawać gdzie chce.

W ciągu dnia po samym mieście może jeździć nawet ponad 100 samochodów z kursantami. Krośnieński WORD dziennie przeprowadza blisko 120 egzaminów. Oczywiście nie wszyscy kandydaci na kierowców wyjeżdżają na ulice, bo dla niektórych egzamin kończy się już w sali, gdzie przeprowadzany jest test z przepisów lub na placu. Jednak ilość poruszających się po mieście nauk jazdy jest rzeczywiście duża. - Ja doskonale rozumiem irytację innych kierowców, bo nie zawsze siedzę jako instruktor z boku - przyznaje Krzysztof Koza, instruktor nauki jazdy. - Nie sposób jednak wyrzucić L-ek z miasta, w którym odbywają się egzaminy - dodaje.

Tego samego zdania jest dyrekcja Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego.- Można wiele rzeczy zakazać, tylko w konsekwencji gdzie my się będziemy szkolić, gdzie będziemy zdawać egzamin? Jak nie będzie na drodze innych pojazdów, to kursant każde skrzyżowanie przejedzie i nie można wtedy powiedzieć czy on zna zasady czy nie zna. Kierowca musi się nauczyć jeździć w określonym natężeniu ruchu - mówi Jerzy Czech, dyrektor WORD w Krośnie.

Problem zna także policja, ale niewiele może zrobić. - Na pewno nie wyeliminujemy L-ek z naszych ulic. Na pewno im nie zabronimy jeździć po ulicach. Nie mamy takiego prawa. To jest rola ustawodawców, ale nie sadzę, żeby ktoś zmieniał przepisy i zabraniał im jazdy w momencie dużego natężenia ruchu. Przecież oni muszą się nauczyć jeździć we wszystkich okolicznościach - mówi Marek Śliwiński z krośnieńskiej policji. Przyznaje także, że w prawie o ruchu drogowym znajdziemy przepisy, które mówią o jeździe utrudniającej ruch innym pojazdom. Nie ma jednak dolnej granicy jeśli chodzi o prędkość. - Ona wynika z warunków panujących na ulicach. Trudno egzekwować to w przypadku osób, które uczą się jeździć.

Jednym z kryteriów branych pod uwagę podczas egzaminu na prawo jazdy jest punkt: kultura i dynamika jazdy. - Jeżeli ktoś jedzie za wolno to oblewa egzamin. To jednak zależy od drogi, sytuacji na niej panującej. Nie można jechać tak, żeby utrudniać jazdę innym kierowcom, prowokować ich do wyprzedzania. To jest niezgodne z przepisami - potwierdza Krzysztof Koza.

Instruktor zapewnia także, że jego kursanci nie od razu trafiają na główne ulice. Pierwszych kilka lekcji odbywa się na obrzeżach miasta. Tam kandydaci na kierowców oswajają się z samochodem, uczą się ruszać i odpowiednio zachowywać na drodze. Dopiero później wjeżdżają do miasta. I tu się zaczyna problem. - Jak nie ma samochodów, ruchu to wszystko jest w porządku, ale jak kursanci wjeżdżają do miasta to paraliżuje ich strach i stąd trudne sytuacje - wyjaśnia instruktor.

W takich sytuacjach policja zaleca cierpliwość i wyrozumiałość. A już na pewno nie używanie klaksonu. - To powoduje jeszcze większy stres u tych, którzy się uczą i wtedy może to spowodować zagrożenie w ruchu, np. ktoś jadąc z przodu L-ką może się nagle zatrzymać zamiast ruszyć szybciej do przodu - wyjaśnia Marek Śliwiński. - Trzeba się uzbroić w cierpliwość, bo wszyscy tak zaczynaliśmy. Nie zaszkodzi też trochę taktu i kultury.

- To nie jest aż tak duże utrudnienie i nie dotyczy tylko naszego miasta. Wszyscy musimy zrozumieć, że ci kandydaci na kierowców gdzieś się muszą nauczyć jeździć. Nie da się tego zrobić na symulatorze - dodaje Jerzy Czech.

Aneta Kut

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy