Pogotowie dla porzuconych kobiet

Narodziny dziecka działają jak najlepszy psycholog, który rozwiązuje wiele problemów w skłóconych rodzinach - mówi siostra Dominika, która od sześciu lat kieruje Domem Samotnej Matki w Rzeszowie. - U nas cały czas jest Nazaret - dodaje.

Do Domu Samotnej Matki w Rzeszowie, którego siostra Dominika jest dyrektorką, trafiają dziewczyny i kobiety w ciąży, które nie mają się gdzie podziać. Zostały porzucone przez mężczyzn, kiedy okazało się, że dziecko jest w drodze. Do rodzinnych domów bały się wrócić, albo zostały z nich wyrzucone, bo pokłóciły się z rodzicami.

Reklama

Prowadzony przez siostry sercanki Dom Samotnej Matki, w Rzeszowie działa od 2000 r. Najmłodsza dziewczyna, która znalazła tam schronienie, sama była jeszcze dzieckiem - miała zaledwie 15 lat. Najstarsza kobieta miała 42 lata.

Dom otwiera swoje drzwi dla kobiet w stanie błogosławionym, które chcą urodzić swoje dzieci, ale potrzebują pomocy. Najczęściej są samotne. Nie chcą lub nie mogą mieszkać w domach rodzinnych, czasem z własnego wyboru. Przychodzą zwykle wtedy, kiedy ciąża jest już widoczna. W domu dostają wikt i opierunek. Mogą mieszkać jeszcze pół roku po urodzeniu dziecka. Siostry pomagają stanąć im na nogi, znaleźć pracę, mieszkanie, żłobek dla malucha. Od 2000 r. kilkanaście młodych, samotnych mam zdecydowało się też na oddanie swoich dzieci do adopcji.

Uczą się odpowiedzialności

Każda z kobiet, które mieszkały w Domu Samotnej Matki, to inna historia. Trafiła tam dziewczyna, której ojciec powiedział, że już nie jest jego córką. Bo mając dwie córki, dla obydwóch wybudował domy. Kiedy jednej szykował wesele, okazało się, że druga będzie miała nieślubne dziecko. Była też studentka, której miejsce w domu wyszukał chłopak, z którym mieszkała. Kiedy okazało się, że dziewczyna jest w ciąży powiedział, że Dom Samotnej Matki to jej nowe mieszkanie. Mieszkała dziewczyna, która zaszła w ciążę, a rodzice wysłali ją do lekarza, żeby wykonała aborcję. Lekarz wysłał ją do domu prowadzonego przez siostry. Ale były też dziewczyny, które najpierw opowiadały, jak źle mają w domach rodzinnych, a potem okazywało się, że rodzice szukają ich po całej Polsce. Przychodzą kobiety z domów, w których jest problem z pijaństwem, albo dziewczyny, które wolały mieszkać u sióstr, bo w rodzinnym domu czuły się nierówno traktowane w porównaniu z pozostałym rodzeństwem.

Siostra Dominika opowiada, że musiała nauczyć się pracować ze swoimi podopiecznymi. Kiedy zaczynała kierować domem, nie miała doświadczenia. Dodaje, że jej zadanie jest jasno określone: ma nauczyć dziewczyny i kobiety, które trafiają do domu,miłości i odpowiedzialności, żeby umiały żyć i wybierać. Bo w większości to osoby pokrzywdzone. Każda może liczyć na zrozumienie, ale reguły też są jasno określone.

- Najpierw im uświadamiam, że to, co zrobiły jest grzechem. Ale teraz do czasu rozwiązania jest czas rekolekcji, żeby każda z dziewczyn mogła się zastanowić co dalej, bo trzeba będzie wziąć odpowiedzialność za dziecko - opowiada siostra. - Mówię, że miłość to jest odpowiedzialność, a nie seks. A seks to sprawa małżonków, a nie historie typu byle kto i byle gdzie.

Siostra dodaje, że czasem słyszała od podopiecznych kąśliwe uwagi, że co ona może wiedzieć, bo jeśli chodzi o mężczyzn, to jest 20 lat do tylu. - Odpowiadałam takiej osobie, że ona jest 2 tysiące lat do tylu. Bo Pan Jezus zdążył się już narodzić i odkupić ludzkie winy, a ona tego nie rozumie - śmieje się siostra.

Dom jest prowadzony według jasnych reguł. Kobiety, które w nim mieszkają, pracują przy jego utrzymaniu: pomagają w kuchni, sprzątają, piorą. Zgodnie z hasłem: czuj się jak u siebie w domu i bierz się do roboty. Dom jest placówką katolicką. Wszyscy mieszkańcy spotykają się codziennie na wspólnym różańcu, a w piątki i niedziele na mszy św.

Ojciec jest ważny w rodzinie

Siostra Dominika opowiada, że dla kobiet, które przyszły do Domu Samotnej Matki często musi być jednocześnie matką, ojcem, bratem, siostrą, ale i policjantem, który przypilnuje porządku. Pobyt dziewczyn w domu siostra Dominika wykorzystuje na wyprostowanie ich rodzinnych perturbacji. Jeśli się da, szuka rodziców, często mówi im, że niedługo będą dziadkami, a to też odpowiedzialność. Stara się godzić rodziców z córkami, namawia do pojednania. Często się udaje. Chociaż były sytuacje, że świeżo upieczona babcia mówiła, żeby siostra przywiozła jej wnuka, ale córkę zostawiła w swoim domu.

- Najwięcej spraw prostuje się, kiedy urodzi się dziecko. Pojawienie się wnuka, wnuczki działa jak najlepszych psycholog. Wtedy atmosfera jest jak w Wigilię, kiedy ludzie się godzą - mówi siostra.

Siostra Dominika opowiada, że dwie dziewczyny, które mieszkały w domu, wzięły ślub kościelny, teraz mają swoje rodziny. Z naciskiem powtarza też, jak ważna jest rola ojca w rodzinie i właściwe wychowanie. Wśród swoich podopiecznych od razu wychwytuje dziewczyny z rodzin, w których ojca nie było, albo dzieci nie miały z nim dobrego kontaktu. To odbija się na ich późniejszym życiu. - Kobieta nie może być jednocześnie matką i ojcem - mówi.

Dlatego też siostra Dominika ze smutkiem opowiada, że o ile często zdarza się, że do Domu Samotnej Matki przyjeżdżają rodzice i zabierają mieszkające tam córki do rodzinnego domu, to jeszcze nie zdarzyło się, żeby po którąś z dziewczyn i jej dziecko przyjechał biologiczny ojciec malucha. A do tej pory w Domu Samotnej Matki urodziło się 56 dzieci.

Była za to sytuacja, kiedy mężczyzna chciał pokazać byłej dziewczynie, która mieszkała w Domu Samotnej Matki, że znalazł nową znajomą. Spacerował z nią w pobliżu domu.

- Jeden tata przyszedł do szpitala, kiedy urodziło się dziecko. Chciał je zobaczyć. Matce przyniósł kwiaty. Miał szczęście, że mnie tam wtedy nie było - mówi siostra.

Paweł Kuca

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje