Polacy kochają lewe zwolnienia

Dobrze jest mieć swojego lekarza. Ale takiego naprawdę swojego. Co to nas zna, wie po jakich przejściach zdrowotnych jesteśmy, no i jak trzeba, wybawi czasem z kłopotów i wystawi lewe zwolnienie.

Wygląda jednak na to, że sam samorząd lekarski chciałby takie praktyki ukrócić. Tylko czy w ogóle jest na to szansa?

Reklama

Problem z lewymi zwolnieniami dostrzeżono ponownie po ostatnich protestach celników i policjantów. Podobny pomysł na eskalację swojego protestu, mają również skarbowcy. Cóż, rozchorować się każdemu wolno...

Według badań OBOP-u sprzed 2 lat, wynika, że jedynie co piąty Polak uważał korzystanie z lewych "L-4" za rzecz niedopuszczalną.

Badania zlecone z kolei przez Fundację Batorego, wskazują na to, że 6 proc. z nas nie widzi nic nagannego w tym, iż zapłaciła za zwolnienie.

Ryba psuje się od głowy...

Porzekadło to sprawdza się i w tym przypadku. Polacy doskonale widzą, do jakich manewrów zdolni są np. urzędnicy wysokiego szczebla. Wystarczy zagrożenie utratą stołka, a nagle komuś zaczyna dolegać niemal wszystko. Jest więc kogo podpatrywać.

W walce z plagą lewych zwolnień coraz cięższe działa wytacza też ZUS. W całym rzeszowskim Oddziale ZUS w 2007 r. przeprowadzonych zostało 2 209 kontroli prawidłowości wykorzystania zwolnień lekarskich - mówi Małgorzata Bukała-Łyszczarz, rzeczniczka ZUS w Rzeszowie - W efekcie cofnięto zasiłki w łącznej kwocie około 146 390 zł.

W tej zabawie najczęściej "obrywają" niby-pacjenci. Lekarzom niemal zawsze się upiecze. Bo lekarza trzeba złapać na gorącym uczynku. I jeszcze jedno - jeśli ktoś jest zdrowy podczas kontroli, to nie znaczy, że gdy dostawał zwolnienie, nie był akurat obłożnie chory!

Winni nie tylko lekarze

A co na plany swojego samorządu sami lekarze? Niektórzy są oburzeni. "Połowa, albo i więcej, leczenia opiera się na wywiadzie i gdzie mi tam podważać słowa mojego pieszczocha-pacjenta? Toż nie wolno mi! - pisze jeden z lekarzy na forum portalu Medycyna Praktyczna. A żeby podważyć chorobliwy wywód, to muszę przeprowadzić testy, analizy i badania dodatkowe. Na co ani czasu, ani kasy, ani ochoty nie mam!"

Z drugiej strony, wielu lekarzy nie ukrywa, że w ich środowisku są też "lekarze bez skrupułów". Szczytem zaś hipokryzji wydaje się zaś to, że "często są to sami terenowi orzecznicy".

Kto jak kto, ale sami lekarze wiedzą chyba najlepiej, co w ich środowisku piszczy. Wygląda zresztą na to, że niewielu wierzy w to, iż cokolwiek się tu zmieni. Bo to, że jest jak jest, nie jest winą tylko i wyłącznie lekarzy!

Autor: Andrzej Baran

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje