Policja wyjaśnia sprawę śmierci wilka w Bieszczadach

Policja zajmuje się wyjaśnieniem sprawy śmierci wilka znalezionego w Bieszczadach na początku lutego. Według przyrodników, zwierzę mógł zabić kłusownik. Obrażenia zwierzęcia nie wyglądały na atak niedźwiedzia - przyczynę śmierci podaną przez podkarpacką policję - podkreślają przyrodnicy.

Martwe zwierzę zostało znalezione na początku lutego przez biologa Roberta Gatzkę, zajmującego się badaniem bieszczadzkich drapieżników. Zostało ono wyciągnięte z potoku.

Reklama

"Już w momencie wyciągania tych zwłok widziałem, że jest to na pewno psowaty: pomimo tego, że nie miał głowy, łap ani ogona. Było wyraźnie widać, że odcięto je ładnymi, prostymi cięciami - nie były np. oderwane. Z całego zwierzęcia była też ściągnięta skóra, zaś na plecach - na przejściu kręgosłupa lędźwiowego w piersiowy - była po prostu dziura na wylot. Wyglądało to dość jednoznacznie" - powiedział w niedzielę PAP Gatzka.

Wyjaśnieniem sprawy zajmuje się policja. "Szczątki znalezione na początku lutego były w stanie rozkładu, jednak zachodziło podejrzenie, że jest to wilk, dlatego je zabezpieczyliśmy. Została przeprowadzone sekcja. Wszystko wskazuje na to, że zwierzę zginęło po ataku niedźwiedzia. Oskórowanie i odcięcie głowy oraz łap nastąpiły później" - powiedziała w sobotę TVN24 rzeczniczka prasowa podkarpackiej policji Marta Tabasz-Rygiel.

Robert Gatzka oraz Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze, która poinformowała o sprawie media, mają jednak wątpliwości co do tego, czy wilk zabity został właśnie przez niedźwiedzia.

"Zwłoki nie były świeże, ale nie widziałem nic, co by bezpośrednio wskazywało na to, że wilk został rozszarpany przez niedźwiedzia" - tłumaczył w rozmowie z PAP Gatzka. "Trzeba też pamiętać, że zarówno niedźwiedź, jak i wilk to drapieżniki. Gdyby doszło pomiędzy nimi do walki, byłaby ona bardzo masywna - wtedy prawdopodobnie futro nie byłoby warte oskórowania. W zdjęciach RTG widać by było np. zmiażdżone kości czy połamane żebra" - dodał biolog.

"W ustaleniu, co tak naprawdę się stało, na pewno pomoże pełny wgląd w dokumentację sekcji wilka, w tym zdjęcia RTG, jeśli zostały wykonane. Złożyliśmy wniosek o taki raport i liczymy na to, że Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze go otrzyma, podobnie jak naukowcy, którzy zajmują się badaniami nad dużymi drapieżnikami" - powiedział PAP Paweł Średziński z Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze.

Jak przypominają przyrodnicy, wilk jest gatunkiem prawnie chronionym. Trudno jest jednak ustalić skalę nielegalnego odstrzału wilków: wykrywalność takich przypadków jest bardzo niska.

"W Polsce przynajmniej kilka razy w roku słyszymy o wilku zabitym przez kłusowników. Wiadomo również, że sprawcom nie będzie zależeć na tym, żeby ujawniać taki proceder i będą zacierać ślady. A na podstawie resztek padliny trudno już ustalić, co dokładnie się stało. Jedno jest pewne - wilki giną również z rąk człowieka" - podkreśla Średziński.

Katarzyna Florencka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje