Rzeszów: Ciężarna kobietę zabił ojciec dziecka?

Zarzut zabójstwa 25-letniej ciężarnej kobiety usłyszał 31-letni mężczyzna – podała w piątek Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie. Mężczyźnie, który był prawdopodobnie ojcem nienarodzonego dziecka, grozi kara dożywotniego więzienia.

Grzegorz G. początkowo utrzymywał, że śmierć kobiety nastąpiła na skutek nieszczęśliwego wypadku - miała spaść ze skarpy. Jednak po przedstawieniu mu dowodów z sekcji zwłok Jolanty Ś., które wykluczyły taką przyczynę śmierci - G. przyznał się do zabójstwa.

Reklama

"Z jego wyjaśnień wynika, że nie planował wcześniej zabójstwa Jolanty Ś., że taka myśl zrodziła się dopiero w czasie kłótni z nią" - poinformował w piątek PAP szef Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie Łukasz Harpula.

Z ustaleń śledztwa wynika, że G. zadał kobiecie połową cegły szereg uderzeń w głowę. Ś. miała też ranę kłutą szyi.

"Prawdopodobną przyczyną śmierci Jolanty Ś. było zachłyśnięcie się krwią i uduszenie" - poinformował prokurator.

Dodał też, że stan rozwoju płodu, ujawniony podczas sekcji zwłok nie pozwolił na postawienie mężczyźnie zarzutu podwójnego zabójstwa. Kobieta była w siódmym miesiącu ciąży, a ojcem dziecka prawdopodobnie był G.

Grzegorz G. przebywa w areszcie. Trafił tam w związku z inną sprawą - postawionym mu uprzednio zarzutem kradzieży z miejsca pracy sprzętu elektronicznego na kwotę ponad 0,5 mln zł.

Zdaniem prokuratury sprawy kradzieży i zabójstwa łączą się ze sobą.

W sierpniu br. zaginięcie ciężarnej Jolanty Ś. zgłosiła jej rodzina. Upłynął bowiem termin porodu, a z kobietą urwał się kontakt. Początkowo jednak śledztwo prowadzone było w kierunku handlu ludźmi; Jolanta Ś. miała wysłać sms do swojej matki, że nowonarodzone dziecko sprzedała i że nie chce, aby jej szukać.

Niedługo później żona Grzegorza G. zgłosiła jego zaginięcie. Harpula ujawnił, że wówczas mężczyzna był już podejrzewany o udział w zaginięciu Jolanty Ś. Ponadto prokuratura podejrzewała go też o kradzież z firmy, w której pracował, specjalistycznego sprzętu elektronicznego na kwotę ponad 0,5 mln zł. Zakładano, że G. chciał za pieniądze ze sprzedaży sprzętu ukryć się przed wymiarem sprawiedliwości.

G. został zatrzymany pod koniec listopada we własnym mieszkaniu; wpadł w zasadzkę policji. Podczas przesłuchania przyznał się do kradzieży sprzętu, a także do nieudzielenia pomocy kobiecie po upadku ze skarpy oraz do tego, że zakopał jej zwłoki w lesie - jak tłumaczył, zrobił tak, bo spanikował. Nie przyznawał się wtedy do zabójstwa utrzymując, że zmarła na skutek nieszczęśliwego wypadku. Już wtedy wyjawił miejsce, gdzie ukrył ciało Jolanty Ś.

Grzegorzowi G. grozi za zabójstwo od 8 do 15 lat więzienia, albo 25 lat pozbawienia wolności lub kara dożywocia.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje