Seks w cieniu krzyża

Zastanawiając się, czy są jeszcze na świecie jakieś świętości, często dochodzimy do wniosku, że nie. Tak też jest w przypadku znanej mieszkańcom Podlesia Machowskiego (powiat dębicki w Podkarpackiem) sprawie.

Panie lekkich obyczajów wyczekujące w Machowej przy trasie E - 40 na klientów, jadą z nimi pod kaplicę w Podlesiu i tam wykonują swą pracę. Nie oszczędzają także okolicznych lasów czy szkoły, a spacerujący ludzie muszą na to wszystko patrzeć. Dziewczyn przybywa. Kiedyś była jedna. Teraz jest ich już pięć.

Reklama

Mieszkańcy Podlesia i Machowej nie mają nic przeciwko temu, że panie wybrały akurat ich miejscowości. Mają natomiast wiele zastrzeżeń do tego, jakie miejsca wybierają, kiedy już ostatecznie nadarzy się im stosowna "okazja".

- Kiedyś przyjeżdżały praktycznie pod mój dom, wraz z klientami parkowały samochody także pod szkołą - mówi jedna z grupy zbulwersowanych mieszkanek. Problemem jest również fakt, że nie szanują miejsc kultu. Razem z panami, którzy korzystają z ich usług, przyjeżdżają pod niewielką świątynię w Podlesiu i tam "zarabiają" w... wiadomy sposób.

- Proszę zobaczyć, ile śmieci jest w tych wszystkich miejscach - żalą się mieszkańcy Podlesia. Denerwuje ich także sytuacja, kiedy zaczepiają ludzi przechodzących obok.

- Zazwyczaj są to mężczyźni, którym chcą się oddać, ale zaczepiają także dziewczyny i oferują im dokładnie taką pracę, jaką same wykonują - mówią mieszkańcy.

Dodają także, że ich córki nie mogą przejść spokojnie od trasy E - 40 do domu gdyż, co chwile zatrzymują je kierowcy i kierują do nich powracające niczym bumerang pytanie: "ile?"

W tej sprawie mieszkańcy interweniowali już u władz powiatu podczas zebrania wiejskiego. Skarżyli się na nachalność przybyszek oraz zgorszenie dzieci. Bo poza kościołem, prostytutki wybierają także okolice szkoły w Podlesiu. Nauczycielki nie mogą wyjść z dziećmi do lasu w obawie przed tym, na co mogą się tam natknąć.

Zdarzyło się, że pani podczas lekcji poza szkołą natrafiła z dziećmi na sceny rozgrywające się w zaparkowanym w lesie samochodzie, których one z pewnością nie powinny oglądać.

Obecny na spotkaniu burmistrz Józef Chmura tłumaczył, że samorząd nie ma żadnych możliwości, by niechcianych gości przegonić. Jego interwencja na policji także nie przyniosła żadnego skutku. Okazało się, że szczupła obsada komisariatu w Pilźnie nie może zajmować się tylko tą sprawą.

Burmistrz liczy jednak, że policja problemu nie odłoży na bok. Tym bardziej, że proceder przyjmuje coraz większe rozmiary. Najpierw kierowców wabiła jedna kobieta, teraz swoją ofertę prezentują nawet cztery. Coraz częściej pojawiają się także ich opiekunowie.

Ze społeczną akcją mieszkańców Podlesia, polegającą na utrudnianiu pracy nieproszonym gościom poprzez zamknięcie wjazdu do lasu drutem kolczastym, poradzili sobie bardzo szybko. Wszystkie zapory po prostu... poprzecinali.

rar

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy