Spaliła swoje dziecko

Mieszkanka wsi Malinie koło Mielca urodziła chłopczyka, którego następnie zawinęła i wrzuciła do ogniska. Noworodek spłonął. Cztery dni po porodzie zgłosiła się do Prokuratury Rejonowej w Mielcu.

"Musiała działać w kompletnym szoku. To wspaniała dziewczyna i nikt we wsi inaczej nie powie" - powiedzieli rzeszowskim "Nowinom" sąsiedzi, Krystyna i Stanisław Kasprzakowie.

Reklama

We wsi kilka osób, najbliższych przyjaciół Agnieszki, wiedziało, że jest w ciąży. Mówiła, że ze swoim chłopakiem, Grzegorzem, planują ślub. Tłumaczyła, że już by go wzięli, ale brat Grzegorza wcześniej zaplanował swój ślub i rodziny nie stać byłoby teraz na drugie wesele. "My nie zauważyliśmy ciąży, ale widzieliśmy, że była bardzo radosna. Wyremontowała dom. Stworzyła braciom prawdziwy dom" - mówi pani Krystyna.

Agnieszka straciła rodziców, gdy była jeszcze nastolatką. Została z czwórką braci, z których jeden miał kłopoty z alkoholem. "Wyciągnęła go z tego. Teraz nie spojrzy na alkohol. Byłaby wspaniała matką" - mówi ze łzami w oczach pani Krystyna. Ona sama nie rozmawiała z Agnieszką o ciąży, ale wie, że zawsze marzyła o dziecku. Z czułością opiekowała się bratankiem. "Agnieszka to uosobienie troskliwości. Parę dni temu wzięła urlop tylko po to, by pomagać nam w przygotowaniach do wesela córki" - podkreśla Stanisław Kasprzak.

Kobieta urodziła synka 13 września. Prawdopodobnie poród był ciężki. Wiadomo, że odbył się bez pomocy lekarza, w domu. 31-letnia Agnieszka nie wie dlaczego wrzuciła synka do ogniska. Policja, która od wczoraj prowadzi śledztwo pod nadzorem prokuratury, poinformowała, że matka przeżyła prawdopodobnie szok poporodowy. Grozi jej kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.

"Kiedy wróci, ciepło ją przyjmiemy, bo to taki dobry człowiek jakich dziś mało. Spotkała ją tragedia, ale to nie jej wina" - płacze pani Krystyna.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje