Trójkę maluchów uratował cud

- To jest wielki cud, jesteśmy szczęśliwi - mówi Aneta Kostro, mama Oli. Dziewczynka ma dwa i pół roku. Miesiąc temu przeszła kolejną i wszystko wskazuje na to, że ostatnią operację na otwartym sercu.

Podobną operację przeszedł trzyletni Patryk Dąbek i dwuipółletnia Paulinka Kopera. Ta trójka maluchów zawdzięcza normalne życie ludziom dobrego serca, dzięki którym udało się szybko zgromadzić fundusze na kosztowne operacje. Bez tej pomocy rodzice dzieci nie daliby rady zgromadzić pieniędzy na czas.

Reklama

Czas jest pojęciem płynnym, dla dzieci nie znaczy nic, ale już dla ich rodziców - wszystko. Dla Patryka, Paulinki i Oli czas oznaczał cierpienie. Ich króciutkie życie już doświadczyło ich bardzo boleśnie. Dla ich rodziców upływający czas to była walka o życie swoich dzieci, rozpacz, wyrzeczenia i nadzieja. Ich dzieci urodziły się z niedorozwojem lewej komory serca. Dzisiaj mają serduszka normalne. Jednak rodzice nadal będą musieli poradzić sobie z wieloma problemami, których nie doświadczają inni. Warto o tym rozmawiać, chociażby z tego powodu, że wiedza o możliwościach leczenia i rozwoju dzieci z wrodzonymi wadami serca jest ciągle niewystarczająca. Nadal zbyt dużo zależy od szczęścia, czyli od tego, czy trafi się na lekarza, który rozpozna tę wadę wystarczająco wcześnie i jeszcze będzie wiedział, co z tym dalej robić. Tymczasem współczesna kardiochirurgia dziecięca oferuje znacznie więcej.

Zaskoczenie i niedowierzanie

- O chorobie córki dowiedziałam się zaraz po porodzie w mieleckim szpitalu. Dziecko było sine. Małą przewieziono natychmiast do szpitala w Rzeszowie. Podłączona do specjalnej aparatury, dzięki lekom, przetrwała swoje pierwsze 2 tygodnie, do pierwszej operacji - wspominała pani Aneta. Zespół niedorozwoju "lewego" serca można wykryć u dziecka jeszcze w czasie ciąży. Nie wiem, dlaczego lekarz nie stwierdził wcześniej tak poważnej wady u mojego dziecka.

Olę poddano drugiej operacji, kiedy dziewczynka miała pół roku. Potem znów trzeba było dostać się do serca, ponieważ wystąpiły dalsze komplikacje.

Przed każdą tego rodzaju operacją wykonywane jest cewnikowanie serca. Oznacza to wprowadzenie przez tętnicę kamery do serca. Po takim cewnikowaniu, przed trzecią operacją, Ola miała wylew i była reanimowana.

- To było straszne. Tutaj liczyła się każda sekunda - mówiła mama Oli. Po trzeciej operacji mała straciła władzę w lewej ręce. Na szczęście rehabilitacja pomogła ją w znacznym stopniu usprawnić. Na dodatek Oleńka nie chodziła. Nawet z raczkowaniem miała kłopoty, pełzała - wspomina Aneta Kostro. Dzisiaj mama oraz babcia Oli, Maria, nie kryją radości. Po ostatniej, czwartej operacji dziewczynka zaczęła mówić, a parę dni temu udało jej się samodzielnie zrobić trzy kroki. Jej pierwsze w niespełna trzyletnim życiu.

To już przeszłość

Aby mógł dalej normalnie żyć, Patryk Dąbek potrzebował trzech operacji na otwartym sercu, z krążeniem pozaustrojowym. Pierwszą przeprowadzono na otwartym sercu u 22-tygodniowego malca. Drugą po sześciu i pół miesiącach. Tę operację dziecko ledwo przeżyło. Lekarze walczyli o jego życie przez dwa i pół miesiąca, które malec spędził na oddziale intensywnej terapii. Skutecznie.

Chłopczyk był nadzwyczaj silny i kiedy raz pokonał kryzys, zaczął zdumiewająco szybko wracać do sił. Patryk szybko przybierał na wadze i świetnie się rozwijał, pomimo nieustannych wizyt lub dłuższych pobytów w szpitalu. Trzecią operację zaplanowano na pierwsze miesiące tego roku.

Rodzicom dziecka pomagała cała rodzina. Zapożyczyli się, aby pokryć koszty dotychczasowych operacji i pobytów w polskich szpitalach. Przeżyli tragedię, kiedy dowiedzieli się, że "ich" profesor wyjechał do Monachium w Niemczech. Na ostatnią operację serca synka, w Monachium właśnie, zabrakło pieniędzy. Co najgorsze, zaczęło brakować też czasu. Chłopczyk musiał zostać zoperowany najpóźniej na wiosnę tego roku. Dawało mu to szansę na normalny rozwój, na normalne życie, w ogóle na życie. Za pośrednictwem gazety Dąbkowie zwrócili się o pomoc do ludzi dobrej woli. Odpowiedź była błyskawiczna. W bardzo szybkim czasie do fundacji na rzecz Patryka wpłynęły pieniądze.

Patryk Dąbek jest już w domu, z normalnym sercem. Czuje się świetnie, nadal jest żywym sreberkiem z uśmiechem od ucha do ucha. Traumatyczne przeżycia dziecka i jego rodziców zaczynają powoli się zacierać. To samo dotyczy Paulinki, jak i Oli.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy