W rzeźby przelał swoją duszę

Rzeźby Juliana Stręka z Pustkowa (pow. dębicki) służyły kiedyś niejednemu za podpałkę. Dziś trzeba za nie sporo zapłacić. Pewnie wielu teraz żałuje, że tak samego artystę, jak i jego dzieła, traktowali kiedyś bez należnego uznania.

Pasał krowy i strugał

Reklama

Julian Stręk mieszkał w Pustkowie Rudkach. Żył 68 lat. Po ukończeniu szkoły podstawowej jako robotnik pracował w Zakładach Tworzyw Sztucznych w Pustkowie. To tutaj uległ ciężkiemu wypadkowi.

- Przeżył wybuch oparów chemicznych, po którym częściowo utracił słuch - opowiada Robert Piękoś, miłośnik sztuki Stręka, który interesuje się jego życiem i twórczością. Sam posiada około 90 rzeźb wykonanych przez artystę. Niektóre z nich otrzymał od niego osobiście.

- Przychodził do mnie czasem, kiedy pracowałem jeszcze w Domu Kultury w Brzeźnicy. Pytał, czy mi się podobają i zostawiał mi je - wspomina Piękoś.

Niektórzy twierdzą, że Julian Stręk zaczął rzeźbić jeszcze w czasie okupacji. Inni, że dopiero po wypadku na zakładzie, kiedy przeszedł na rentę. Wtedy stronił od pracy w gospodarstwie i poświęcał swój czas struganiu. Dłubał w drewnie nawet wtedy, kiedy pasał krowy. Robert Piękoś twierdzi, że najwięcej jego dzieł powstało pod koniec lat 70-tych.

Figurki rozdawał znajomym, a ci przeważnie wyrzucali je na śmietnik albo palili. Nie wszyscy traktowali go poważnie.

- Niektórzy nie chcieli od niego kupować rzeźb i odnosili się do niego pogardliwie, ale w takich sytuacjach zostawiał rzeźbę na parapecie i odchodził - opowiada Piękoś. Zaznacza, że był niezwykle skromnym człowiekiem. Jego twórczość klasyfikowana jest w kategorii sztuki naiwnej, podobnie zresztą jak dzieła Nikifora z Krynicy.

- Nie był artystą ludowym, jak twierdzą niektórzy. Nie rzeźbił też wyłącznie postaci świętych. Był otwarty na otaczający go świat. Jego dzieła przedstawiają także ludzi, z którym spotykał się na co dzień - zauważa Robert Piękoś.

Wielkie odkrycie

Stręk czerpał inspiracje z pobliskiego kościoła, przydrożnej kaplicy, ze zdjęć z reprodukcjami pocztu królów polskich Jana Matejki.

W 1987 roku przysłał swoje prace na konkurs sztuki ludowej do Muzeum Okręgowego w Tarnowie. To tutaj prace rzeźbiarza samouka zauważyli dwaj niemieccy kolekcjonerzy sztuki naiwnej. Zapytali o jego adres i w latach 1988-1997 wykupili od niego kilkaset rzeźb.

Przyjeżdżali do Pustkowa i za kilkaset złotych wywozili całe samochody figurek. Czasem przywozili z sobą jakieś szkice albo pocztówki, żeby pokazać, co chcieliby, żeby im wystrugał, ale on ich nie słuchał i robił wszystko według własnego uznania.

Poszukiwania artysty

Niemcy, którzy kupowali rzeźby Stręka, zaprezentowali ich zdjęcia Leszkowi Macakowi z Krakowa, jednemu z największych kolekcjonerów i znawców sztuki naiwnej w Polsce. Nie ujawnili nazwiska twórcy, dlatego Macak rozpoczął poszukiwania rzeźbiarza na własną rękę.

Kiedy go odszukał, ten był już na łożu śmierci.

W 1997 roku Stręk miał drugi wypadek. Gdy jechał rowerem, potrącił go samochód. Rannego znaleźli synowie. Ze szpitala do domu wrócił z niedowładem ciała.

Leszek Macak spotkał się z Julianem Strękiem trzy lata później, tuż przed śmiercią artysty. Kupił od niego ok. 200 dzieł, a przy okazji narzędzia, którymi zostały wykonane: koziki, siekierki, pędzle i farbki. Macak od czasu do czasu pokazuje twórczość rzeźbiarza z Pustkowa w Galerii L'Art Naif na Kazimierzu w Krakowie.

Żal człowieka

Ksiądz Józef Hamiga, proboszcz parafii w Pustkowie, mówi, że nie miał szczęścia osobiście spotkać się Julianem Strękiem, bo ten należał do sąsiedniej parafii, ale ma kilka jego rzeźb.

- Był u mnie dwa razy pod moją nieobecność, zostawił kilka figurek. Dziś jest mi żal, że nie miałem okazji spotkać się z nim osobiście, bo przecież mógłbym mu dać parę złotych chociażby na farby - tłumaczy ksiądz.

Opowiada, że jakiś czas temu odwiedził go człowiek z Krakowa, który powiedział mu jak cenna jest twórczość Stręka.

- Muszę przyznać, że ta jego sztuka jest taka szczera, on w te rzeźby przelał swoją duszę - zauważa ks. Hamiga.

Do drzwi księdza już nie raz pukali zainteresowani rzeźbami artysty, którzy chcieli je stąd zabrać.

- Przychodzili i prosili żeby im je dać, albo nawet pożyczyć. Część z nich faktycznie rozdałem, ale tym, którzy obiecali, że ich nie zniszczą, że nie wrzucą do pieca i nie spalą - stwierdza ks. Hamiga.

Rozszyfrować jego przesłanie

Rzeźby Stręka, które znajdują się u ks. Józefa Hamigi przedstawiają m.in. Bolesława Chrobrego, papieża Jana Pawła II, obok którego stoi gen. Wojciech Jaruzelski.

- Zastanawiam się czasem nad przesłaniem zawartym w przedstawionej przez niego symbolice, niektórych jego rzeźb nie mogę jednak odszyfrować - dodaje ksiądz. Zauważa też, że za życia często nie docenia się tego, co robią inni ludzie.

- Trudno zresztą czasem wyczuć człowieka, dopiero kiedy odchodzi, to otwierają się oczy. W prostych ludziach jest często dużo artyzmu i piękna, trzeba im tylko poświęcić trochę czasu - podkreśla ks. Hamiga.

Tarnowskie Muzeum posiada kolekcję rzeźb autorstwa Juliana Stręka, m. in. drogę krzyżową, postaci ludzkie czy monarchów. Aktualnie niektóre jego dzieła znajdują się na wystawie w Bielsku-Białej.

Część jego rzeźb wykupił Krzysztof Krauze, polski reżyser filmowy, ale prawdopodobnie najwięcej posiadają ich niemieccy kolekcjonerzy.

Robert Piękoś szacuje, że Julian Stręk wystrugał nie setki, ale tysiące rzeźb. Wiele z nich poniewierało się w różnych miejscach. Dopóki, dopóty nie okazało się, jak są cenne.

Agnieszka Kruszyńska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje