Walczą przeciwko wzrostom cen paliw

Około 30 kierowców ze Stalowej Woli i okolic po południu 26 stycznia na 2 godziny zablokowało 3 stacje benzynowe. Protestowali przeciw zmowie paliwowej i wysokim cenom. Niewykluczone, że powtórzą swój protest, bo ceny nadal są wysokie...

Pierwszą stacją oblężoną przez samochody był "Orlen" przy ulicy Przemysłowej. Auta zablokowały cały podjazd do dystrybutorów, a także wjazd na stację.

Reklama

Płacili groszami

Pierwszą osobą, która podjechała do dystrybutora z paliwem, był Dariusz Przytuła, który zatankował samochód za 10 złotych i udał się do kasy, aby zapłacić groszówkami.

W ślady za radnym poszli następni kierowcy. Pracownik stacji nie krył zakłopotania, kiedy kierowcy prosili go o nalanie pół litra benzyny. - Paliwo jest za drogie. Rozumiem protestujących kierowców, mogłoby być taniej - stwierdził z rozbrajającą szczerością. - Wystarczy wyjechać parę kilometrów za miasto, żeby poczuć różnice w portfelu - opowiada oburzony pan Krzysztof, kierowca opla vectry, który uczestniczył w blokowaniu stacji.

Zainteresowanie protestem z minuty na minuty było coraz większe. Przy okupowanej stacji gromadzili się nie tylko kierowcy, ale i gapie. Komentowali protest.

- Jestem rencistą, pieniędzy mało, a tu takie paliwo drogie. Jak tu żyć? Skoro benzyna jest droga, to od razu inne produkty idą w górę. Solidaryzuję się z protestującymi, zdaję sobie jednak sprawę, że akcja ta może nie przynieść zamierzonego skutku - nie ukrywa pan Henryk.

Pani Katarzyna na "Orlen" przyjechała zatankować bez płacenia groszówkami. Nadziała się na blokadę. - Popieram kierowców, którzy przyjechali blokować stację, aczkolwiek sceptycznie patrzę na ten protest. Sytuacja w Stalowej Woli nie zmieni się i nadal paliwo będzie droższe o te kilka groszy. I wszędzie takie same ceny - mówi kobieta.

Powtórzą protest

Kolejnym celem strajkujących kierowców były stacje "Statoil" i "Lotos". Na tej pierwszej jeden z ochroniarzy, mocno podenerwowany całą sytuacją, utrudniał prace dziennikarzom. - Tu nie wolno robić zdjęć! - chodził za naszą reporterką. Co ciekawe, na stacji nie ma żadnej informacji o takim zakazie.

- Każdy z nas tankował i płacił jak najdrobniej. Niektórzy przygotowali się bardzo dobrze - tankując za 30 albo 40 zł. I płacąc za to groszami. Cała akcja trwała prawie 2 godziny. Jeszcze raz wszystkim dziękujemy i mamy nadzieję, że zaangażowanie kierowców zostanie zauważone przez właścicieli stacji - mówi Lucjusz Nadbereżny, współorganizator akcji.

- Mamy nadzieję, że tym protestem coś wskóramy. Jeśli nie, znów pojawimy się na stacjach, znów będzie blokada, tyle że dotkliwsza, bo o wiele dłuższa - wtóruje mu Dariusz Przytuła.

Paliwowe machinacje

Po naszym pierwszym artykule, zapowiadającym protest kierowców, zadzwonił przedstawiciel jednej ze stacji paliw.

Przedstawił nam mechanizm zmowy, ale także to, w jaki sposób stacje mogą oszukiwać kierowców. Z oczywistych względów prosił o zachowanie anonimowości. - Ceną paliwa rządzi tak naprawdę "Orlen", ma 70% rynku, więc jeśli tam nie będzie taniej, to nikt cen nie obniży. Paliwo jest tańsze poza miastem. Ale żeby zaoszczędzić, jadąc te parę kilometrów za miasto, trzeba zatankować co najmniej 20 litrów benzyny. Bo koszt przejechania jednego kilometra to około 32 groszy - mówi nasz rozmówca. Jego zdaniem, stacje, jeśli chcą, mogą na różny sposób kantować kierowców. Kuszą ich niższą ceną, a przy okazji mogą dolewać do paliwa rozpuszczalnik, kręcić licznik lub mieszać dobrej jakości benzynę z tą wyprodukowaną ze starego oleju silnikowego.

- Podam przykład ze swojej stacji. Na dystrybutorze jest od 7 do 9 plomb. Ostatnio kontrolerzy, badając paliwo, nie zerknęli nawet na jedną... Numery z majstrowaniem przy dystrybutorze nie przejdą na markowych stacjach, tam jest wewnętrzny monitoring, ale co sadzić o takim sposobie kontroli? - nie ukrywa nasz rozmówca.

(az), (tg)

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje