Wariat czy bandyta?

W miniony czwartek tajemniczy mężczyzna wystraszył grupkę chłopców w Dobryninie. Zachowywał się agresywnie, przeklinał, szarpał się z jednym z nastolatków a w końcu wyciągnął nóż...

Nikt nie zareagował, nikt nie zgłosił tego faktu na policję. Pytamy dlaczego? Takich sytuacji nie można bagatelizować!

Reklama

Jest czwartek. Mija kolejne popołudnie. Prawdopodobnie około godziny 15. w Dobryninie pod Mielcem pojawia się tajemniczy mężczyzna. Nastoletni chłopak wysiada z autobusu, którym wrócił ze szkoły. Słyszy, jak nieznajomy pyta jego kolegę o drogę do wsi za Mielcem. Odpowiedział mu, że musi najpierw pojechać do Mielca, a później tam poszukać autobusu, którym dostałby się do poszukiwanej miejscowości. Mężczyzna krzyczał, że był już w Mielcu, zdenerwował się i zaczął go szarpać. Ktoś powiedział, żeby go zostawił w spokoju, więc agresywny nieznajomy poszedł w kierunku Rzemienia. - Miał czarne włosy, krótkie, lekko mu się kręciły - przypomina sobie 15-latek. - I takie białe tenisówki - dodaje kolega.

Do chrzestnej

- Byłam akurat na zewnątrz przed domem. Podszedł do bramki. Pytał o drogę do Mielca. Mówił, że wraca z wojska. Jedzie z Rzeszowa. Chce dotrzeć do chrzestnej, która mieszka w okolicy Mielca - relacjonowała mieszkanka podmieleckiej miejscowości. - Powiedział, że nie ma pieniędzy i pytał, czy mogłabym mu je dać. Odpowiedziałam, że nie dam. Wtedy zaczął dyskutować, widziałam dowód.

Co do imienia, to nie jestem pewna, ale nazywał się Kowalski... tak, to pamiętam dobrze. W trakcie rozmowy wymienił też nazwisko Nowak. Gdy nie chciał odejść, wyszedł mój mąż i krzyknął na niego, aby sobie poszedł. Potem już nie wrócił - dodaje. Z relacji kobiety wynika, że był on pod wpływem alkoholu. Miał na sobie czarne spodnie, jasną koszulę i ciemną marynarkę. Wskazała mu drogę w kierunku Mielca.

Z nożem w ręce

Chłopcy opowiadają, że po południu spotkali się, aby pograć w piłkę. W pewnym momencie najstarszy z nich zauważa idącego mężczyznę. - To ten - mówi do kolegów. - Nie śmiejcie się, może nas nie zaczepi - dodaje. Jeden z chłopaków zakaszlał i mężczyzna w czerni odwrócił się do nich, wykrzykując: - Dławi cię?! Przeskoczył rów. Chłopcy przebiegli kawałek łąki, na której grali, aby znaleźć się bliżej ogrodzenia jednego z domów. - Zatrzymał się w połowie. Wyciągnął nóż. To był taki scyzoryk z drewnianą rękojeścią. Strasznie się przestraszyliśmy, ale nadjechał samochód i on schował nóż. Potem jechał rowerzysta i zapytał go znów o drogę do Mielca - mówi 15-latek. Stojąc przy drodze, machał do przejeżdżających kierowców. Pewnie chciał, aby go ktoś podwiózł - dodaje.

Gdzie jest teraz?

Co się z nim stało później, nie wiadomo. - Na drugi dzień, czyli w piątek, dzieci opowiadały w szkole, że jakiś dziwny mężczyzna był także w Przecławiu - opowiada 14-latek. Czy mowa o tym samym? - Jak był u nas w Dobryninie to opowiadał, że jego wujek to Piłsudski. On musi się dostać do Chorzelowa. Pokazywał jakieś dwie legitymacje. Mówił, że wraca z wojska. Wykrzykiwał, że nazywa się Kowalski, a jego rodzina zawładnie całą Polską. Był taki czerwony na twarzy i oczy też miał zaczerwienione. Jeszcze nigdy tak się nie bałem. Nikt nie biegł za mną z nożem.

Babcia na początku myślała, że ja sobie to zmyśliłem. Dopiero jak mama opowiedziała, że "dziwny" mężczyzna wsiadł do autobusu, którym wracała z Mielca, był wulgarny i powiedziała jak wyglądał, to wówczas już nie twierdzili, że to bujna wyobraźnia - wyjaśnia drugi z 14 - latków.

p.aug

Nazwiska zostały zmienione

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy