Wojsko ma gdzieś pobitego żołnierza

22-latek z Trzciany wyszedł z wojska na przepustkę. Podczas pobytu w rodzinnej miejscowości został ciężko pobity.

Trafił na oddział intensywnej terapii, trzy tygodnie był nieprzytomny. Rodzina twierdzi, że przez siedem tygodni, jakie chłopak spędził w szpitalu, wojskowi skontaktowali się z nimi dwa razy. Raz telefonicznie i raz przyjechali po spodnie i buty.

Reklama

- Im nie chodziło o żołnierza, tylko o mundur - ciężko wzdycha Kazimierz Sitek, ojciec Maćka. - Syn został ciężko pobity, trzy tygodnie był nieprzytomny, a oni zadzwonili tylko raz. Raz też przyjechali zabrać mundur i zaproponowali pomoc psychologa.

Trzy tygodnie nieprzytomny

Na początku czerwca Maciej Sitek z Trzciany wyszedł na przepustkę, w wojsku był od lutego. - Brat chciał iść do wojska, wiedział, że w ten sposób odciąży trochę rodzinę, bo mama nie pracuje, a cała siódemka utrzymuje się z 600 zł renty taty - mówi Halina Sitek, siostra Maćka.

- Ja wyjechałam do pracy do Włoch, ale jak ojciec zadzwonił, że Maciek w szpitalu to wróciłam. Pierwszy raz wtedy widziałam, żeby tato płakał. Nie wiedzieliśmy czy brat przeżyje. Nie wiedzieliśmy nic.

Sprawcy grozi 10 lat

Maciek został ciężko pobity i 12 czerwca w bardzo ciężkim stanie trafił na oddział intensywnej terapii. Policja sprawcę zatrzymała, teraz siedzi w areszcie, grozi mu do 10 lat.

- Brat przez kilka tygodni miał podłączoną sondę, ma uszkodzony pień mózgu i rdzeń. Żeby chociaż, do rodziców wojskowi dzwonili, żeby było widać, że im trochę na nim zależy byłoby inaczej. Łatwiej - Halinie łamie się głos, na wspomnienie cierpienia rodziców. - Nie poinformowano nas, czy należy nam się jakaś pomoc, na co możemy liczyć. Czy brat może być przewieziony do szpitala wojskowego, mięlibyśmy łatwiejszy dojazd do niego, a ja jestem tu codziennie, łapię okazję, bo na bilety nie mamy i przyjeżdżam.

Wojsko pomoże

Wojsko sprawę widzi trochę inaczej. - Przełożeni szeregowego Sitka wielokrotnie dzwonili pytając się o jego stan zdrowia, z nim nie mogli rozmawiać, bo był nieprzytomny. W związku z tym rozmawiali tylko z lekarzami - wyjaśnia kpt. Konrad Radzik z 21. Brygady Strzelców Podhalańskich, do której należy jednostka w Żurawicy, w której stacjonował chłopak.

- Byli również w domu u jego rodziców, oferując pomoc i przekazując numery telefonów kontaktowych i proponując pomoc psychologa. Rodzina może się również zwrócić o pomoc finansową do jednostki żołnierza oraz po okazaniu upoważnienia dostać jego zaległy żołd. Po zakończeniu leczenia wojskowa komisja lekarska rozpatrzy ponownie jego stan zdrowia.

Długi pobyt w szpitalu

Pobyt Maćka w szpitalu może potrwać jeszcze kilka tygodni. Lekarze nie potrafią powiedzieć jak długo, bo przy takich urazach rekonwalescencja u każdego pacjenta przebiega inaczej. Rodzina z nadzieją czeka i liczy na to, że chłopak będzie chodził.

- Ja tam swoje wiem. Jakby to syn spowodował czyjś wypadek, jakby to on zawinił, to od jego łóżka nie odchodziliby, a tak to jest jak zbędny kłopot - mówi ze smutkiem ojciec Maćka.

PAULINA BAJDA

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje