Za plankton przepraszał nie będzie

Pracownicy miejskich placówek kulturalnych w Dębicy żądają przeprosin do radnego Romana Roztoczyńskiego, który publicznie nazwał ich pasożytami i nierobami. Roztoczyński nie zamierza przepraszać, utrzymuje, że w swojej ocenie się nie pomylił.

W liście otwartym, skierowanym do samorządowców i mediów, pracownicy kultury domagają się przeprosin od radnego Romana Roztoczyńskiego, za wypowiedź, która padła podczas ostatniej sesji rady miasta. Chodzi o ocenę pracy podwładnych dyrektor MOK Elżbiety Kęsik - Roztoczyński nazwał ich planktonem pasożytów i nierobów.

Reklama

- Taka ocena jest niesprawiedliwa, krzywdząca i oburzająca. Powyższe słowa są nieprawdę i mocno ranią tych wszystkich, którzy na co dzień pracują w instytucjach podległych Miejskiemu Ośrodkowi Kultury, swoją pracą dając wyraz zaangażowania w tworzenie nowej jakości kultury w mieście, częstokroć kosztem własnego wolnego czasu - czytamy w liście.

Pracownicy MOK dziwią się, że na reprymendę Roztoczyńskiego nie zareagował nikt z radnych.

- Zareagowałem. W delikatny sposób próbowałem skierować dyskusję na inne tory. Nie byłem bardziej stanowczy, bo po prostu mnie przytkało, kiedy usłyszałem, co pan radny mówi - tłumaczy Jan Borek, przewodniczący Rady Miasta.

Autorzy pisma domagają się od Romana Roztoczyńskiego przeprosin w okolicznościach takich, w jakich zostali znieważeni - a więc podczas sesji Rady Miasta. Chcą również, by radny przeprosił ich w mediach.

Nic nie wskazuje jednak, by radny miał zamiar zadośćuczynić tym żądaniom. Twierdzi, że przepraszał nie będzie, bo uważa, że pracę ludzi od kultury ocenił właściwie.

- Jak jakąś gwiazdę do Opola albo Sopotu wylansują, to przeproszę, a na razie zdania nie zmieniam - mówi radny.

Co więcej, Roztoczyński twierdzi, że wypowiedź, która wywołała oburzenie środowiska kulturalnego, wielu innym bardzo się podobała.

- Dziesiątki telefonów miałem z uznaniem, że jestem pierwszym, który odważył się nazwać rzeczy po imieniu - mówi.

Radny nie kryje, że nie podoba mu się to, że na działalność placówek kulturalnych idą pieniądze z miejskiego budżetu.

- Wiem, jak to można rozwiązać: miasto daje budynki, a placówki kulturalne pracują same na siebie. Na pytanie, ilu jest ludzi w dębickiej kulturze, i ile to kosztuje, do tej pory nikt mi nie odpowiedział. A w mieście nic się nie dzieje - wylicza.

Opinią radnego szczególnie oburzona jest dyrektor MOK Elżbieta Kęsik, choć zapewnia, że wahała się, czy list należy wysyłać.

- Radny może myśleć i mówić, co chce, jednak doszłam do wniosku, że nie można tego zostawić bez reakcji. Pana radnego zapraszam do MOK-u, może zapoznać się z wszelką dokumentacją i sprawozdaniami - zachęca Romana Roztoczyńskiego

Przewodniczący Borek napisał list do Romana Roztoczyńskiego, prosi w nim o rozsądne i przemyślane wypowiedzi i wyraża nadzieje, że radny jednak przeprosi za swoje słowa.

gaM

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje