Zabawki - zabójcy

Rodzice, uważajcie, czym bawi się Wasze dziecko! Ukochana maskotka może stać się śmiertelnym wrogiem dziecka. Okazuje się, że połowa zabawek przebadanych przez Główny Inspektorat Inspekcji Handlowej nie spełnia norm jakości.

Mimo to bez przeszkód trafiają do sklepów, a stamtąd prosto do rąk maluchów.

Reklama

Aż strach pomyśleć, co mogłoby się stać, gdyby nasze dziecko połknęło toksyczne koraliki albo koło od wadliwie skonstruowanego samochodziku.

Raport sporządzony przez GIIH przeraża. Tylko w minionym kwartale inspektorat przebadał w specjalistycznym laboratorium w Gliwicach 1295 zabawek.

Na dwoje babka wróżyła

Połowa nie spełniała norm jakości, mimo że wiele z nich posiadała specjalne certyfikaty przyznane bez wcześniejszych badań albo dla innej partii towaru.

Prawie 1000 przebadanych zabawek miało wadliwą konstrukcję, a co ósmej brakowało informacji o bezpiecznym użytkowaniu. Najwięcej bubli było wśród produktów chińskich.

- Wszystkie zabawki poddajemy gruntownym testom, rzucamy, ściskamy, rozciągamy, skręcamy, badamy ich palność, poziom natężenia dźwięków...

Najwięcej zastrzeżeń budziła zawartość substancji toksycznych, wytrzymałość i zbyt łatwe odrywanie się małych elementów od zabawki - przyznaje dr inż. Beata Grynkiewicz-Bylina, kierownik laboratorium w Gliwicach.

Buble muszą zniknąć

Z półek sklepowych zniknęły pistolety, które uderzały plastikowymi kulami z siłą osiem razy większą niż dopuszczalna. Wycofano też np. toksyczną lalkę Sweet Girl i dinozaury, zwiększające swą objętość w wodzie, grożące zadławieniem, a nawet uduszeniem.

- Najczęściej trafiają do nas dzieci, które połknęły drobną część zabawki albo zadławiły się nią. W skrajnych przypadkach, by uratować życie malucha, potrzebna jest bronchoskopia, inwazyjny zabieg wykonywany pod narkozą, podczas którego wyciągamy z oskrzeli połknięty przedmiot - nie ukrywa dr nauk med. Józef Rusin, ordynator Klinicznego Oddziału Pediatrii w Szpitalu Wojewódzkim nr 2 w Rzeszowie, konsultant wojewódzki w dziedzinie pediatrii.

Producenci bagatelizują przepisy, które wyraźnie mówią, że zabawka ma być bezpieczna i to nie tylko podczas normalnego użytkowania.

Wykonawca powinien również przewidzieć, co może z nią zrobić dziecięca fantazja, która nie zna granic.

Ministerstwo Gospodarki planuje zaostrzenie przepisów. Chce, by inspektorzy mogli wycofać zabawki, które zawierają zakazane substancje, nawet gdy tylko podejrzewają ich obecność.

URSZULA PASIECZNA

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje