Zabójstwo ciężarnej 25-latki. Podejrzany nie przyznaje się do zbrodni

Zarzut zabójstwa 25-letniej kobiety prawdopodobnie jeszcze w tym tygodniu usłyszy 31-letni mężczyzna, który obecnie jest podejrzany o kradzież sprzętu elektronicznego na kwotę ponad pół mln zł. Zdaniem prokuratury sprawy kradzieży i zabójstwa łączą się ze sobą.

Prokurator okręgowy w Rzeszowie Łukasz Harpula poinformował w poniedziałek na konferencji prasowej, że po przeanalizowaniu materiału dowodowego śledczy podejmą decyzję, czy Grzegorzowi G. zostanie postawiony zarzut zabójstwa tylko 25-letniej Jolanty Ś., czy także jej nienarodzonego dziecka. Kobieta była bowiem w siódmym miesiącu ciąży, a ojcem dziecka miał być G.

Mężczyzna został aresztowany na trzy miesiące. Za zabójstwo grozi mu nawet dożywotnie więzienie.

Reklama

Jak mówił prokurator, zaginięcie ciężarnej Jolanty Ś. w sierpniu br. zgłosiła jej rodzina. Upłynął bowiem termin porodu, a z kobietą urwał się kontakt. Początkowo jednak śledztwo prowadzone było w kierunku handlu ludźmi; Jolanta Ś. miała wysłać SMS do swojej matki, że nowo narodzone dziecko sprzedała i nie chce, aby ją szukać.

"SMS wzbudził podejrzenia zarówno matki, jak i śledczych. Szczegółowe analizy specjalistów, porównania z poprzednimi SMS-ami potwierdziły, że autorką tej wiadomości tekstowej nie była zaginiona" - wyjawił prokurator

Nie przyznaje się do zabójstwa

Niedługo później żona Grzegorza G. zgłosiła jego zaginięcie. Harpula wyjawił, że mężczyzna wówczas był już podejrzewany o udział w zaginięciu Jolanty Ś.

"Wiedzieliśmy też, że z firmy, w której pracował, ukradł specjalistyczny sprzęt elektroniczny na kwotę ponad pół mln zł. Było to prawdopodobnie jego zabezpieczenie. G. czuł, że policja depcze mu po piętach i za pieniądze ze sprzedaży sprzętu chciał się gdzieś ukryć" - mówił szef Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie.

G. został zatrzymany pod koniec listopada we własnym mieszkaniu; wpadł w zasadzkę policji. Podczas przesłuchania w sprawie kradzieży wyjawił miejsce ukrycia zwłok Jolanty Ś.

Nie przyznał się jednak do zabójstwa. Utrzymywał, że śmierć kobiety nastąpiła w wyniku wypadku - miała spaść ze skarpy. Przyznał się natomiast do kradzieży sprzętu, a także do nieudzielenia pomocy kobiecie oraz do tego, że spanikował i zakopał zwłoki w lesie.

Prokurator zaznaczył, że sekcja zwłok wykluczyła wypadek, ale nie chciał podać rzeczywistej przyczyny śmierci kobiety, zasłaniając się dobrem sprawy.

Dodał, że zarzuty wobec Grzegorza G., który jest podejrzany o kradzież sprzętu, prawdopodobnie jeszcze w tym tygodniu zostaną uzupełnione o zabójstwo.

Kodeks karny przewiduje za zabójstwo od 8 do 15 lat więzienia albo 25 lat pozbawienia wolności, lub karę dożywocia.

Agnieszka Pipała

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje