Prezes SO w Suwałkach o zarzutach medialnych: Kłamliwe i hańbiące

Prezes Sądu Okręgowego w Suwałkach Jacek Sowul odpiera zarzuty medialne, jakoby wydał wyrok "na zamówienie publiczne lub za potencjalny awans". Uznał je za kłamliwe i hańbiące dla rzetelności dziennikarskiej oraz podważające zaufanie do całego wymiaru sprawiedliwości.

W czwartek posłowie PO zażądali wyjaśnień od ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry ws. obsady stanowiska prezesa SO w Suwałkach. Pytali, czy nominacja Jacka Sowula na prezesa ma związek z jego wcześniejszą, niekorzystną dla działaczy KOD, decyzją.

Reklama

Media informowały, że Sowul kilka miesięcy temu uchylił wyrok uniewinniający obwinionych o zakłócenie otwarcia wystawy o gen. Władysławie Andersie w tym mieście w 2016 r. z udziałem córki generała Anny Marii Anders (wówczas kandydatki PiS na senatora). Uroczystości towarzyszył protest grupy osób, z których część miała znaczki Komitetu Obrony Demokracji.

"Doszło do przypadkowego spotkania na prywatnej uroczystości"

"W związku z programem telewizyjnym "Czarno na Białym" stacji TVN24 z dnia 25 października 2017 r. prezes Sądu Okręgowego w Suwałkach Jacek Sowul oświadcza, iż zawarte w tym programie sugestie i wręcz stwierdzenia, jakoby wydał wyrok na zamówienie publiczne lub za potencjalny awans, są kłamliwe i hańbiące dla rzetelności dziennikarskiej. Godzą też w wizerunek Sądu Okręgowego w Suwałkach, a także podważają zaufanie do całego wymiaru sprawiedliwości" - głosi komunikat rzecznika SO Marcina Walczuka.

"Prawdą jest, iż pod koniec marca 2017 r. doszło do przypadkowego spotkania na prywatnej uroczystości pomiędzy panem ministrem Łukaszem Piebiakiem (wiceszefem MS - red.), a sędzią Jackiem Sowulem, jednakże prezes Sądu Okręgowego w Suwałkach kategorycznie zaprzecza, aby w trakcie tego spotkania były poruszane tematy służbowe oraz orzecznicze" - dodał rzecznik SO.

Podkreślił, że tezy postawione w programie TVN24 mogą wyczerpywać znamiona przestępstwa pomówienia z art. 212 par. 2 Kodeksu karnego. "Prezes Sądu Okręgowego w Suwałkach będzie rozważał podjęcie stosownych kroków prawnych wobec autora przedmiotowego programu" - głosi komunikat.

"Partyjne sądy stają się faktem"

Do sprawy nawiązali w czwartek posłowie PO. Lider PO Grzegorz Schetyna ocenił, że jest to "dalszy ciąg zawłaszczania państwa przez PiS". "Bardzo już taki ordynarny, na siłę, łamiący prawo i ustawy. To już nie jest tylko kwestia fatalnych personalnych decyzji, ale to jest próbą wpływania na niezależność władzy sądowniczej - to, o czym mówiliśmy przez miesiące, dzisiaj ma swoje odbicie w rzeczywistości w Suwałkach" - powiedział

"Partyjne sądy stają się faktem. Przestrzegaliśmy prezydenta Andrzeja Dudę, by nie podpisywał ustawy zmieniającej ustawę o ustroju sądów powszechnych, ponieważ to, co było zmorą PRL-u, może i staje się zmorą państwa PiS" - zaznaczył Borys Budka. Dodał, że zmiany w ustawie o ustroju sądów powszechnych dały ministrowi sprawiedliwości możliwość dokonywania "politycznych nominacji" w tych instytucjach.

Według niego jednym z takich przypadków jest właśnie Sąd Okręgowy w Suwałkach. To - jak mówił - jest "modelowy przykład" na to, jak można upartyjnić wymiar sprawiedliwości. "Kilka dni przed swoją nominacją obecny prezes Sądu Okręgowego w Suwałkach spotkał się, prywatnie, z wiceministrem sprawiedliwości, który odpowiada za nadzór nad sądami i odpowiada za tę nominację (jak podał w środę wieczorem TVN24 chodzi o Piebiaka - red.). Ta sprawa w Suwałkach to nie tylko sprawa prezesa sądu, ale przede wszystkim sprawa obywateli, którzy występują przed tamtejszym wymiarem sprawiedliwości" - przekonywał Budka.

Myrcha chciał informacji od Ziobry


Sprawę poruszył też w czwartek w Sejmie poseł PO Arkadiusz Myrcha. Zwrócił się z wnioskiem o przerwę i poszerzenie porządku dziennego o informację Ziobry na temat nominacji sędziego. Marszałek Sejmu Marek Kuchciński uznał, że wniosek ten nie spełnia wymogów formalnych, bo dotyczy sprawy, która nie jest przedmiotem porządku obrad.

W marcu 2016 r., w ostatnim dniu trwającej wówczas kampanii wyborczej do Senatu w części województwa podlaskiego, Anna Maria Anders brała udział w otwarciu wystawy "Armia Skazańców" w Archiwum Państwowym w Suwałkach, poświęconej jej ojcu. Otwarcie ekspozycji zostało zakłócone przez grupę osób, które protestowały przeciwko prowadzeniu kampanii wyborczej w takim miejscu. Część z nich miała znaczki Komitetu Obrony Demokracji (KOD). Doszło do utarczek słownych.

Po kilku miesiącach pięciu osobom policja postawiła zarzuty z kodeksu wykroczeń, dotyczące naruszenia porządku w miejscu publicznym. W pierwszym procesie, przed sądem rejonowym zapadł wyrok uniewinniający, który przez sąd okręgowy został jednak w całości uchylony a sprawa przekazana do ponownego rozpoznania w I instancji. W powtórnym rozpoznaniu - w I instancji ponownie wszyscy obwinieni zostali uniewinnieni, a - rozpoznając apelacje policji - sąd odwoławczy wobec dwóch osób wyroki te utrzymał, ale wobec trzech innych sprawa jeszcze raz wraca do rozpoznania do Sądu Rejonowego w Suwałkach.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje