Rośnie liczba zachorowań na boreliozę

Ponad 60 przypadków zachorowań na boreliozę, czyli chorobę przenoszoną przez kleszcze, odnotowano już w tym roku na Podlasiu. Lekarze obawiają się, że najgorsze wciąż jednak przed nami. Północno-wschodnia Polska to obszar najbardziej zagrożony pokleszczowym zapaleniem opon mózgowych i boreliozą.

Te małe pajęczaki spotkać można prawie wszędzie - w lesie, miejskim parku, a nawet na trawniku między blokami. Na ogół przebywają na wysokości 1,5 m nad ziemią i stamtąd atakują ofiarę. Wczepione w skórę zwierzęcia lub człowieka (nieraz przez wiele tygodni) odżywiają się krwią. Są bardzo wytrzymałe i bez pożywienia mogą żyć nawet dwa lata.

Reklama

Niestety coraz częściej ich ukąszenie kończy się chorobą. Jeżeli chodzi o boreliozę odnotowujemy wzrastające liczby - twierdzi Teresa Biedzińska w Wojewódzkiej Stacji Sanitarnej w Białymstoku.

Idąc, np. do lasu, najlepiej włożyć bluzę z długimi rękawami, spodnie, czapkę i pełne obuwie. Po powrocie trzeba dokładnie obejrzeć całe ciało. Gdy zauważymy kleszcza, należy wyjąć go pęsetą: chwycić jak najbliżej ciała i "wykręcić". Jeśli coś zostanie, najlepiej udać się do lekarza, by on usunął resztę. Dobre są też różnego rodzaju środki antykleszczowe, ale pamiętajmy że po każdej wycieczce do lasu powinniśmy dokładnie się obejrzeć.

Wbrew obiegowym opiniom, kleszcza nie wolno usuwać, smarując go tłuszczem czy przypalając papierosem. Te metody choć czasem skuteczne, mogą się okazać groźne. Kleszcz wówczas dusi się lub doznaje silnego szoku i wtedy "wymiotuje", pozostawiając w ranie zakażoną wydzielinę.

Na atak kleszczy szczególnie narażeni są leśnicy - na Warmii co trzeci z nich zakażony jest boreliozą.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje