Utrzymane kary więzienia za oszustwa metodą "na wnuczka"

Sąd Apelacyjny w Białymstoku utrzymał w czwartek kary 1,5 roku oraz 5 lat więzienia dla dwóch mężczyzn oskarżonych o oszustwa tzw. metodą na wnuczka. Działali w grupie, która co najmniej od kilkunastu osób wyłudziła pieniądze, podając się za ich bliskich.

Według aktu oskarżenia kilkanaście osób straciło w ten sposób kwoty od 5 tys. do nawet 21 tys. zł.

Reklama

Sąd utrzymał wobec skazanych obowiązek naprawienia szkód w całości. Wyrok jest prawomocny, na jego publikacji obu mężczyzn nie było. Apelacji nie składał trzeci współoskarżony, skazany na 1,5 roku więzienia.

W procesie sąd przyjął, że co najmniej od maja do lipca 2008 roku działała zorganizowana grupa przestępcza, której celem były oszustwa tzw. metodą na wnuczka.

Grupa działała w różnych miastach Polski w identyczny sposób. Wytypowana z książki telefonicznej osoba, która - w ocenie przestępców - powinna być w podeszłym wieku, była przekonywana, że dzwoni np. jej wnuk, który ma pilną potrzebę finansową.

Zmieniony głos, inny niż wnuka, rozmówca tłumaczył najczęściej chorobą. Potem mówił, że po pieniądze przyjdzie jego kolega. Starsi ludzie oddawali oszustom oszczędności wielu lat, likwidując nawet lokaty w bankach. Dopiero po fakcie sprawdzali, czy bliscy rzeczywiście wysyłali kogoś po pieniądze. Poszkodowani to m.in. mieszkańcy Białegostoku, Ostrowa Wielkopolskiego, Augustowa, Sanoka i Lublina.

Przestępcy wpadli właśnie w Lublinie (jedna z kobiet, którą chcieli oszukać, zawiadomiła policję). W długim śledztwie udało się ustalić personalia czterech członków grupy. Trzech zatrzymano, czwarty poszukiwany jest listem gończym, nieustalona jest jeszcze jedna osoba, która miała być szefem grupy. To ona właśnie była najwyżej w hierarchii grupy, telefonicznie wydawała jej członkom polecenia.

Poszukiwany listem gończym mężczyzna zajmował się m.in. płaceniem za noclegi i transport grupy, a także kierowaniem pozostałych pod wskazane adresy. Grupa posługiwała się telefonami na karty, a także łącznością telefoniczną przez operatorów zagranicznych, by maksymalnie utrudnić ich identyfikację.

Dwaj ze skazanych przyznali się i złożyli wyjaśnienia. Ich sąd pierwszej instancji skazał na kary po 1,5 roku więzienia. Trzeciego na 5 lat więzienia, biorąc pod uwagę także to, iż to recydywista. To on zwerbował pozostałą dwójkę.

Uzasadniając wyrok odwoławczy, sędzia Tomasz Wirzman mówił, że wiele dowodów wskazywało na przestępczą działalność oskarżonych, podział zadań i hierarchię w grupie. To nie tylko przyznanie się przez nich do niektórych przestępstw, zeznania obciążające, rozpoznanie przez pokrzywdzonych, ale też np. dane z miejsca i czasu połączeń telefonicznych.

- Uważamy, że sąd pierwszej instancji prawidłowo wziął pod uwagę wysoki stopień społecznej szkodliwości popełnionych czynów, że były to osoby w podeszłym wieku, ufne. Wyzyskano fakt, że były to osoby, które kierowały się w stosunku do najbliższych wyjątkowymi uczuciami chęci natychmiastowego i bezwarunkowego niesienia pomocy - mówił sędzia Wirzman.

Oszustwa "na wnuczka" policja odnotowuje od wielu lat i uważa je za jeden z najpopularniejszych sposobów wyłudzania pieniędzy. Mimo apeli, akcji informacyjnych, przestępcy wciąż znajdują łatwowierne, starsze osoby, które dają się zwieść.

W województwie podlaskim akcja informacyjna ostrzegająca o oszustach działających tzw. metodą na wnuczka, trwa od kilku miesięcy. Prowadzona jest nie tylko przez policję, ale także np. przez banki. Angażowane w akcję prewencyjną były także parafie, spółdzielnie mieszkaniowe, kluby seniora czy osiedlowe sklepy. W białostockich przedszkolach dzieci rozdawały dziadkom laurki z ostrzeżeniem przed takim oszustwami.

W czerwcu policja zatrzymała kolejnych oszustów działających w regionie z wykorzystaniem tej metody. Tylko w znanych policji kilku przypadkach, poszkodowane osoby straciły po kilkanaście tysięcy złotych.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje