Wiosenne Kolędowanie z Konopielką

Urodzaju na polach oraz zmiany stanu cywilnego pannom i kawalerom życzono w pieśniach, które w niedzielę w Knyszynie śpiewały zespoły folklorystyczne z Polski, Litwy i Białorusi podczas 11. Międzynarodowych Spotkań Wiosennego Kolędowania z Konopielką.

To nawiązanie do tradycji śpiewania wiosennych życzeń w Święta Wielkanocne, zwanego też "Konopielką". Zwyczaj też wciąż praktykowany jest w Podlaskiem.

Reklama

Imprezę zorganizował Knyszyński Ośrodek Kultury. Jak powiedziała dyrektorka placówki Jadwiga Konopko, zespoły kolędowały też w niektórych domach w mieście. Śpiewano wiosenne życzenia związane z rozpoczęciem nowego roku agrarnego, a także życzenia wielkanocne.

W zaproszonych zespołach folklorystycznych śpiewają przede wszystkim kobiety, bo - jak zaznaczyła Konopko - są one "piastunkami tradycji".

Jednak w samym zwyczaju kolędowania z "Konopielkami" w Święta Wielkanocne brali udział jedynie mężczyźni. Zebrani w tzw. kompanie męskie wołoczebne, chodzili w świąteczną noc, z niedzieli na poniedziałek, od domu do domu, śpiewając gospodarzom dobre życzenia.

Pannom i kawalerom życzono zmiany stanu cywilnego, a gospodarzom urodzaju. Jednak życzeń nie śpiewano wszystkim, np. "nieczystym pannom", czyli niezamężnym pannom z dzieckiem.

Wołoczebnicy za swoje życzenia dostawali od gospodarzy zapłatę w postaci kiełbasy, jajek czy kieliszka wódki. Jeśli odmówiono kawalerom poczęstunku, śpiewali złośliwe piosenki. Bano się takich przyśpiewek, które wróżyły nieszczęście i staropanieństwo córki gospodarzy.

Konopko powiedziała, że tradycja "Konopielki" na ziemiach polskich zanikła w latach 60. ubiegłego wieku. Jednak kilka lat temu postanowili ją wskrzesić mężczyźni z podlaskich wsi: Rzędziany, Guzów i Kruszyn, którzy zorganizowali kompanie (grupy) wołoczebne i co roku chodzą w Wielkanoc z "Konopielką".

Od trzech lat Knyszyński Ośrodek Kultury organizuje też warsztaty śpiewania wiosennych kolęd, skierowane do młodych mężczyzn. Konopko powiedziała, że z roku na rok jest coraz więcej chętnych.

Dodała, że coraz chętniej też przyjeżdżają turyści, żeby towarzyszyć mężczyznom w "Konopielkach". Jednak - jak zauważyła - trudniej jest przełamać barierę wśród mieszkańców niektórych wsi, aby przyjęli wołoczebników.

Dlatego planuje w tym roku rozpropagować tę tradycję wśród lokalnej społeczności. Uważa, że to sposób na jej integrację i poczucie wspólnoty.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje