"10 kwietnia 2010 roku umieliśmy być razem, potem ktoś nas podzielił"

- Tracimy powoli nasz kraj. Gdy znikają instytucje kultury, szkoły, muzea, domy kultury, połączenia kolejowe. Państwo wiecie, że tak się dzieje. Może nie w Warszawie. Ale wystarczy posłuchać, co ludzie mówią w byłych miastach wojewódzkich - mówił Andrzej Duda przed Pałacem Prezydenckim. Wcześniej zaznaczył, że jest zaskoczony iż mimo upalnej pogody tyle ludzi przybyło, aby go powitać. Tłum skandował "witaj w domu!"

- Bardzo nam potrzeba takiej swoistej odnowy i to nie takiej, byśmy się zbierali razem tylko w momentach kryzysowych, kiedy jesteśmy zgnieceni przez komunę i wybucha Solidarność, kiedy umiera nasz Ojciec Święty. Dlaczego to się dzieje tylko wtedy, kiedy jest kryzys, tylko wtedy, kiedy Polakom łamią się serca? - pytał prezydent. 

Reklama

- Tak jak tu, pod tym Pałacem 10 kwietnia i w dniach następnych ludzie różnych poglądów przyjeżdżali, byli razem, modlili się, płakali, potrafili stać po kilkanaście godzin w kolejce, by pokłonić się parze prezydenckiej - mówił. 10 kwietnia 2010 roku umieliśmy być razem, potem ktoś nas podzielił - mówił prezydent.

Duda powiedział, że zrobi wszystko, co w jego mocy "żeby zrealizować to, co obiecał.

Andrzej Duda zwrócił się do osób zebranych przed Pałacem: "Mam świadomość obietnic, które złożyłem. One nie są trudne do dopełnienia. Nie słuchajcie tego, co opowiadają, że się w Polsce nie da obniżyć wieku emerytalnego, że się nie da podwyższyć kwoty wolnej od podatku, bo się budżet zawali. To bzdury!" Według prezydenta, konieczna jest naprawa polskiej gospodarki, "wtedy pieniądze znajdą się natychmiast". 

- Nie żartowałem, ten pałac będzie otwarty na duże inicjatywy społeczne, na postulaty obywatelskie, ludzie muszą mieć poczucie, że mają coś do powiedzenia w swoim państwie - mówił prezydent. 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje