Afera zegarkowa: Są zeznania współpracownicy Nowaka. "Żałuję"

- Mam do siebie pretensje, że nie podpowiedziałam mu, że trzeba tam wpisać zegarek - oświadczyła w sądzie współpracownica b. ministra Sławomira Nowaka, która wypełniała jego oświadczenie majątkowe. - Nie miałam wtedy takiej wiedzy - dodała.

We wtorek Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście kontynuował proces posła Nowaka, b. ministra transportu i b. członka PO, oskarżonego o złożenie w latach 2011-13 pięciu fałszywych oświadczeń majątkowych (poselskich i ministerialnych), w których nie ujawnił, że posiada zegarek wart więcej niż 10 tys. zł. Za tak opisane przestępstwo grozi do 5 lat więzienia.

Reklama

Podsądny nie przyznaje się do zarzutu. Twierdzi, że pokazywał się z tym zegarkiem publicznie, więc nigdy nie chciał go ukrywać. Mówił przed sądem, że nie wiedział, iż musi wpisywać do oświadczenia przedmioty osobiste takie jak zegarek, zaś ten był zaległym prezentem od rodziców i żony na 35. urodziny.

We wtorek sąd drugi raz przesłuchiwał jako świadka Karolinę K., która współpracowała z Nowakiem w czasie, gdy był on posłem i ministrem. We wtorek sąd odczytywał jej zeznania złożone w CBA i w prokuraturze. W śledztwie ustalano, czemu Nowak nie ujawnił w oświadczeniu tego zegarka, choć pytali o niego dziennikarze tabloidu, który miał zdjęcie ministra z drogim czasomierzem na nadgarstku.

"Krępowałabym się, zadając mu takie pytanie"

Według dziennikarzy, Nowak miał ich prosić, by nie publikowali artykułu, a on uzupełni swe oświadczenie. Tekst się nie ukazał, ale Nowak zaprzeczył w sądzie, by ingerował w publikację. Karolina K. oświadczyła w sądzie, że jej szef "nigdy nie podejmuje zobowiązań wobec prasy" i nie zwracał się do niej z tym, by wpisać zegarek do oświadczenia - a gdyby chciał tak zrobić, musiałby jej o tym powiedzieć.

Karolina K. przyznała, że pamięta pytania od redakcji o zegarek. - Ale nie potraktowałam ich poważnie, bo pochodziły od skandalizującej gazety i miały na celu zdyskredytowanie wizerunku polityka. Te pytania były wręcz krępujące - mówiła w zeznaniach ze śledztwa. Zapewniła, że do oświadczeń majątkowych przywiązuje dużą wagę, bo to sprawy ważne i poważne. - Oświadczenia to jedna sprawa, a pytania od skandalizującej gazety - to inna sprawa - dodała. Twierdziła też - i podtrzymała to w sądzie - że nie pytała swego szefa o wartość zegarka, nawet po mailach od redakcji. - Krępowałabym się, zadając mu takie pytanie - mówiła.

"Nawet do głowy mi to nie przyszło"

Jej zdaniem, do rubryki "rzeczy ruchome o wartości powyżej 10 tys. zł" należy wpisać samochody, bo tak wynika z dopisku w tej rubryce: "Rzeczy ruchome, w przypadku samochodu wpisać rocznik". Zarazem Karolina K. zeznała, że nigdy nie przeszkolono jej z wypełniania oświadczeń majątkowych i opierała się jedynie na tym, co zobaczyła w oświadczeniach innych osób zobowiązanych do jego składania; nigdy też nie spytała Nowaka, jak się wypełnia taki dokument.

- To skąd pani wiedziała, jak interpretować treść formularza, skoro nie było żadnej podpowiedzi? - pytał obrońca Nowaka, prof. Piotr Kardas. -Trudno powiedzieć. Gdy wypełniałam oświadczenie, nie miałam wątpliwości. W mojej ocenie w rubryce trzeba wskazać rodzaj i dane pojazdu mechanicznego - nawet do głowy mi nie przyszło, żeby wpisać tam co innego - odparła.

- A co by pani odpowiedziała pytana, czemu nie wpisała pani biżuterii wartej powyżej 10 tys. zł? - dopytywał przesłuchujący. "Nie wiem, co bym odpowiedziała. Mam do siebie pretensje, że nie podpowiedziałam ministrowi o tym zegarku. Nie miałam wtedy takiej wiedzy, nie wiedziałam, że trzeba go wpisywać - brzmiała odpowiedź.

Pytana, czy w takim razie postanowiono skorzystać z pomocy prawnika, Karolina K. powiedziała, że nic o tym nie wie. - Może szkoda - skomentowała prowadząca proces sędzia Dorota Radlińska.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy