Apel do prezydenta Komorowskiego ws. terenów b. Stoczni Gdańskiej

​Ponad 1400 osób, w tym m.in. Lech Wałęsa, Zbigniew Bujak, Henryka Krzywonos-Strycharska, podpisało się pod petycją do prezydenta Bronisława Komorowskiego z apelem o nadanie dawnym terenom Stoczni Gdańskiej statusu Pomnika Historii.

Inicjatorką petycji jest historyk sztuki dr Katarzyna Lewandowska, która jak sama podkreśla jest z Torunia, a od ok. 10 lat wykłada na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku.

Reklama

- Z roku na rok przyjeżdżając do Gdańska widziałam, co się wyprawia na terenie byłej stoczni. To koszmarne doświadczenie, że nie można tego zatrzymać, wszystko cały czas niszczeje. Strasznie przykro mi było, że ostatnią halę wyburzono 13 grudnia w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. To spowodowało, że czara goryczy się przelała i postanowiłam jakoś zareagować. Nie mogę się na to zgodzić - powiedziała w piątek  Lewandowska.

Wyjaśniła, że nie chciała, aby ta petycja mogła kogoś obrazić. - Ten list nie miał przyjąć formy miecza, którym będziemy walczyć. Szukamy dialogu. Ta sytuacja jest graniczna, to jest apogeum. Jeśli teraz nie stanie się coś pozytywnego, to już będzie koniec, równia pochyła - uważa Lewandowska.

Umieszczoną w internecie petycję podpisało od środy ponad 1400 osób, także z zagranicy. Apel do prezydenta poparli m.in. Lech Wałęsa, Zbigniew Bujak, Henryka Krzywonos-Strycharska, dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności Basil Kerski, b. dyrektor Galerii Sztuka Zachęta w Warszawie Anda Rottenberg.  

"Miejsce, które było bijącym sercem Wolnej Polski przestaje istnieć. Każdy dzień przynosi kolejne wyburzenia cennych obiektów architektury przemysłowej. Od wielu lat podejmowane są obywatelskie działania mające na celu zatrzymanie tego niszczycielskiego procesu. Są  one jednak niewystarczające i przegrywają ze źle rozumianym prawem własności prywatnej. Następuje proces zanikania wartości stoczni jako dobra wspólnego" - podkreślili sygnatariusze listu.

Jak zaznaczono, od prywatyzacji terenów po b. Stoczni Gdańskiej w latach 90. ub. wieku wyburzona została ponad połowa istniejących tam obiektów. "Trwa czyszczenie terenu z cennych obiektów postrzeganych przez właścicieli terenów jedynie jako przeszkoda w komercjalizacji gruntu" - oceniono.

"Nie jesteśmy przeciwni inwestycjom na tym terenie, pragniemy jedynie podstawy prawnej do skutecznych negocjacji pomiędzy administracją państwową a właścicielami w celu zatrzymania dewastacji. Pragniemy szerokiej współpracy wszystkich stron na rzecz ochrony i znalezienia nowych funkcji dla istniejących obiektów" - czytamy w petycji do prezydenta RP.

Podkreślono też, że prośbę o ustanowienia Pomnika Historii na terenach postoczniowych należy uważać za pilną, ponieważ "wieloletni proces dezintegracji elementów architektury i infrastruktury stoczniowej w ciągu ostatnich tygodni nabrał zastraszającego tempa".

Według autorów petycji, tereny postoczniowe spełniają warunki Pomnika Historii ze względu na ich unikalny charakter oraz rolę, jaką odegrały w "politycznej historii naszego kraju".

- Cieszę się, z tej petycji, bo okazało się, że nasza idea ratowania postoczniowych obiektów przybrała szerszy wymiar. Do tej pory tematem tym była głównie zainteresowana grupa społeczników i artystów. Widać z tego, że w tej sprawie przekroczona została już masa krytyczna - powiedział w piątek fotografik Michał Szlaga. We wrześniu tego roku był on jednym z pomysłodawców listu otwartego do prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza o opracowanie kompleksowej wizji rozwoju terenów postoczniowych oraz ochronę prawną jak największej liczby znajdujących się tam obiektów.

Szlaga jest autorem, wydanego w ubiegłym roku albumu prezentującego ponad 300 zdjęć, ilustrujących historię zniszczeń na przestrzeni kilkunastu lat w krajobrazie i architekturze terenów Stoczni Gdańskiej.

W marcu tego roku Pomorski Wojewódzki Konserwator Zabytków wpisał do ewidencji zabytków ponad 240 różnych elementów postoczniowej infrastruktury. Po weryfikacji lista ta obejmuje obecnie ok. 70 obiektów, m.in. hal i żurawi. Ze spisu wykreślono głównie ruchomości  takie jak latarnie, torowiska, urządzenia i maszyny.

Wpis do wojewódzkiej ewidencji zabytków oznacza, że wszelkie prace budowlane i rozbiórkowe przy danym zabytku wymagają uzgodnienia z konserwatorem zabytków.

Tereny postoczniowe są w rękach prywatnych. Spółka BPTO jest właścicielem 22 z ok. 70 hektarów tych gruntów, które w przyszłości mają tworzyć Młode Miasto, nową dzielnicę Gdańska.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy