Bartoszewski - mówca, któremu nikt nie przerywał

"Życie zawsze widziałem jako szklankę do połowy pełną" - powtarzał niejednokrotnie Władysław Bartoszewski. Należał do mówców charyzmatycznych - ekspresyjnych, dobitnie brzmiących, nie stronił od gestykulacji i podniesionego głosu.

W internecie nagrania z jego wypowiedziami notują setki tysięcy wyświetleń. W całości puszczane są wywiady, przygodne komentarze, ale i godzinne wykłady na uniwersytetach.

Bartoszewski prawie zawsze żartował na własny temat. Kiedy w czasie jednej z oficjalnych uroczystości rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz kolega - również były więzień - narzekał na mróz, którego nie da się wytrzymać, Bartoszewski bez zastanowienia doradzał: "Załóż pasiak na godzinę, zrobi ci się cieplej".

Reklama

Bardzo często ironizował na temat wieku i własnej biografii: "Skoro tyle przeżyłem, to chyba teraz mogę mówić"; "Do sześćdziesiątki przeważnie siedziałem, a potem mnie nagradzano. Gorzej, gdyby mnie nagradzano jako ucznia, a potem bym przeważnie siedział"; "Będę mówił na stojąco, bo w życiu już się nasiedziałem, więc teraz postoję".

Czuł się świadkiem historii Polski, dlatego nie unikał jednoznacznych ocen. Kiedy mówił o polskim patriotyzmie, to przypominał, że nie sprowadza się on do mówienia, lecz do służby. Kiedy pytano go o polskie spory powtarzał, że kocha rodaków, choć - zaraz dodawał - doprowadzają go do cholery.

W 2011 pytany o to, co jest problemem Polski, odpowiadał: "Największym problemem Polski jest zły stosunek do samego siebie: podejrzliwość, kłótliwość, swarliwość, nienawiść, kompleksy, brak pewności siebie i negatywny stosunek do własnej historii. I aby jeden drugiemu mógł dojechać dobrze, gotów jest przy okazji popełnić samobójstwo".

Buczano i gwizdano na niego w czasie uroczystości rocznicowych Powstania Warszawskiego; jako jeden z pierwszych ostro reagował na - jak mówił - zawłaszczanie rocznicy powstania. Nie stronił od komentowania spraw bieżących, nie bał się tematów tabu. "W Katyniu umierano za ojczyznę, nie za numerki Rzeczypospolitej" - mówił w 2007 roku w czasie wykładu na Uniwersytecie Warszawskim.

Pytany o spór polityczny wokół prawnych uregulowań dotyczących związków partnerskich, odpowiadał: "Kto gardzi ludźmi - obojętnie z powodów wyznaniowych, rasowych, ksenofobii wobec kogokolwiek, wobec ludzi pochodzenia ukraińskiego, białoruskiego, rosyjskiego, niemieckiego, żydowskiego - ten przede wszystkim gardzi sobą". "Warto być uczciwym, choć nie zawsze się to opłaca. Z całą pewnością opłaca się być nieuczciwym, ale nie warto" - dodawał nagradzany oklaskami.

Powtarzał dewizę o względności ocen ludzkich i nieprzemijalność wartości ogólnych. "Nigdzie nie jest powiedziane, że człowiek musi być zgodny z drugim, żeby go szanować" - mówił.

Władysław Bartoszewski zmarł w piątek w Warszawie w wieku 93 lat. Był ocaleńcem z Auschwitz, żołnierzem AK, walczył w powstaniu warszawskim, po 1989 r. dwukrotnie sprawował funkcję ministra spraw zagranicznych, a w ostatnich latach był pełnomocnikiem rządu ds. dialogu międzynarodowego. Kiedy jednak jego przyjaciel Michał Komar pytał go w wywiadzie rzece: "Skąd Pan jest?", Bartoszewski odpowiedział: "Z bardzo zwyczajnej sytuacji".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje