Brak ugody w procesie o zarobki prezydenta Białegostoku

Sąd Rejonowy w Białymstoku nie doprowadził we wtorek do ugody w procesie dotyczącym zarobków prezydenta Białegostoku Tadeusza Truskolaskiego. Decyzja o obniżce o 3,8 tys. zł zarobków zapadła w 2016 roku głosami radnych PiS. Prezydent domaga się przywrócenia mu wcześniejszego wynagrodzenia.

Rada Miasta zarobki prezydenta Białegostoku obniżyła w październiku ub. roku; głównym powodem był brak absolutorium za 2015 rok. Jednak w wypowiedziach wnioskujących o to radnych PiS, padały też zarzuty dotyczące np. braku inwestycji, nadzoru nad miejskimi spółkami, czy złego zarządzania oświatą i braku ładu urbanistycznego w mieście.

Reklama

Decyzja zapadła głosami radnych PiS, którzy mają większość w radzie i są w opozycji do prezydenta. Biorąc pod uwagę wszystkie składniki wynagrodzenia, prezydent Białegostoku zarabiał dotąd ok. 13 tys. zł brutto miesięcznie. Obniżka, o której zdecydowali radni, to w sumie 3,8 tys. zł brutto.

Przed sądem Tadeusz Truskolaski domaga się nie tylko przywrócenia wcześniejszego poziomu zarobków, ale i odszkodowania za czas, w którym otrzymuje wynagrodzenie obniżone. Powołuje się przy tym na naruszenie zakazu dyskryminacji ze względu na poglądy polityczne. Uważa bowiem, że jedynym powodem decyzji radnych jest spór polityczny.

Jak mówiła na pierwszej rozprawie w marcu jego pełnomocniczka - to "konflikt polityczny spowodowany negatywnym nastawieniem radnych posiadających większość w radzie miejskiej Białegostoku", z uwagi na poglądy polityczne urzędującego prezydenta. Formalnie pozwanym jest Urząd Miejski. Pełnomocnikiem tej strony jest radny miejski z PiS Marek Chojnowski.

W miniony poniedziałek sąd zakończył przesłuchania świadków - miejskich radnych, zastępców prezydenta, urzędników magistratu i spółek komunalnych.

Na wtorek zaplanował przesłuchania prezydenta Truskolaskiego oraz przewodniczącego Rady Miasta Mariusza Gromko (PiS). Wcześniej jednak przewodniczący składu orzekającego sędzia Tomasz Kałużny nakłaniał strony do ugody. "Zawsze, na każdym etapie postępowania, strony mogą zaproponować rozstrzygnięcie, które sąd weryfikuje i porozumienie zatwierdza, bądź odmawia" - mówił.

Pytał strony, na ile mogą ustąpić ze swoich stanowisk, ogłosił nawet krótką przerwę, by podjęły próbę dojścia do porozumienia. "Porozumienie, to są wzajemne ustępstwa. Warto się zastanowić, jak ukształtować wzajemne relacje stron na przyszłość" - mówił sędzia Kałużny.

Prezydent Truskolaski zaproponował stronie pozwanej rezygnację z części odszkodowania, ale oczekuje zwołania - w krótkim czasie - nadzwyczajnej sesji Rady Miasta i uchwały przywracającej mu wcześniejszy poziom zarobków, ustalony w 2011 roku. "To nie ja wywołałem ten konflikt" - mówił.

Przewodniczący Rady Mariusz Gromko powiedział, że nie ma pełnomocnictwa całego tego gremium, by cokolwiek deklarować. "Myślę, że jeżeli taka uchwała wpłynęłaby, taka propozycja byłaby rozpatrzona. Co do dalszych jej losów, z tego miejsca nie jestem w stanie przewidzieć, jakby się to potoczyło" - powiedział.

Do spisania, przynajmniej wstępnych warunków jakiegoś porozumienia, we wtorek przed sądem nie doszło. Po przerwie Mariusz Gromko powiedział, że o ile zostanie złożony wniosek prezydenta o zwołanie nadzwyczajnej sesji i rozpoznanie takiej uchwały, on ma obowiązek taką sesję zwołać.

Pytany przez sąd, czy gotów jest zadeklarować własną inicjatywę dodał, że "jest gotowy do rozmów". "Z tym, że cały czas brakuje tej propozycji. Powinna ona trafić do wszystkich radnych. Jesteśmy organem kolegialnym, ja jednoosobowo nie mogę wypowiadać się" - mówił przewodniczący rady.

Dodał, że pensja prezydenta została obniżona nie z powodu niechęci do Tadeusza Truskolaskiego. "Została obniżona, bo pojawiły się pewne powody i przyczyny, dla których radni podjęli taką decyzję (...) Od momentu obniżenia pensji nic się nie zmieniło ze strony prezydenta, te powody nie ustały, cały czas są te same zastrzeżenia" - powiedział Mariusz Gromko.

Dopytywany przez sąd ostatecznie zaznaczył, że z propozycją uchwały musi wyjść prezydent.

5 maja pełnomocnicy stron mają przedstawić końcowe stanowiska. Jeśli do tego czasu nie dojdzie do porozumienia i taka informacja do sądu nie trafi, potem zapadnie wyrok. Jeśli doszłoby do ugody i uzna ją sąd, postępowanie sądowe zostanie umorzone.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje