Bronisław ​Komorowski zeznawał w sądzie

Były prezydent Bronisław Komorowski zeznawał podczas procesu Remigiusza D., który miał zaatakować go w 2015 r. w Toruniu.

"Odebrałem to jako jednoznaczny atak i zagrożenie" - zeznał w czwartek przed sądem w Toruniu Bronisław Komorowski w procesie Remigiusza D., który jest oskarżony o czynną napaść w maju 2015 r. na sprawującego wówczas urząd prezydenta.

Reklama

Do zdarzenia doszło na Rynku Staromiejskim, gdy Komorowski zmierzał na dziedziniec dawnego ratusza na wiec w ramach kampanii przed wyborami prezydenckimi. Według aktu oskarżenia Remigiusz D. wybiegł z tłumu, ominął umundurowanych policjantów, a następnie próbował uderzyć prezydenta lewą ręką, w której trzymał foliową torbę. Interweniowali funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu.

"To co pamiętam, to to, że miał coś w ręku. Odebrałem to jako jednoznaczny atak i zagrożenie" - powiedział w sądzie były prezydent. "Na ogół nikt, kto chce coś wręczyć, nie skacze w górę z uniesioną ręką i nie trzyma czegoś w rękach. Nigdy takich problemów nie ma, bo prezydent idzie otoczony nie tylko przez ochronę BOR, ale również urzędników, więc każdy kto chce zgłosić potrzebę rozmowy albo coś wręczyć może to wręczyć towarzyszącym prezydentowi urzędnikom" - dodał.

Komorowski mówił, że jeździł wówczas po całej Polsce, a w wielu miejscach "występowały zorganizowane grupy, które tworzyły klimat takiej wrogości i pokazywały dezaprobatę dla mojej obecności".

W czasie rozprawy odczytano też zeznania złożone przez Komorowskiego w prokuraturze. Mówił wtedy, że w czasie zdarzenia pomyślał, że jest to nowa sytuacja: agresja słowna jest zastępowana agresją fizyczną przeciw niemu; zachowanie D. odebrał jako atak, a nie element demonstracji. Zeznał też, że mężczyzna nie dotknął go fizycznie. Były prezydent w sądzie potwierdził te zeznania.

Linia obrony oskarżonego

Remigiusz D. oskarżony jest też o stosowanie przemocy wobec policjantów, którzy przejęli go z rąk interweniujących funkcjonariuszy BOR. Policjanci relacjonowali, że widzieli jak oskarżony biegł w kierunku prezydenta, a gdy przejęli go i prowadzili do radiowozu szarpał się, nie reagował na polecenia i wezwania, aby się uspokoił. Jeden policjant mówił, że został uderzony w twarz, ale dodał, że "mogło to być przypadkowe".

Oskarżony nie przyznał się do winy. Przed sądem, podobnie jak w śledztwie, utrzymywał, że chciał wręczyć ubiegającemu się o reelekcję prezydentowi ulotki i porozmawiać na temat aborcji i obrony prawo do życia dzieci nienarodzonych.

Remigiusz D. gdy został zatrzymany w lewej ręce trzymał reklamówkę, w której znajdowała się koszulka z wizerunkiem płodu i napisem "Ratuj mnie. www. stop aborcji.pl". W drugiej miał ulotki i zdjęcia płodów po aborcji.

Za czynną napaść na prezydenta RP Kodeks karny przewiduje karę od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.

Dowiedz się więcej na temat: Bronisław Komorowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje