Bronisław Komorowski: Złamanie Konstytucji nie może pozostać bezkarne

"Nigdy nie byłem człowiekiem mściwym, ale nie wyobrażam sobie, by fakt złamania Konstytucji przez najwyższe organy władzy państwowej mógł pozostać bezkarny" – powiedział w środę w Ostrowie Wlkp. Bronisław Komorowski. Jak zaznaczył, powinno to prowadzić do Trybunału Stanu.

Były prezydent podkreślił w trakcie spotkania z mieszkańcami Ostrowa Wlkp., że "kryzys konstytucyjny jest faktem". Jego zdaniem po raz pierwszy w Polsce zdarzyło się tak, że to władza łamie ustawę zasadniczą. "To jest zły fundament obecnej władzy" - ocenił Bronisław Komorowski.

Reklama

Wyraził też pogląd, że opozycja musi wygrać wybory - najpierw samorządowe, a później parlamentarne - by następnie "rozliczyć winnych złamania Konstytucji".

Według Komorowskiego obecnie to nie Konstytucja reguluje życie Polaków, "tylko wola jednego człowieka i jeden adres - na Nowogrodzkiej". "Nie bardzo chcę żyć w kraju, gdzie najważniejsze kwestie mogą być regulowane przez widzimisię albo poglądy jednego człowieka, czy jednego środowiska politycznego" - podkreślił Komorowski.

O zapowiadanym referendum konstytucyjnym powiedział, że nie można mówić o wiarygodności, gdy jest ono organizowane przez prezydenta, który nie szanuje i nie przestrzega Konstytucji.

Były prezydent powiedział też, że jego zdaniem Andrzej Duda, mówiąc o referendum, "ucieka przed śmiesznością, bo dla żadnego poważnego polityka osłabienie jego urzędu jest nie do zaakceptowania", a taki zamiar - według Komorowskiego - ma Prawo i Sprawiedliwość.

"Najpierw chcieli wzmocnić rolę prezydenta, teraz premiera"

"Przez wiele lat PiS opowiadało się za wzmocnieniem władzy prezydenta kosztem premiera i parlamentu. Tak twierdzono, kiedy prezydentem był Lech Kaczyński i kiedy na ten urząd kandydował Jarosław Kaczyński. Dzisiaj PiS wycofało się z tego projektu, ponieważ liczą się z tym, że przegrają wybory prezydenckie i w przyszłej koalicji nie będą już sprawować władzy samodzielnie; chcą więc wzmocnić rolę premiera" - stwierdził eksprezydent.

Zdaniem Komorowskiego opozycja w kraju jest dzisiaj w trudnej sytuacji. "Dałem temu wyraz, namawiając PO i Nowoczesną do szukania sposobu na wyjście z konfliktu i rywalizacji na rzecz porozumienia" - poinformował.

"Opozycja powinna współpracować, by dać nową jakość polityce"

Zdaniem byłego prezydenta Polacy podczas wyborów dają premię za jedność i umiejętność działania, "chcą widzieć, że władzę mają ci, którzy przynajmniej obiecują, że się nie będą żarli. Dlatego namawiam całą opozycję w Polsce do głębokiej współpracy i sojuszu wyborczego albo do rozpoczęcia procesu zjednoczenia, który powinien zaowocować nową jakością w polityce" - oznajmił.

Według Komorowskiego niezbędnym elementem dla higieny demokratycznej jest odbudowanie w Polsce lewicy, "po to, żeby ludzie o wrażliwości lewicowej mieli na kogo głosować". "Przecież źródłem nieszczęść w ostatnich wyborach parlamentarnych i takiego panoszenia się w tej chwili przez PiS jest to, że lewica w ogóle nie weszła o parlamentu. Wydawało mi się, że jest szansa na zbudowanie lewicy, która nie dźwigałaby garbu przeszłości komunistycznej. To okazało się trudniejsze, bo lewica też przeżywa chorobę dzielenia się i konfliktowania ze względu na ambicje personalne, ale widzę, że lewica odbudowuje się na bazie SLD, który dzisiaj idzie w górę i stanął w obliczu szansy wejścia do parlamentu" - ocenił były prezydent.

"PiS upokorzało ludzi"

Zdaniem Komorowskiego lewicy w jej odbudowaniu pomogła obecna władza "i taki radykalizm nienawiści PiS-owskiej, próba z ich strony upokorzenia ludzi o różnych powiązaniach z tradycją lewicową, komunistyczną, z PRL-em. Ludzi upokorzono, odbierając im emerytury, czy wprowadzając ustawę degradacyjną. To był moment zwrotny, od którego rozpoczęło się podbijanie lewicy od dna pod kierownictwem Włodzimierza Czarzastego" - zaznaczył Komorowski.

Bronisław Komorowski powiedział też, że to, co było siłą i źródłem sukcesu wyborczego obecnie rządzących "na naszych oczach staje się źródłem ich kłopotów. PiS było beztroskie w dawaniu obietnic, ale teraz zaczyna mieć kłopoty. Znalazły się środowiska, które zaczynają mieć pretensje, dlaczego rozdaje się innym, a one nic nie dostają" - zauważył były prezydent, wskazując na protestujących w Sejmie rodziców dzieci niepełnosprawnych.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje