Brudziński: Ludzie Schetyny nie dotrą na głosowanie...

- Systematycznie upokarzany Schetyna ma świadomość, że kiedy będzie to Tuskowi na rękę, zostanie odstrzelony. Być może w konstruktywnym wotum nieufności Schetyna upatruje swoją szansę na przetrwanie - mówi gość Kontrwywiadu RMF FM Joachim Brudziński.

- Dopuszczam taką możliwość, że podczas głosowania nad konstruktywnym wotum nieufności dla rządu Tuska, Platformie może zabraknąć kilku głosów. Kiedy dojdzie do głosowania, ktoś dozna wstrząsu mózgu, zatnie się przy goleniu, nie dotrze na głosowanie lub pomyli się przy naciskaniu guzików - przewiduje gość RMF FM.

Konrad Piasecki: Czemu posłowie PiS próbują wedrzeć się na ekshumację?

Reklama

Joachim Brudziński: - Ja myślę, że najbliższa rodzina śp. pani Ani Walentynowicz już dosyć przeszła. Ta już kolejna ekshumacja jest dowodem na to, jak państwo w tym wymiarze instytucjonalnym: prokuratury, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, sanepidu nie dało rady.

Panie pośle, zgoda, że wiele przeszła. Tylko czy uważa Pan, że te obrazy Antoniego Macierewicza walczącego z radiowozem policyjnym przed bramą cmentarza to są sceny, które rodzinie Anny Walentynowicz pomagają?

- Rodzina śp. Anny Walentynowicz poprosiła przyjaciół pani Anny Walentynowicz, "Solidarność", aby towarzyszyła im, w jak sądzę, a nawet jestem o tym bardzo głęboko przekonany, bardzo trudnej godzinie.

Czyli to ma być oddanie hołdu Annie Walentynowicz?

- Tak. Ta grupa ludzi, która zebrała się, zarówno o godzinie 3 w nocy wczoraj w Gdańsku, jak i dzisiaj na Powązkach, to była grupa ludzi, przyjaciół tych, którzy zostali w urągających godności okolicznościach pochowani. Tak samo jak syn i wnuk pani Anny Walentynowicz, zachodzę w głowę, dlaczego otwarcie trumny tuż po tej katastrofie w Polsce było niemożliwe, bo tak sobie zażyczyli Rosjanie, a dzisiaj nagle prokuratura stwierdza, że jest to konieczne, aby stwierdzić, kto tak naprawdę jest pochowany zarówno w Gdańsku, jaki i w Warszawie.

Ale chyba dobrze, bo rodzina się tego domagała. Skoro prokuratura dzisiaj to robi, no to dlaczego zakłócać tę smutną uroczystość?

- Co pan nazywa zakłócaniem? Ludzie, dla których pani Anna Walentynowicz była kimś ważnym, kimś bardzo ważnym, byli i pozostają jej rodziny przyjaciółmi, chcieli w tych trudnych godzinach być razem na cmentarzu, pomodlić się, oddać hołd. Myślę, że to konfrontacyjna postawa służb porządkowych, służb, które się tak naprawdę totalnie skompromitowały. Bo przyzna pan, że przedłużenie tej ekshumacji o ponad 2 godziny tylko i wyłącznie dlatego, że prokuratura, żandarmeria wojskowa, policja w tym zacietrzewieniu nie wpuściły na cmentarz osób, które miały uczestniczyć w tej procedurze ekshumacyjnej, czyli pracowników stacji sanitarno-epidemiologicznej, to kompromitacja. To jest dowodem na to, w jakim chaosie, dezintegracji pracują instytucje naszego państwa.

Panie pośle, to zamknijmy ten temat, zmieńmy nastrój i zapytam pana, gdzie jest ten wasz premier?

- Panie redaktorze, kandydat na szefa rządu technicznego, a nie kandydat na premiera Prawa i Sprawiedliwości. Potrafimy liczyć do 231 i gdybyśmy chcieli wystawić kandydata partyjnego, to w sposób oczywisty byłby to nasz lider, czyli Jarosław Kaczyński.

Kandydat niepartyjny i niezwiązany z PiS-em.

- Kandydat niezwiązany z PiS-em i kandydat, który od początku do końca, od momentu, kiedy pojawił się ten pomysł i kiedy uzyskaliśmy jego zgodę i akceptację, za co jesteśmy mu niezmiernie wdzięczni, jest ten sam.

A nie jest tak, że on się waha, wycofuje, szukacie następnego?

- Nie, panie redaktorze.

Poważne to byłoby, gdybyście go zgłosili.

- Panie redaktorze, przecież zapowiedzieliśmy kilka tygodni temu, że konstruktywny wniosek o wotum nieufności będzie w okolicach 5. rocznicy powołania rządu Donalda Tuska.

Tylko, że w międzyczasie SLD zgłosiło Millera, Ruch Palikota Kleibera, Solidarni Polacy Cymańskiego, a wy cały czas w blokach startowych.

- Panie redaktorze, to jest najlepszy dowód na to, że te partie, o takim powiedziałbym planktonowym znaczeniu na polskiej scenie politycznej, dzisiaj są pomocnikami Donalda Tuska. Fakt zgłoszenia przez Palikota prof. Kleibera był kabaretem, tym bardziej, ze sam zainteresowany nie miał o tym pojęcia. Z kolei fakt zgłoszenia przesympatycznego, skądinąd mojego byłego kolegi partyjnego, Tadeusza Cymańskiego można rozpatrywać albo w kategoriach próby dezawuowania i ośmieszania naszego pomysłu albo w kategoriach, uwaga, bo to jest moje podejrzenie, że ten, powiedziałbym skorpion polityki polskiej, jakim jest Jacek Kurski, czyści sobie przedpole.

Ku czemu? Ku powrotowi do PiS-u?

- Z jednej strony ku szansie na reelekcję w europarlamencie. Planktonowe poparcie dla Solidarnej Polski jest najlepszym dowodem na to, że tam wiara w to, że uda się przekroczyć próg wyborczy jest coraz mniejsza, a gdyby nawet, to jeśli ostoi się 13 okręgów wyborczych, to Jacek Kurski jest zainteresowany, by popularny polityk, jakim jest Tadeusz Cymański został, jak sądzę, skompromitowany, zdezawuowany, wypalony w oczach opinii publicznej.

Na prawicy macie bardzo makiawelistyczny sposób uprawiania polityki i myślenia o niej.

- Bo znam Jacka Kurskiego i dlatego sądzę, że Tadeusz po prostu dał się wkręcić.

A zna pan Grzegorza Schetynę i naprawdę pan wierzy, że on poprze kandydata PiS-u na technicznego premiera?

Nie wierzę, żeby Donald Tusk, jak gdyby nie doceniał Grzegorza Schetyny i vice versa. Nie wierzę w to, że Grzegorz Schetyna, systematycznie upokarzany przez Tuska już od wielu miesięcy nie ma świadomości, że jak będzie to tylko na rękę Tuskowi, to zostanie odstrzelony.

A prowadzicie z nim jakieś rozmowy?

- Nie, nie ma żadnych rozmów. Nigdy nie było pomysłu na to, abyśmy w celu obalenia Tuska wystawili - bo pojawiły się takie pogłoski - Schetynę. Natomiast obserwując to, co Schetyna robi w ostatnich tygodniach wewnątrz Platformy Obywatelskiej, dopuszczam taką możliwość, że z powodów taktycznych na przykład kilku posłów związanych z Grzegorzem Schetyną może mieć albo wstrząs mózgu podczas głosowania nad konstruktywnym wotum nieufności, bo spadną rano z krzesła, albo tak zatną się przy goleniu, że nie będą mogli uczestniczyć w tym głosowaniu. Albo ktoś będzie miał rozwolnienie, albo ktoś się spóźni. Albo ktoś się pomyli przy naciskaniu guzików, po to, aby doprowadzić do dezintegracji Platformę Obywatelską, bo być może w tym Schetyna upatruje swoją szansę na to, aby w polityce przetrwać. Bo jeżeli nie, to całkiem możliwe, że dostanie propozycję nie do odrzucenia: "Grzesiu, do Brukseli. A nie podoba się, to na drzewo i do Wrocławia".

Lemingi są w stanie pokochać tego waszego premiera?

- Ja nie sądzę, aby dzisiaj był możliwy taki prosty i łatwy przepływ elektoratu od Platformy Obywatelskiej do Prawa i Sprawiedliwości. Nawet jestem o tym przekonany.

Bo dzisiaj jest tak, że Platformie topnieje zaufanie, topnieją sondaże, natomiast PiS-owi nie rosną...

- Zbyt długo pan opisuje i przygląda się polskiej polityce, żeby wierzyć czy zakładać taką tezę, że ten przepływ elektoratu będzie taki prosty. Natomiast wierzę w to głęboko, że każdy z dotychczasowych wyborców Platformy Obywatelskiej, nawet najbardziej zacietrzewiony i nielubiący PiS-u, jak popatrzy na to, co się dzieje w jego portfelu, jak zobaczy, jaka jest jego sytuacja materialna i ekonomiczna, to zastanowi się, czy nie czas, aby oddać swój głos na kogoś bardziej wiarygodnego.

Lemingi jeszcze nieostatecznie stracone dla świata.

- Panie redaktorze, każdy rozsądny wyborca, dotychczasowy wyborca Platformy Obywatelskiej, zadaje sobie pytanie, czy po pięciu latach rządów Donalda Tuska żyje mu się lepiej czy gorzej. Jeżeli on stwierdza, że gorzej, to musi wyciągać z tego wnioski i zastanowić się, co zrobić, aby mu się żyło lepiej.

Ostatnie pytanie od słuchacza Łukasza. Wyobraża pan sobie Romana Giertycha w Platformie?

- Oczywiście, że sobie wyobrażam, bo czy ktoś kiedyś wcześniej był sobie w stanie wyobrazić Platformę Obywatelską jako tak eklektyczny twór, w którym było miejsce, i jest miejsce, z jednej strony dla Jarosława Gowina, a z drugiej strony dla Bartka Arłukowicza.

- Jak sądzę, jak to będzie na rękę Tuskowi, dokooptuje Giertycha, który jest jego pomocnikiem od wielu lat. Zresztą jestem wdzięczny Giertychowi za wywiad dla "Gazety Wyborczej", za tę słynną spowiedź, bo po raz pierwszy - i to jest też właśnie głos do wyborców Platformy Obywatelskiej - Roman Giertych potwierdził, że to Donald Tusk nie chciał koalicji z Prawem i Sprawiedliwością. Wszystkie sieroty po PO-PiS-ie informuję - jest to wina Donalda Tuska, który przy pomocy Giertycha doprowadził do niepowołania rządu koalicyjnego.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL