Brzeziński: Trzeba zaproponować Rosji model fiński w sprawie Ukrainy

Model fiński w relacjach Moskwa-Kijów byłby idealny zarówno dla Rosji, Ukrainy, jak i Unii Europejskiej; teraz Zachód powinien przekonać o tym Kreml - pisze Zbigniew Brzeziński w komentarzu zamieszczonym na stronie internetowej "Financial Timesa".

Politolog podkreśla, że w sytuacji, gdy na Ukrainie wzmaga się chaos i rośnie groźba interwencji rosyjskiej, coraz bardziej oczywiste jest, iż Zachód jest odpowiedzialny za znalezienie konstruktywnego rozwiązania. UE i USA powinny teraz skoordynować swe działania. USA powinny jasno dać Rosji do zrozumienia, że zapłaciłaby wysoką cenę za destabilizowanie lub podział sąsiedniego kraju, a w UE każdy kraj powinien złożyć się na pomoc finansową dla Ukrainy.

"Rosja może wepchnąć Ukrainę w zaciekłą, niszczycielską i niebezpieczną w skali międzynarodowej wojnę domową. Może pchnąć do secesji Krym i niektóre przemysłowe regiony na wschodzie kraju" - pisze doradca ds. bezpieczeństwa narodowego za prezydentury Jimmy'ego Cartera (1977-1981) w artykule opublikowanym w sobotę wieczorem.

Reklama

Brzeziński zaznacza, że "USA mogą i powinny wyraźnie przekazać (prezydentowi Władimirowi) Putinowi, że są przygotowane na to, by użyć swoich wpływów i zapewnić, że naprawdę niepodległa i nie podzielona Ukraina będzie prowadziła politykę wobec Rosji podobną do tej, którą tak skutecznie prowadzi Finlandia".

"To polityka wzajemnie szanujących się sąsiadów, rozbudowanych powiązań gospodarczych zarówno z UE, jak i z Rosją, ale bez członkostwa w sojuszu wojskowym, który Rosja uważa za wymierzony przeciwko niej" - wskazuje Brzeziński.

"Jednak, aby być wiarygodnymi dla Kremla, USA powinny także nieoficjalnie wyjaśnić Rosji, że próby zdestabilizowania kształtującej się demokracji w Kijowie lub/i oddzielenia się części Ukrainy, nie mówiąc już o otwartym lub niejawnym udziale Rosji w konfliktach wewnętrznych u sąsiada, zmusiłyby Waszyngton do użycia swoich wpływów na świecie w celu działań, jakie byłyby dla Moskwy dotkliwe gospodarczo" - podkreśla autor.

Jak wyjaśnił, chodziłoby np. o sankcje finansowe, zrewidowanie statusu Rosji w Światowej Organizacji Handlu czy jej roli w G8.

Jeszcze ważniejsza i nagląca jest - jak zaznacza Brzeziński - konieczność sformułowania przez UE pilnej pomocy finansowej dla Ukrainy. Tutaj główną rolę powinny odegrać Niemcy i Wielka Brytania; Londyn ma szczególne narzędzia wpływu, jako że jest przystanią dla rosyjskich i ukraińskich oligarchów. "Jednak każdy kraj UE powinien trochę się poświęcić po to, by zapobiec załamaniu się gospodarki Ukrainy, które miałoby katastrofalne skutki" - pisze Brzeziński.

Zachód - dodaje politolog - powinien też zapewnić, by w Kijowie nie zwyciężyła postawa odwetu, a jedności narodowej i politycznego umiarkowania.

Brzeziński wskazuje, że gdyby Rosja przyczyniła się do wojny domowej czy podziału Ukrainy, "byłoby to gwarancją, że większość Ukraińców stałaby się zatwardziałymi wrogami Rosji, niezależnie od tego, jakie krótkoterminowe skutki miałaby wojna domowa". Wtedy stałoby się jasne, że Unia Euroazjatycka, o której myśli Putin, "to przedsięwzięcie oparte na zastraszaniu i przymusie, co nie jest atrakcyjną wizją dla żadnego z niezależnych części składowych byłego ZSRR" - dodaje.

Niezależnie od tego, co przyniesie najbliższa przyszłość, "nadal wierzę, że +raczej wcześniej niż później Ukraina będzie prawdziwie niezależną częścią demokratycznej Europy, a raczej później niż wcześniej Rosja pójdzie jej śladem, jeśli nie wpadnie w samoizolację i nie stanie się pogrążonym w zastoju imperialistycznym reliktem+" - kończy artykuł Brzeziński. Powtarza on w tym miejscu zdanie z własnego artykułu w "FT" z grudnia 2013 roku.

Dowiedz się więcej na temat: Ukraina | Kijów | Majdan | brzeziński

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje