Bublewicz odwołała się od wyroku sądu pracy ws. asystentki

Posłanka PO Beata Bublewicz złożyła apelację w sprawie, jaką wytoczyła jej przed sądem pracy była już asystentka. Pracownica twierdzi, że poseł ją zwolniła, gdy odmówiła kupienia za własne pieniądze ciasta na służbowe spotkanie Bublewicz.

Jak poinformowała rzecznik prasowa Sądu Okręgowego w Olsztynie Agnieszka Żegarska, prawnik reprezentujący posłankę Bublewicz wniósł apelację w ostatnim z możliwych terminie.

- W środę 19 czerwca odpis apelacji przesłano pełnomocnikowi powódki. Po nadejściu zwrotnego poświadczenia odbioru odpisu apelacji, akta zostaną przekazane do Sądu Okręgowego w Olsztynie - poinformowała rzecznik sądu.

Reklama

Bublewicz przegrała sprawę z byłą asystentką na początku maja. Olsztyński sąd pracy orzekł wtedy, że posłanka PO ma zapłacić swej byłej asystentce 5,4 tys. zł odszkodowania (plus odsetki liczone od 25 grudnia ub. roku) "w związku z rozwiązaniem z powódką umowy o pracę bez wypowiedzenia". Pod rygorem natychmiastowej wykonalności sąd nakazał też wypłacić b. asystentce 1,8 tys. zł i obciążył posłankę kosztami procesu.

Była asystentka pozwała Bublewicz ponieważ ta wysłała jej smsem informację o tym, że ją zwalnia, gdy asystentka była na zwolnieniu lekarskim. Jak wynika z wymiany smsów między posłanką a asystentką, które znajdują się w aktach sprawy olsztyńskiego sądu pracy, 11 minut po tym, gdy asystentka napisała Bublewicz: "Do 11 grudnia jestem na zwolnieniu lekarskim"; posłanka odpisała: "W sprawach związanych z wypowiedzeniem i wydaniem świadectwa pracy proszę się kontaktować z mecenasem" - i podała nazwisko prawnika i jego numer telefonu.

Zdaniem b. asystentki rzeczywistym powodem zwolnienia jej była sprzeczka obu pań dotycząca "zakupu ciasta na służbowe spotkanie posłanki".

- Odmówiłam pozwanej założenia pieniędzy na ciasto na spotkanie. Zadzwoniła do mnie pani poseł oburzona, że to ja jestem od ciasta. Ja odpowiedziałam, że winny być na ten cel zabezpieczone pieniądze. O pieniądze wykładane do tej pory przeze mnie zawsze musiałam się upominać. Pani poseł nie dała mi dojść do głosu. Powiedziałam, że nie mam na końcu miesiąca tych pieniędzy - zeznała w sądzie asystentka Bublewicz. W rozmowie z PAP dodała, że "wielokrotnie była mowa o tym, że pieniądze publiczne, które poseł dostaje na prowadzenie biura powinny być w biurze i ja powinnam móc z nich korzystać, a nie zakładać własne pieniądze".

Bublewicz odmówiła odniesienia się do zarzutów sformułowanych przez jej b. asystentkę.

Bublewicz sprawuje mandat poselski drugą kadencję z rzędu, oba mandaty zdobyła w okręgu olsztyńskim. Jest córką legendarnego polskiego kierowcy rajdowego Mariana Bublewicza i jako posłanka zajmuje się często tematyką bezpieczeństwa ruchu drogowego, m.in. jest przewodniczącą parlamentarnego zespołu ds. bezpieczeństwa ruchu drogowego. Pracuje też w komisji spraw wewnętrznych i spraw zagranicznych.

Dowiedz się więcej na temat: posłanka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje