Budka: Samorządowcy PiS dorabiają się setek tysięcy złotych w spółkach SP

Działacze samorządowi PiS dorabiają się setek tysięcy złotych w spółkach Skarbu Państwa, tylko dlatego, że noszą legitymacje partyjne - przekonywał wiceszef PO Borys Budka. Jego zdaniem, skala zjawiska jest "porażająca".

PO uruchomiła kolejną akcję w ramach "konwoju wstydu" PiS. Tym razem chce na ruchomych billboardach pokazać radnych PiS, którzy zarobili duże pieniądze zasiadając we władzach spółek i agencji.

"Pokazujemy bezmiar hipokryzji PiS, bezmiar oszustwa, które od dwóch lat opanowało Polskę i bezmiar propagandy, która mówiła o skromności (...)" - powiedział Budka w poniedziałek na konferencji prasowej w Katowicach. Jak ocenił, "pisowscy samorządowcy dzięki 'dojnej zmianie' dorabiają się setek tysięcy złotych, tylko dlatego, że noszą legitymacje partyjne".

Reklama

"Nie było pieniędzy na wyrównanie świadczeń dla opiekunów osób z niepełnosprawnościami, natomiast jak widać w spółkach SP tworzone są stanowiska tylko po to, aby osoby z legitymacjami partyjnymi mogły odczuć w swych portfelach 'dobrą zmianę'" - podkreślił Budka.

Polityk PO przekonywał, że lata 2016-2017 to okres "ogromnego bogacenia się" działaczy z legitymacjami PiS. "Tu w woj. śląskim takim dobrym przykładem - jednym z dziesiątek, jeśli nie setek - jest pan Jakub Chełstowski, radny Rady Miejskiej w Tychach, który w ciągu dwóch lat zarobił ponad 400 tys. zł zasiadając w spółce SP. Oczywiście dla niego 'dojna zmiana' rozpoczęła się z chwilą dojścia PiS do władzy"- powiedział Budka.

Według posła PO Krzysztofa Gadowskiego, problem obsadzania spółek SP przez PiS "swoimi" ludźmi dotyczy m.in. grupy Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Mimo trudnej sytuacji tej firmy w poprzednich latach, wdrażanych działań naprawczych i przekazaniu do likwidacji kopalni Krupiński, pojawiły się dodatkowe stanowiska wiceprezesów i członków rad nadzorczych spółek-córek JSW - mówił poseł. "Okazało się, że wśród tych osób są radni PiS, zasiadający w Radzie Miasta Jastrzębia-Zdroju" - dodał Gadowski.

Przywołany przez Budkę radny Chełstowski, który jest członkiem zarządu Towarzystwa Finansowego Silesia, uważa zarzuty PO za "absurdalne". Jak powiedział PAP, do klubu radnych PiS wstąpił dopiero w listopadzie 2017 r., wcześniej był członkiem zarządu i radnym stowarzyszenia "Tychy naszą małą ojczyzną". Pracę w Silesii rozpoczął wiosną 2016 r.

"Nie byłem wtedy działaczem PiS ani osobą związaną z tą partią. To że wspieram, czy wspierałem PiS w takiej formie, wynikało z moich przekonań. Zawsze publikuję swoje oświadczenia majątkowe i moja praca w TF Silesia nie jest żadną tajemnicą" - zaznaczył. "Nie czuję, żebym nie wykonywał swojej funkcji w niewłaściwy sposób, mam właściwe przygotowanie, ukończyłem Akademię Ekonomiczną" - mówił radny.

Budka pytany o słowa Chełstowskiego powiedział, że wyższe wynagrodzenie i nowe stanowisko radny dostał po dojściu PiS do władzy. "Jak widzimy, stało się to nie bez przyczyny, bo finalnie skończyło się to legitymacją partyjną (dla niego), bo nic nie jest za darmo. Ta władza nie robi niczego dla idei, po to, by zmieniać cokolwiek, ale po to, by określone osoby czerpały profity" - powiedział wiceszef PO.

Pytany przez dziennikarzy, czy do obsadzania spółek "swoimi" ludźmi nie dochodziło za czasów rządów PO-PSL, Budka odpowiedział, że można sprawdzić raporty spółek SP z tych czasów i CV prezesów największych z największych firm SP. "Oni bronią się swoimi kwalifikacjami" - oświadczył poseł PO.

Politycy PO zapowiedzieli, że konwój wstydu jest co najwyżej "rozgrzewką" przed kampanią wyborczą. W środę Platforma zamierza pokazać sytuację w urzędach centralnych.

Akcja pod hasłem "konwój wstydu" trwa od kilku miesięcy. W jej ramach Platforma już kilkakrotnie prezentowała na ruchomych billboardach informacje o członkach rządu Beaty Szydło, którzy w 2017 r. otrzymywali co miesiąc wielotysięczne nagrody.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje