Burza wokół słów o "frajerach". Sawicki się tłumaczy, opozycja grzmi

Końca burzy wokół słów o "rolnikach-frajerach", które padły z ust Marka Sawickiego nie widać. Opozycja domaga się jego dymisji, premier Kopacz broni, a sam autor kontrowersyjnej wypowiedzi ostro tłumaczy. - Chciałem pobudzić rolników - wyjaśnia na antenie TVN24.

 - Za słowo "frajerzy" przepraszam, ale warto pamiętać w jakim kontekście ono padło - tłumaczy minister rolnictwa i rozwoju wsi. - "Frajer" to osoba, która daje się łatwo naciągać i w tym kontekście chciałem pobudzić rolników, sam nim jestem, bo jesteśmy za siebie nawzajem odpowiedzialni - dodał.

Reklama

W obronie Marka Sawickiego wystąpiła premier Ewa Kopacz. - Z tego co wiem pan minister już przepraszał. Może niekiedy puszczają nerwy, ale on z całą determinacją i z komisarzem (UE ds. rolnictwa Dacianem) Ciolosem, ale też z naszymi europosłami próbuje budować lobbing na rzecz tego, aby jak najwięcej tych pieniędzy z Brukseli dla tych, którzy stracili na embargu trafiło do Polski. Jestem przekonana, że to, co powiedział, wynikało raczej z takiego zapętlenia się i pewnie z niemocy w niektórych sytuacjach. Nie było to zamierzone i na pewno nie chciał nikogo obrazić. Tego jestem pewna - podkreśliła .

"Nie ma ludzi, którzy nie popełniają błędów"

- Przepraszał pewnie będzie i nauczy się od końca życia, że nie wolno tak się wyrażać o polskich rolnikach. Dziś mogę położyć prawa rękę, że naprawdę za tych rolników on sam dałby sobie odciąć głowę - dodała szefowa rządu.

 Kopacz podkreśliła też, że nie ma ludzi, którzy nie popełniają błędów. - Znam zaangażowanie pana ministra Sawickiego w sprawy rolników. Liczę na wyrozumiałość polskich rolników i wiem, że wybaczą Sawickiemu to skrócenie dystansu - zaakcentowała.

Piechociński: Słowa wyrwane z kontekstu

W podobnym tonie wypowiada się partyjny kolega ministra. Piechociński przyznał w trakcie swojej wizyty w Kaliszu, że określenie użyte przez Sawickiego było niefortunne, ale - dodał - wyrwane z kontekstu. - Marek Sawicki popełnił błąd wymieniając to słowo, za co przeprosił, ale na pewno nie było intencją człowieka, który z dziada pradziada jest rolnikiem, jest doktorem nauk rolniczych, by kogokolwiek urazić - powiedział Piechociński.

- To był szerszy opis sprawy, który powinien nas wszystkich niepokoić. Wielu przetwórców rolno-spożywczych w chwilach próby nie szanuje praw i obowiązków, nie rozumie lub udaje, że nie rozumie sytuacji dostawców. Jeśli chcemy być rosnącą potęgą rolniczą, to między nami, Polakami, między tymi, którzy funkcjonują w obrocie towarowym, w ciągach kooperacyjnych w Polsce, nie może być postaw dominujących i wykorzystywania chwilowej słabości potencjalnego partnera. I o tym mówił doktor nauk rolniczych Marek Sawicki - dodał.

Opozycja oburzona

Opozycja nie zostawia jednak na ministrze suchej nitki. Pan minister powtarza, że polscy rolnicy są głupsi od niemieckich. Mówi, że woli rozmawiać z biznesmenami. PSL to właśnie partia bogatych rolnych biznesmenów. Te słowa powinni ocenić wyborcy -  grzmiał Leszek Miller.

Minister rolnictwa nazwał polskich rolników "frajerami", co zdaniem szefa SLD było szczególnie bolesne w  związku z rosyjskim embargiem. - Frajerami będą ci, którzy teraz zagłosują na Marka Sawickiego i PSL - dodał Miller.

Przypomnijmy, że Sawicki w wywiadzie dla jednego z portali pytany, co z rolnikami, którzy za 12 groszy za kilogram w skupie muszą sprzedawać jabłka przemysłowe odparł: "Są frajerami. Ja szanuję biznesmenów, a nie frajerów. Jeśli zaproponowaliśmy już w połowie sierpnia instrument wycofania z rynku, w którym za jabłka proponujemy 27 groszy, a frajerzy wiozą jabłka na przetwórstwo po 12-14 groszy ich wybór. Wolny kraj, demokracja". 


INTERIA.PL/PAP/x-news

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje