Chciała powiększyć piersi. Lekarze zaniedbali pacjentkę ze Szwecji?

Rozpoczął się proces oskarżonych ws. powikłań po operacji u Szwedki.

Przed Sądem Rejonowym w Gdańsku rozpoczął się w środę pięciu osób - dwóch lekarek, dwóch pielęgniarek i b. dyrektora szpitala - oskarżonych ws. dokonanej w 2010 r. operacji powiększenia piersi, po której obywatelka Szwecji doznała ciężkiego uszkodzenia mózgu.

Reklama

Na wniosek obrońców, którzy argumentowali, że podczas rozprawy może być naruszona tajemnica lekarska, sąd utajnił proces.

Do nieszczęśliwego zabiegu doszło w sierpniu 2010 r. w Pomorskim Centrum Traumatologii w Gdańsku (obecnie Copernicus Podmiot Leczniczy - przyp. red.). 31-letnia wówczas Christina Hedlund z Malmoe poddała się operacji powiększenia piersi. Zabieg przebiegł pomyślnie, ale - według prokuratury - zaniedbano opiekę po operacji. U kobiety doszło do zatrzymania oddechu i krążenia. Uszkodzenia mózgu były na tyle poważne, że Szwedka do dziś jest w stanie wegetatywnym - nie mówi, jej kontakt ze światem jest bardzo ograniczony.

W listopadzie 2010 r. sprawę nagłośniły szwedzkie media. W reportażu ówczesny narzeczony Hedlund mówił, że dopiero po sześciu godzinach od operacji kobieta, która nie mogła się obudzić, została przeniesiona na oddział ratunkowy.

Prokuratura oskarżyła w tej sprawie dwie pielęgniarki, które zajmowały się Szwedką po zabiegu. Kobiety miały niestarannie doglądać pacjentki i zbyt późno zauważyć, że dzieje się z nią coś niedobrego. Zarzucono im nieumyślne spowodowanie u pokrzywdzonej ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Trzy inne osoby - dwóch lekarzy oraz b. dyrektor szpitala - zostały oskarżone o nieumyślne narażenie pacjentki na utratę życia albo ciężki uszczerbek na zdrowiu. Zdaniem śledczych, b. dyrektor szpitala Leszek K. nie zagwarantował prawidłowej pooperacyjnej opieki medycznej komercyjnym pacjentom placówki. Z kolei anestezjolog i lekarz, która kierowała zespołem wykonującym zabieg, mają odpowiedzieć m.in. za to, że podjęły się operacji, mimo nieprawidłowo zorganizowanej opieki pooperacyjnej.

Kobieta jest w stanie wegetatywnym. Kto za to odpowiada?

- Zasadniczo oskarżeni nie przyznali się do stawianych im zarzutów, z wyjątkiem jednej z oskarżonych pielęgniarek (Grażyna G. - przyp. red.), która potwierdziła, że zniszczyła kartę pacjentki - powiedziała dziennikarzom przed rozpoczęciem rozprawy prokurator Ewa Tramowska-Guzek. 

Obrońca lekarki-anestezjolog (Doroty S.-P.) Paweł Brożek argumentował, że odpowiedzialność za powstanie powikłań po zabiegu zarzuca się tylko pielęgniarkom. - Pacjentkę przekazano przecież wyspecjalizowanemu personelowi pielęgniarskiemu, a nie sprzątaczce - tłumaczył.

- Lekarze nie są winni spowodowania uszczerbków zdrowia u obywatelki Szwecji. Bronimy się tylko i wyłącznie przed zarzutem nieumyślnego niedopełnienia obowiązków. Na etapie opieki pooperacyjnej nie dostrzeżono bezdechu u pokrzywdzonej; aparatura to monitorująca nie dawała żadnych sygnałów wizualnych i dźwiękowych. To sąd musi rozstrzygnąć, kto za to ponosi odpowiedzialność - uważa adwokat.

Lekarce zarzuca się dodatkowo dokonanie zmian w karcie pacjentki dotyczących m.in. dawek podawanych jej leków.

- Faktem jest, że pierwsza karta została wypełniona w sposób nieco niechlujny. Za wiedzą przełożonych pani doktor wypisała drugą kartę - nie różni się ona w sposób zasadniczy od karty pierwszej. Zmieniły się jedne dane. W drugiej karcie pojawiły się informacje prawdziwe tzn. taka, że pacjentka po operacji się obudziła, czego nie było w pierwszym dokumencie - tłumaczył dziennikarzom Brożek.    

Obrońca jednej z pielęgniarek Grażyny G. jest z kolei przekonana, że wina za powikłania u pacjentki ze Szwecji spoczywa na lekarzach i dyrekcji placówki. - O tym, co się stało wtedy, zaważyły przede wszystkim błędy organizacyjne w szpitalu, nieprzygotowanie w zakresie opieki lekarskiej, pozostawienie pacjentki po operacji tylko i wyłącznie pod opieką pielęgniarek. Powinna być przede wszystkim opieka lekarza anestezjologa - powiedziała dziennikarzom adwokat Marta Werbel-Cieślak.

- Do żadnych zaniedbań w szpitalu nie doszło. Zabiegi komercyjne w szpitalu były wykonywane zgodnie ze wszystkimi procedurami - mówiła natomiast obrońca Leszka K., Anna Rutkowska-Gałędek.

Przed Sądem Okręgowym w Gdańsku toczy się jeszcze proces cywilny, w którym rodzina poszkodowanej żąda od gdańskiego szpitala ok. 6 mln zł odszkodowania, zadośćuczynienia i pokrycia kosztów leczenia. W ramach zabezpieczenia powództwa, placówka wypłaca obecnie co miesiąc rentę na rzecz Szwedki w wysokości ok. 11 tys. zł.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: powiększenie piersi

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy