Co stoi za dymisją Gowina? Czy Gowin założy swoją partię?

"Ta decyzja pokazuje, że wojna, która toczy się w Platformie Obywatelskiej, od dawna nie jest już na pewno zimną wojną, ale wojną bardzo daleko posuniętą i Jarosław Gowin nie jest w tej wojnie stroną" - uważa ​ politolog dr Rafał Chwedoruk z Uniwersytetu Warszawskiego, odnosząc się do​ poniedziałkowej decyzji premiera ws. odwołania Jarosława Gowina ze stanowiska ministra sprawiedliwości i wyznaczeniu na jego miejsce Marka Biernackiego.

- On jest jedną z pierwszych, ale na pewno nie ostatnią, ofiarą wojny między Donaldem Tuskiem z jednej strony a Grzegorzem Schetyną i Bronisławem Komorowskim z drugiej - twierdzi Chwedoruk. - Ci drudzy dążą do wykazania słabości przywództwa Donalda Tuska i w partii i w rządzie i - co tu dużo mówić, stopniowej sukcesji na tych stanowiskach. Jarosław Gowin znalazł się jakby pomiędzy tymi stronami. Donald Tusk, który zwłaszcza w ubiegłym roku ponosił ciężkie straty w tej wojnie wewnętrznej, a teraz do tego doszły problemy zewnętrzne związane ze stanem gospodarki i z porażką PO w wyborach uzupełniających do Senatu w Rybniku, chciał nagle, gwałtownie, utwierdzić swoje przywództwo. Chciał zademonstrować opinii publicznej, ale w szczególności wewnątrz Platformy Obywatelskiej, że jest zdeterminowany i że jest gotów do najdalej idących posunięć w walce o utrzymanie swojego przywództwa.

- Myślę także -  mówi politolog - że możemy to interpretować jako zawoalowaną groźbę, że próba dalszej destabilizacji w Platformie obozu władzy może doprowadzić do wcześniejszych wyborów parlamentarnych. (...) Tusk chce pokazać, że utrata mandatu bądź odnowienie mandatów poselskich wielu posłów Platformy może zależeć od jego decyzji, bo myślę, że takich odpowiedników Jarosława Gowina jest w naturalny sposób w dużej partii więcej.

Reklama

Chwedoruk uważa, że "że walka o przywództwo jest najważniejszym elementem decyzji Tuska (o odwołaniu Gowina)", a nie jest to walka o poglądy.

- Jeśli ktoś tak uważa, a takie opinie można już było spotkać, to tkwi w błędzie, bo przecież Jarosława Gowina zastąpi polityk o dokładnie takich samych poglądach - zauważa politolog. - To udowadnia kolejny raz, że nie istnieje coś takiego, jak frakcja konserwatywna w Platformie Obywatelskiej, tak samo, jak nie istnieje frakcja liberalna. To są raczej pomysły publicystów, którzy kibicują różnym poglądom w kwestiach kulturowych, bioetycznych, relacjach państwo-Kościół itd.

Czy Gowin założy swoją partię?

Chwedoruk sądzie, że Gowin nie będzie próbował, a przynajmniej nie w krótkim czasie, powtórzyć błędów wielu postsolidarnościowych polityków, którzy chcieli stworzyć partię, która byłaby radykalnie wolnorynkowa i bardzo konserwatywna w kwestiach kulturowych.

- Wszystkie takie inicjatywy od lat 90. - gdy partycypowali w nich tak znaczący ludzie, jak Bronisław Komorowski czy Jan Rokita aż po PJN - kończyły się fiaskiem - przypomina. - Dlatego, jak sądzę, Jarosław Gowin dotąd, dopóki będzie taka możliwość istniała, będzie próbował wewnątrz Platformy tworzyć własne środowisko polityczne tak, by stać się być może języczkiem u wagi w rozgrywce pomiędzy Tuskiem a Schetyną.

"Symptomatyczne zakończenie konferencji"

- Zauważmy symptomatyczne zakończenie konferencji prasowej Jarosława Gowina - zwraca uwagę politolog. - Nie odpowiadając na żadne pytanie, grzecznie żegnając się z dziennikarzami, opuścił salę pokazując, moim zdaniem, swoją taktykę. Jarosław Gowin będzie podsycał spekulacje na temat możliwego wyjścia z Platformy i stworzenia nowej formacji politycznej. W ten sposób chce wzmocnić swoją rolę wewnątrz partii, bo pokazuje, że w razie czego gdzieś tam potencjalnie istnieje możliwość próby tworzenia czegoś nowego. Sądzę jednak, że celem Gowina będzie w tej wewnętrznej walce zdobycie takiej pozycji, na której będzie on zauważalny, i z której będzie mógł czy to Tuska czy Schetynę - w zależności od tego, który wygra - zmusić do cesji na jego rzecz.

Wybór Marka Biernackiego na następcę Gowina świadczy, według Chwedoruka, o tym, że Donald Tusk chce utrzymać równowagę wśród elektoratu Platformy.

- Warto też zauważyć, że Marek Biernacki pochodzi z Wybrzeża - mówi politolog -  to pokazuje, że Donald Tusk przyjął strategię okopania się na swoich pozycjach: pokładania zaufania w tych politykach, którzy są sprawdzeni, którzy go nie zawiedli i oparcia się na mateczniku Platformy. Poza tym Marek Biernacki był ministrem spraw wewnętrznych i jako poseł jest znany z prac na odcinku służb specjalnych. To pokazuje, że Tusk dokonuje resetu, próby innego układania relacji między rządem a szeroko pojętym pionem bezpieczeństwa państwa."

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje