Czapiński: Portfele Polaków mają się dobrze; media epatują kryzysem

W Polsce jest kryzys finansowy, nie ma jednak potencjalnie groźniejszego kryzysu finansów gospodarstw domowych - uważa prof. Janusz Czapiński. Prof. Jacek Raciborski namawiał podczas środowej debaty w Pałacu Prezydenckim, by uważniej przyjrzeć się wskaźnikom biedy.

W środę z udziałem Bronisława Komorowskiego odbyła się debata zatytułowana "Nasza wolność Polacy po 24 latach przemian". Podczas dyskusji, w której uczestniczyli socjologowie, a także przedstawiciele mediów, zaprezentowano m.in. porównanie badań sondażowych CBOS z lat 1989-2013 r. pokazujące, jak Polacy postrzegają zmiany sytuacji w kraju po transformacji politycznej i ustrojowej.

Reklama

Naukowcy zwracali uwagę, że według badań Polacy pytani o zadowolenie ze swojej obecnej sytuacji życiowej, generalnie oceniają ją pozytywnie. Jednocześnie wskazywali, że większość badanych negatywnie ocenia sytuację w kraju. Na tę rozbieżność zwracał uwagę w swoim wystąpieniu także prezydent.

Czapiński przedstawił tezę, że w Polsce mamy do czynienia z dwoma kryzysami: finansowym oraz politycznym. - Ale nie ma za to dwóch innych kryzysów, które moim zdaniem byłby groźniejsze - podkreślił socjolog. Jak wyjaśnił, po pierwsze nie ma kryzysu finansów gospodarstw domowych - "kryzysu portfeli" - a po drugie nie ma też kryzysu subiektywnej jakości życia.

Zdaniem Czapińskiego to, że spada konsumpcja wynika nie ze złego stanu portfeli Polaków, ale z tego, że rośnie niepewność, "czy warto teraz cokolwiek kupić". Jak dodał, oszczędności Polaków szybko rosną, a oni sami są równie zadowoleni ze swojego życia jak w latach, gdy wzrost gospodarczy wynosił około 4-7 proc. PKB rocznie.

W Polsce mamy do czynienia z dwoma światami

Według Czapińskiego w Polsce mamy do czynienia z dwoma światami - "medialnym światem kryzysu" oraz względnie pozytywnym światem zwykłych rodzin. Zdaniem socjologa odpowiedzialne za tę sytuację są media, które epatują informacjami o kryzysie. Podobną tezę postawił prof. Edmund Wnuk-Lipiński, który dodał, że winę za tę sytuację ponoszą także politycy, którzy nieustannie chcą udowodnić, że ich oponent zrujnował bądź zamierza zrujnować kraj.

Natomiast Raciborski zwrócił uwagę, że ocena sytuacji budowana na podstawie badań, które pokazują relatywnie wysokie zadowolenie Polaków z własnej sytuacji, "dosyć drastycznie rozmija się momentami z innymi wskaźnikami", takimi jak dane na temat poziomu biedy, rozwarstwienia, czy liczby ludzi korzystających z pomocy społecznej.

"Nie jest to obraz takiego bardzo szczęśliwego kraju"

- Nie jest to obraz takiego bardzo szczęśliwego kraju - ocenił Raciborski. Jego zdaniem pytania zadawane w badaniach "nieraz wywołują tendencję do podwyższania samooceny, niechęci do stawania po stronie przegranych".

- Apeluję, by w ocenie znakomitego 25-lecia nie rezygnować z odwoływania się do twardszych wskaźników, postępu ekonomicznego, jak i postępu demokracji - powiedział.

Nawiązując do pojawiających się w trakcie debaty uwag na temat słabej kondycji społeczeństwa obywatelskiego w Polsce, Raciborski przekonywał, że w zachodnich społeczeństwach postawy obywatelskie kształtowały się od XIX wieku. Dlatego, jak mówił, nasze oczekiwania związane z kształtowaniem się w Polsce społeczeństwa obywatelskiego być może są za wysokie. - To jest proces długotrwały - zauważył.

Ocenił też, że są badania, które mówią, że identyfikacja Polaków z państwem na poziomie symbolicznym jest bardzo wysoka. Pokazuje to na przykład poziom zaufania do prezydenta.

Z przedstawionego w Pałacu porównania wyników wynika, że obecnie 59 proc. badanych uważa, że szanse związane z przemianami po roku 1989 nie zostały wykorzystane w dostatecznym stopniu; w 2009 r. uważało tak 50 proc. Z 34 proc. do 27 zmalał odsetek osób oceniających, że szanse te zostały wykorzystane.

W maju 2013 r. 59 proc. badanych sądziło, że w 1989 r. warto było zmieniać ustrój, 25 proc. było przeciwnego zdania.

Zmiany przyniosły ludziom więcej strat niż korzyści

Badania pokazują, że w 1994 roku 42 proc. uważało, że zmiany, jakie zaszły w Polsce po 1989 roku przyniosły ludziom więcej strat niż korzyści; 32 proc. uważało, że strat i korzyści było tyle samo. Na przewagę korzyści nad stratami wskazywało 15 proc.

W maju 2013 r. 37 proc. uważało, że zmiany przyniosły więcej korzyści niż strat; 25 proc. dostrzegało tyle samo strat co korzyści, a 28 proc. było zdania, że strat było więcej niż korzyści.

Na podobnym poziomie od 1997 roku kształtuje się odsetek tych, którzy uważają, że na przemianach po 1989 r. ani nic nie zyskali, ani nie stracili. Przed 16 laty było to 54 proc.; obecnie 52. Na przestrzeni tych lat zmalała liczba osób uważających się za ofiary zmian - w 1997 r. 28 proc. uważało, że straciło na zmianach; w 2013 r. sądzi tak 18 proc. Z 10 proc. do 23 proc. wzrósł odsetek osób, którzy oceniają, że zyskali na zmianach.

W ostatnich czterech latach wzrosła liczba osób, które uważają jednak, że koszty związane z transformacją ustrojową były o wiele za duże. W 2009 r. sądziło tak 18 proc.; w 2013 r. - myśli tak już 27 proc. Znacząco - z 49 proc. do 33 proc. - zmalał odsetek osób oceniających, że koszty były duże, ale warte poniesienia.

Do poziomu z 2006 roku - 54 proc. - zmalała liczba osób uważająca, że integracja z UE przynosi Polsce więcej korzyści niż strat. W latach 2007-11 kształtowała się ona na poziomie 63-65 proc. W badaniu z 2013 r. do 20 proc. wzrosła też liczba osób oceniających, że integracja przynosi więcej strat niż korzyści.

Debata w Pałacu Prezydenckim jest jednym ze spotkań organizowanych w ramach obchodów Święta Wolności, które przypada 4 czerwca, w rocznicę pierwszych w powojennej historii Polski częściowo wolnych wyborów do Sejmu oraz wolnych do odrodzonego Senatu.

Dowiedz się więcej na temat: Polacy | sondaże | kryzys | Janusz Czapiński

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje