Czy 95-letni były prokurator może być sądzony?

Stołeczny sąd wojskowy zdecydował w czwartek o badaniach lekarskich 95-letniego gen. Mariana R., oskarżonego o bezprawne pozbawienie wolności 17 więźniów z lat 1951-1954. Biegli mają ocenić, czy b. prokurator może być sądzony w ponownym procesie.

Sprawa ta przed Wojskowym Sądem Okręgowym w Warszawie ma toczyć się po raz drugi. W czerwcu Sąd Najwyższy - po rozpatrzeniu apelacji IPN - uchylił umorzenie tego procesu.

Reklama

Obrońca oskarżonego mec. Andrzej Lemieszek złożył w czwartek wniosek o wydanie przez biegłych lekarzy opinii o stanie zdrowia jego klienta. Przypomniał, że poprzednią taką opinię, która zezwalała na uczestnictwo R. w procesie do trzech godzin dziennie, biegli wydali ponad trzy lata temu. - Od czasu poprzedniego badania mój stan zdrowia uległ znacznemu pogorszeniu - mówił natomiast R. wspierając wniosek swego obrońcy.

Sąd przychylił się do tej argumentacji i odroczył bez terminu rozpoczęcie procesu. Postanowił, że oskarżonego mają zbadać m.in. biegli z zakresu chorób wewnętrznych, kardiologii i neurologii. Mają ocenić, czy R. może brać udział w rozprawach i samodzielnie odbywać podróże do sądu. Opinia ma zostać wydana w ciągu miesiąca od przeprowadzenia badań.

W akcie oskarżenia sformułowanym w grudniu 2012 r. pion śledczy IPN zarzucił R., że od września 1951 r. do września 1954 r., jako prokurator wojskowy, zobowiązany do zgodnego z ówczesnym prawem przedłużania tymczasowych aresztów, dopuścił się zbrodni komunistycznej będącej jednocześnie zbrodnią przeciw ludzkości - niedopełnienia obowiązku kontroli zasadności i terminowości aresztów. Według IPN tym samym R. usankcjonował bezprawne pozbawienie wolności 17 osób (jedna z nich spędziła w areszcie 44 dni bez formalnej decyzji o aresztowaniu).

Prokurator IPN żądała w zeszłym roku kary trzech i pół roku więzienia dla R. (groziło mu do 10 lat więzienia). Obrońca wnosił o uniewinnienie. WSO w listopadzie 2013 r. umorzył proces, uznając, że czyny R. nie były zbrodniami przeciw ludzkości, które nie ulegają przedawnieniu.

Sąd podkreślał wówczas w uzasadnieniu, że nie można uznać, aby czyny zarzucane R. były zbrodniami przeciw ludzkości, gdyż "były to jednak drobne rzeczy". Dodawał, że nie oznacza to uniewinnienia R. To, że nie wnosił on o zwolnienie niektórych więźniów, można by uznać za zwykłe "urzędnicze przekroczenie uprawnień" - uznał sąd, wskazując, że karalność tego jest już przedawniona.

Po tym orzeczeniu sądu IPN złożył apelację. Prok. IPN Małgorzata Kuźniar-Plota wskazywała, że czyny R. były zbrodniami przeciw ludzkości, bo na ich skutek ludzie byli bezprawnie pozbawiani wolności z przyczyn politycznych przez funkcjonariusza państwa.

Izba Wojskowa SN uchyliła w całości wyrok i przekazała sprawę do ponownego rozpoznania. - Zdaniem SN sąd I instancji naruszył zasady procedury w taki sposób, że mogło to mieć wpływ na treść wyroku. Konkretnie chodziło o nieprzesłuchanie świadka, który był wskazany do przesłuchania w akcie oskarżenia - mówił wtedy PAP obrońca R. mec. Lemieszek.

W 1945 r. R. kilka miesięcy służył w UB. Potem trafił do prokuratury wojskowej. Od 1956 r. do sierpnia 1968 r. był naczelnym prokuratorem wojskowym PRL. Generałem został w latach 60. W latach 1978-1981 był prezesem PZPN. W latach 80. - dyrektorem generalnym URM. W stan spoczynku przeszedł w 1987 r.

Dowiedz się więcej na temat: prokuratura

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje