Czy polskie budynki są bezpieczne? Komentarz eksperta

Polskie budynki, zaprojektowane zgodnie z rodzimymi normami i sztuką budowlaną, powinny być bezpieczne w przypadku większości zjawisk takich, jak nawałnice czy huragany - oprócz tych najbardziej ekstremalnych i nieprzewidywalnych - mówi PAP dr inż. Maciej Cwyl z Politechniki Warszawskiej.

Huragany Irma czy Maria, silne trzęsienie ziemi w Meksyku; to przykłady katastrof naturalnych, które tylko w ciągu ostatniego miesiąca spowodowały śmierć setek osób i duże zniszczenia materialne. Spowodowały m.in. zerwanie linii energetycznych, zrywały z domów dachy i powodowały zawalenie budynków. Zdaniem dr inż. Macieja Cwyla z Politechniki Warszawskiej polskie budynki - zaprojektowane zgodnie z rodzimymi normami i sztuką budowlaną - są bezpieczne nawet w ekstremalnych zjawiskach pogodowych.

Reklama

Jak podkreśla, każdy kraj ma własny zestaw norm budowlanych, które odpowiadają panującym w nim warunkom klimatycznym, zaś polskie normy są dobrze przygotowane na możliwość coraz częstszego występowania m.in. ekstremalnych zjawisk pogodowych czy katastrof naturalnych.

"W latach 2006-2009 miała miejsce bardzo duża zamiana w normach budowlanych" - opowiada dr Cwyl. - "Jej powodem były duże katastrofy obiektów budowlanych: najgłośniejszą z nich było zawalenie się pod naporem śniegu dachu Hali Katowickiej w styczniu 2006 r. Po tych wydarzeniach znacznie zmieniono w Polsce normy dotyczące śniegu czy wiatru - zwiększone zostały one nawet o 40 proc.".

"Pamiętajmy jednak, że przekroczenie normy obciążenia śniegiem czy obciążenia wiatrem nie jest równoznaczne z zawaleniem się budynku" - podkreśla rozmówca PAP. - "Dobrze zaprojektowana konstrukcja pozwala przekroczyć obciążenia nawet o kilkadziesiąt procent. Oprócz spełnienia samej normy, budynki mają bowiem jeszcze rezerwę bezpieczeństwa, uwzględnianą przez ich projektantów" - dodaje.

Czasem jednak nawet w Polsce występują zjawiska, które swoją wielkością znacznie przekraczają to, na co przygotowują nas normy. Tak było chociażby w przypadku nawałnic, które w sierpniu br. przeszły nad Polską. Do zniszczeń, w tym - domów i budynków gospodarskich - doszło wówczas w województwach kujawsko-pomorskim, pomorskim i w wielkopolskim.

Dr inż. Maciej Cwyl w rozmowie z PAP zwrócił uwagę, że eksperci systematycznie określają wartości obciążeń, jakim mogą podlegać budynki, i że budynki projektowane zgodnie z normami muszą być odporne na maksymalne wartości takich obciążeń. "Zakłada się, że w tych normach mieści się 97 proc. wiatrów. Tutaj jednak mieliśmy do czynienia z takim rodzajem linii szkwałowej, której nawet dobrze zaprojektowane budynki nie były w stanie się przeciwstawić; znacznie przekraczającej wartości zazwyczaj w Polsce rejestrowane" - tłumaczy dr Cwyl.

Jak dodaje ekspert, do rozmiaru sierpniowych zniszczeń - oprócz samej siły wiatru - przyczyniło się również ukształtowanie budynków. "Spowodowało to, że oprócz parcia wiatru na stronę nawietrzną, dodatkowo jeszcze od strony zawietrznej - na którą wiatr nie wieje bezpośrednio - pojawia się podciśnienie, które prowadzi do wytworzenia się ssania. Wiatr więc dodatkowo jeszcze wzmaga się od strony zawietrznej, zasysając elementy konstrukcyjne - i stąd te zniszczenia" - wyjaśnia.

Oprócz tego, dachy domów dotkniętych zniszczeniami w dużej części były stosunkowo ostre, o dużym spadku. "Mamy wtedy mamy do czynienia z dużą powierzchnią nawietrzną i dużą powierzchnią zawietrzną, która zbiera to ciśnienie i oddziałuje potem na konstrukcję budynku" - mówi dr Cwyl.

Jak jednak zaznacza, poza najbardziej ekstremalnymi i trudnymi do przewidzenia zjawiskami pogodowymi polskie budynki są wytrzymałe. Duży wpływ na to ma fakt, że na terenie naszego kraju mamy do czynienia przede wszystkim z tzw. budownictwem ciężkim. "Oznacza to, że budowane przez nas obiekty są stosunkowo masywne, z materiałów takich, jak cegła czy żelbet" - tłumaczy ekspert. - "Ma to związek z tym, że na terenie naszego kraju mieliśmy dość powszechny dostęp do materiałów takich jak kamień czy glina, z której wypalano cegły. Mamy również dostęp do minerałów, dzięki którym w stosunkowo tani sposób produkujemy cementy" - wyjaśnia.

W przypadku budynków mieszkalnych wpływ na styl polskiego budownictwa miał jeszcze jeden czynnik. "Społeczeństwo od dawien dawna było nastawione na budowanie wielopokoleniowe" - mówi ekspert. - "Budując dom, ludzie zakładali, że będzie on musiał służyć dwóm, trzem pokoleniom. Stąd też budowanie większych obejść - i z trwalszych materiałów, które zapewniają budynkom dłuższe życie".

To - zdaniem specjalisty - odróżnia nas od USA, gdzie rozwinęło się budownictwo lekkie. "Osadnicy amerykańscy budowali szybko, w szybkim tempie rozrastały się też tamtejsze miasta. Jako że bardzo łatwo było w tamtych rejonach o drewno, to ono stało się materiałem, z którego powstawał zarówno szkielet, jak i obudowa budynków mieszkalnych. Chcąc szybko rozwijać swoje miasta, USA wykształciły więc kulturę budowania lekkich, szkieletowych konstrukcji" - powiedział dr Cwyl.

Polskim budynkom raczej nie grożą również trzęsienia ziemi. "Większość terenów Polski nie jest objęta strefą występowania oddziaływań sejsmicznych. Mamy natomiast obszary, na których występują tzw. szkody górnicze i tąpnięcia: generują one oddziaływania sejsmiczne, o maksymalnych wartościach do 3-4 stopni w skali Richtera" - przypomniał.

"Oddziaływania takie wywołują pewne niewielkie szkody w budynkach, np. rysy, czy lokalne pęknięcia ścian" - przyznaje dr Cwyl. - "Jednak takie budynki, jak te budowane w Polsce nie będą przy tym poziomie oddziaływań ulegać całkowitemu zniszczeniu. Nie zobaczymy obrazów takich, jak np. ostatnio na wyspach greckich, gdzie obiekty budowane z kamienia, z lekkimi stropami rozsypały się jak domki z kart" - mówi.

Samo projektowanie budynków w rejonach zagrożonych trzęsieniami ziemi jest, jak zaznacza ekspert, bardzo ciekawym wyzwaniem. "Wyróżnić możemy dwie szkoły projektowania dla rejonów aktywnych sejsmicznie" - tłumaczy dr Cwyl. - "Według pierwszej, budynek podczas trzęsienia ziemi powinien zachowywać się jak bardzo sztywna puszka: kołysze się w całości wraz z płytowym fundamentem, jego szkielet powinien pozostać podczas wstrząsu niezmienny, konstrukcja ma być cały czas stabilna. Jest to bezpieczna metoda projektowania budynków - ale, niestety, jest również bardzo droga. W przypadku wysokich budynków ich bryły robią się też bardzo ciężkie i z tego powodu pojawiają się też. m.in. problemy z fundamentami" - opisuje.

Druga szkoła zakłada natomiast, że powinno się projektować budynki bardzo elastyczne. "Wzorujemy się tutaj trochę na przyrodzie" - tłumaczy rozmówca PAP. - "Spójrzmy na przykład na źdźbło zboża: na górze ma ono bardzo ciężki kłos, kołysze się na wietrze - ale równocześnie się nie łamie. Projekty w duchu tej szkoły zakładają więc, że bardzo elastyczna konstrukcja budynku będzie kołysała się przy oddziaływaniach sejsmicznych, natomiast zachowa swoją stabilność i po ich ustaniu bardzo szybko wytłumi drgania, stabilizując się".

W drugim przypadku podczas wstrząsów zniszczeniu w większym stopniu ulegają ścianki działowe budynku czy szklane elementy elewacji - sama konstrukcja pozostaje jednak stabilna i może być dalej użytkowana. "Są to bardzo trwałe budynki, zdolne znieść obciążenia rzędu nawet 7 czy 8 stopni w skali Richtera" - dodaje dr Cwyl.

Katarzyna Florencka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje