Debata o prawie do zakrywania twarzy podczas demonstracji

Kontrowersje wzbudza proponowany przez prezydenta po burdach w czasie Marszu Niepodległości 11 listopada projekt zakazu zakrywania twarzy podczas demonstracji. W czwartek wieczorem w Warszawie Instytut Spraw Publicznych zorganizował debatę zwolenników i przeciwników zakazu.

Prof. Ewa Łętowska, która była pierwszym rzecznikiem praw obywatelskich, jest przeciwna zmianom. - Może to jest trochę tak, że chcecie mieć wygodniej  - mówiła m.in. do siedzącego wśród dyskutantów rzecznika policji. Podkreślała, że dużo trudniej jest obstawić niebezpieczne obiekty, gdzie może dojść do jakichś nieprzewidzianych zdarzeń, a łatwiej nagrać zdarzenie i potem wyłapać sprawców, którzy nie mieli prawa zasłaniać twarzy.

Reklama

- Myślę, że zafiksowaliśmy się w takim zero-jedynkowym myśleniu w sprawie zakazu zakrywania twarzy. Są alternatywne formy identyfikowania tych osób, które odchodzą od głównego nurtu, albo zachowują się niebezpiecznie - np. znaczenie farbą - argumentowała. - Trzeba pamiętać, że jest taki moment, w którym demonstracja pokojowa przeradza się w coś zupełnie innego - tak jak 11 listopada - i wtedy nie ma już ograniczeń dla działania służb porządkowych - podkreślała.

Małgorzata Znojek z Kancelarii Prezydenta podkreślała, że projekt złożony 18 listopada u Marszałek Sejmu nie zawiera bezwzględnego zakazu zasłaniania twarzy. - Organizator będzie mógł zgłosić taki zamiar jeśli zasłanianie twarzy było powiązane z celem zgromadzenia, ale wtedy organ administracyjny będzie mógł wydać zgodę, albo zakazać takiego zgromadzenia - przypominała.

Rozwiązań zakazujących zasłaniania twarzy bronił rzecznik prasowy KGP Mariusz Sokołowski. W jego ocenie prawo powinno pójść dalej i pozwolić policji na zatrzymanie prewencyjne, czy nazywane w niektórych krajach administracyjnym. - To są rozwiązania przyjęte  w wielu demokratycznych państwach i one się sprawdziły. Zakrywa twarz ten, kto chce coś ukryć, kto ma nieczyste intencje" - przekonywał. "Nie chodzi o zakrywanie twarzy podczas noworocznej imprezy, czy uczniowskiej zabawy, bo to nowe przepisy dopuszczają - zaznaczył.

- Zależy nam, żeby działać wcześniej - zanim do czegoś dojdzie. Jeśli mamy do czynienia z ludźmi którzy przygotowują się do manifestacji, podchodzą do niej, wchodzą w nią i mają cały czas kominiarki na twarzy, chcielibyśmy mieć prawo dowiedzieć się, kto to jest. Zaprosić takie osoby do jednostki policji, porozmawiać o ich intencjach, pouczyć, a niekoniecznie czekać, aż do czegoś złego dojdzie - tłumaczył. - Obecnie nie mamy takiego prawa - dodał.

Przysłuchujący się debacie młodzi ludzie podkreślali, że zakaz zbyt daleko będzie ingerował w prawa człowieka. Pozostawienie  do decyzji urzędnika, albo policjanta, czy zasłonięcie ust, lub ust i nosa szalikiem, założenie dużych ciemnych okularów, kapelusza z szerokim rondem, będzie czy nie będzie dyskwalifikowało uczestnika manifestacji, będzie nadużyciem - mówili.

Podkreślali, że ekstremalne przypadki burd dotyczą ułamka zgromadzeń i manifestacji. - Ci pojedynczy ludzie, którzy łamią prawo, nie powinni być pretekstem do tego, by większości narzucać zakaz i ograniczać prawa człowieka - argumentowali. Przypominali, że policja ma prawo wylegitymowania każdej osoby - niezależnie do tego czy ma zasłoniętą  twarz, czy nie. Ma też prawo do stanowczego reagowania na przypadki łamania prawa - mówili.

Swój dystans do takiego spojrzenia zaprezentował prof. Jerzy Stępień. B. przewodniczący Trybunału Konstytucyjnego podkreślał, że w jego pokoleniu zasłanianie twarzy podczas demonstracji przeciw komunistom było nie do pomyślenia.

- Nikomu z nas wtedy do głowy nie przyszło, żeby przychodzić tam z zasłoniętą twarzą. Wręcz przeciwnie przychodziliśmy zamanifestować, że mamy inne poglądy i chcemy zmierzyć się z tą rzeczywistością - mówił. Było tak też w latach osiemdziesiątych, spadały na nas za to represje, ale wiedzieliśmy dla jakich wartości to robimy - dodał.

- Dzisiaj są czasy łatwiejsze, ale ludzie chcą być anonimowi. To jest ucieczka od wolności - nie chcę być odpowiedzialny za to co robię, chcę zakryć twarz - tłumaczył Stępień. Zaznaczył jednak, ze jest w stanie wyobrazić sobie takie demonstracje, w których właśnie zasłonięcie twarzy będzie manifestacją jakiejś postawy.

Złożony w Sejmie prezydencki projekt zmian w Prawie o zgromadzeniach to reakcja na wydarzenia z 11 listopada w Warszawie. Podczas Marszu Niepodległości doszło do burd m.in. w pobliżu ambasady rosyjskiej. Do zamieszek doszło też przed squatami przy ul. ks. Skorupki i ul. Wilczej oraz na pl. Zbawiciela, gdzie podpalono instalację "Tęcza".

Projekt prezydenta zakłada zakaz uczestnictwa w zgromadzeniach osób, których identyfikacja z powodu ubioru, nakrycia twarzy, lub zmiany ich wyglądu, jest niemożliwa. Daje jednak możliwość udziału w zgromadzeniach osób zamaskowanych, jeśłi będzie to związane z celem danego zgromadzenia.

Intencją prezydenta było uwzględnienie obaw i obiekcji, jakie pojawiły się dwa lata temu, podczas prac nad poprzednim projektem zmian w Prawie o zgromadzeniach, przygotowanym przez Bronisława Komorowskiego. Po burdach, jakie miały miejsce 11 listopada dwa lata temu, prezydent skierował do Sejmu projekt noweli Prawa o zgromadzeniach, również przewidujący zakaz maskowania twarzy.

Przepis wykreślono wtedy z projektu w podkomisji ze względu na wątpliwości co do jego zgodności z konstytucją. W listopadzie 2004 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że nie każdy przypadek zakrycia twarzy, uniemożliwiający identyfikację danej osoby, stanowi czyn potencjalnie niebezpieczny lub zapowiada, że zgromadzenie zmieni swój pokojowy charakter.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje