"DGP": Listy sędziów TK pod specjalnym nadzorem

Cała korespondencja kierowana do sędziów Trybunału Konstytucyjnego trafia najpierw na biurko Mariusza Muszyńskiego - dzieli się w czwartek z czytelnikami swymi ustaleniami "Dziennik Gazeta Prawna".

"To efekt polecenia, które sędzia Muszyński drogą e-mailową rozesłał niedawno do pracowników TK. Z relacji naszego informatora wynika, że sędzia przyznał sobie kompetencje do decydowania o tym, które z listów przychodzących do sędziów TK mają status korespondencji prywatnej, a które są służbowe" - pisze dziennik.

Reklama

"A tego nie da się ocenić inaczej, jak dopiero po otwarciu korespondencji i zapoznaniu się z jej treścią" - zauważa rozmówca "DGP".

Gazeta przypomina, że sędzia Muszyński został upoważniony przez prezes TK Julię Przyłębską do zastępowania jej w realizacji wszystkich uprawnień prezesa TK. Sposób, w jaki z tych uprawnień korzysta, jest jednak "zdumiewający" - stwierdza "DGP".

Zdaniem ekspertów kontroli korespondencji nie da się bowiem pogodzić nie tylko ze standardami demokratycznego państwa prawa, ale także z podstawowymi zasadami dobrego wychowania.

"Nie można czytać niczyich listów. To jest po prostu konstytucyjnie wykluczone" - podkreśla dr hab. Robert Piotrowski, konstytucjonalista z UW i wskazuje na art. 49 ustawy zasadniczej, który mówi o wolności i ochronie tajemnicy komunikowania się.

"Zasada ta może zostać oczywiście ograniczona, ale tylko w drodze ustawy i z zachowaniem warunków określonych w konstytucji" - podkreśla Piotrowski w wypowiedzi dla "DGP". 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje