Dlaczego polskie foki giną w tak drastyczny sposób?

W środę do mediów trafiła kolejna informacja o martwej foce znalezionej na polskim wybrzeżu. To już piąty taki przypadek w ciągu kilkunastu ostatnich dni. - Na pewno w przypadku jednej foki nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że została celowo zabita przez człowieka. Ostatnie incydenty z uśmierconymi fokami charakteryzowały się wielką agresją i nieprawdopodobną brutalnością - mówi Interii specjalista ds. ochrony ekosystemów morskich Maria Jujka-Radziewicz z WWF Polska.

Artur Wróblewski, Interia: Ile fok żyje obecnie w Bałtyku? Czy foki często można spotkać na polskim wybrzeżu?

Reklama

Maria Jujka-Radziewicz: - W tej chwili liczbę fok szarych w całym Bałtyku szacuje się na około trzydzieści dwa tysiące osobników. W Bałtyku występują jeszcze dwa inne gatunki - foka pospolita (około ośmiuset osobników) i foka obrączkowana nerpa (poniżej dziesięciu tysięcy osobników), ale są one o wiele rzadszymi gośćmi na polskim wybrzeżu. W polskiej strefie Bałtyku występuje i przebywa nie więcej niż jeden procent całej populacji. Jest tylko jedna kolonia w rejonie Ujścia Wisły, gdzie foki regularnie przebywają. W dodatku siedlisko, które wykorzystują - piaszczyste łachy - jest bardzo niestabilne ze względu na ciągły proces migracji podłoża i zmiany poziomu wody.

- Poza tym rejonem spotkanie z foką na polskim wybrzeżu wcale nie należy do częstych. Spowodowane jest to choćby tym, że polskie plaże w sezonie wiosennym i letnim są bardzo zatłoczone, jest ogromna presja turystyczna na siedliska fok, w związku z czym nie znajdują one tam odpowiednich warunków dla wypoczynku i rozrodu. Warto bowiem powiedzieć, że foki w polskich obszarach morskich wciąż nie rozmnażają się. Do tej pory udokumentowano zaledwie jeden przypadek narodzin foki szarej w Polsce od momentu, gdy foki zaczęły powracać na polskie wybrzeże po tym, jak zniknęły stąd na początku XX wieku. Miało to miejsce w 2016 roku.

A jak wygląda obecnie sytuacja populacji fok? Czy ich liczebność wzrasta?

- Wielkość populacji fok szarych w Bałtyku wzrasta od lat dziewięćdziesiątych. Jednak aktualne dane naukowe wskazują na to, że krzywa wzrostu zaczyna się wypłaszczać. To prawdopodobnie świadczy o tym, że populacja foki szarej w Bałtyku stabilizuje się mniej więcej na obecnym poziomie.

Rybacy - to nie jest tajemnica - są największymi przeciwnikami fok. Twierdzą, że wzrost populacji w ostatnich latach skutkuje coraz mniejszymi połowami ryb. Foki mają żywić się bowiem rybami złapanymi w sieci. Jak bardzo uzasadnione są twierdzenia rybaków?

- Istnieje konflikt między interesami rybaków a fokami. To wynika z biologii fok, które żywią się rybami. Dodatkowo, jako inteligentne zwierzęta i drapieżniki z góry piramidy troficznej, foki żywią się najłatwiej dostępnymi ofiarami. W naturze, goniąc za ławicami szprotów czy śledzi, nie muszą wydatkować dużej energii na to, by upolować ofiarę. Mają całą ławicę.

- W momencie, kiedy rybacy wystawiają sieci, w które łowią się ryby, a te ryby w sieciach przez jakiś czas są unieruchomione, to jest to dla foki bardzo łatwy sposób pozyskania pożywienia. I naturalne jest to, że foki z tego skorzystają. Warto jednak powiedzieć, że jest to problem lokalny, problem rybołówstwa przybrzeżnego, problem Zatoki Gdańskiej i Puckiej. Także z tego powodu trudno mówić, że foki dziesiątkują populacje ryb. Przecież to nie leżałoby w biologicznym interesie foki - wyniszczanie populacji zwierząt, które stanowią ich pożywienie. Konieczne jest wypracowanie rozwiązań, w jaki sposób przeciwdziałać temu specyficznemu i lokalnemu konfliktowi, który przejawia się w tym, że foki po prostu uczą się korzystać z pokarmu "wystawionego" w rybackich sieciach.

Rozumiem, że tym rozwiązaniem nie jest odstrzał fok. A taki postulat rzuciła przewodnicząca sejmowej komisji gospodarki morskiej posłanka Dorota Arciszewska-Mielewczyk z PiS, która określiła foki mianem "szkodników".

- Przede wszystkim, z punktu widzenia przyrodników, biologów, nie można nazwać żadnego gatunku zwierząt szkodnikami. Rozumiem oczywiście, że w tym przypadku mamy do czynienia z konfliktem i stąd takie ostre stwierdzenia. Natomiast trzeba też zaznaczyć, że wciąż nie ma danych, które potwierdzałyby skuteczność odstrzału fok, jako remedium na zmniejszenie strat rybaków. Jak już wspomniałam, ryby są naturalnym pożywieniem fok i jeżeli odstrzeli się jednego osobnika żerującego na rybach złowionych w sieciach, to pojawi się następny, który również nauczy się żerować w ten łatwy sposób.

- Tak naprawdę limitowany odstrzał fok nie służy temu, żeby realnie zmniejszyć straty w połowach, a ma bardziej efekt psychologiczny, służy bardziej temu, by dawać upust emocjom rybaków. Trzeba również pamiętać o tym, że sytuacja fok szarych w różnych nadbałtyckich krajach jest inna. Jak wspomniałam, w Polsce foki wciąż jeszcze nie rozmnażają się. Dlatego trudno jest mówić o pomyśle odstrzału fok, gdy wciąż nie znajdują na naszym wybrzeżu siedlisk odpowiednich do stałego rozrodu. Wciąż nie możemy mówić o stabilnej populacji foki szarej w polskich obszarach morskich. Zresztą od pomysłu strzelania do fok w ostatnim czasie zdecydowanie odciął się minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk.

Czy zatem problem fok w Polsce, w perspektywie basenu Morza Bałtyckiego, nie jest aż tak poważny?

- Proporcjonalnie do wielkości tutejszej populacji, problem konfliktu na linii foki - rybołówstwo, w stosunku do innych krajów, nie jest duży. To jest problem lokalny, ale problem, który należy rozwiązać. Odstrzał nie jest jednak dobrym kierunkiem. Tym właściwym byłoby poszukiwanie, testowanie i dostosowanie do polskich warunków alternatywnych narzędzi połowowych, które z jednej strony zabezpieczają połów przed żerującą foką, a z drugiej strony są bezpieczne dla fok, czyli nie powodują przyłowu. A przyłów, czyli zaplątywanie się fok w sieci rybackie, jest najczęstszą przyczyną śmierci fok w Bałtyku.

Czy w innych bałtyckich krajach odstrzał fok jest dozwolony?

- Są państwa nadbałtyckie, w których limitowany odstrzał fok jest legalny. Są to państwa skandynawskie: Finlandia i Szwecja. W ostatnich latach również Estonia wprowadziła możliwość limitowanego odstrzału fok, odwołując się do obecnej w tym kraju tradycji. Co ciekawe, estoński rząd mówi wprost i wyraźnie, że odstrzał w żadnym wypadku nie ma służyć zmniejszeniu populacji fok czy też minimalizacji strat rybaków, a raczej zarządzaniu tym konfliktem. To, co jest jeszcze ważne, to w krajach skandynawskich istnieje tradycja polowań na foki. W przypadku Estonii rząd zdecydował na przywrócenie kulturowego odstrzału w bardzo ograniczonej liczbie. Warto dodać, że te limity na odstrzał fok w krajach skandynawskich nie są wykorzystywane. Skala odstrzału tych zwierząt jest niewielka. A jak już wspomniałam, nie ma naukowych badań potwierdzających skuteczność odstrzałów w minimalizowania strat rybaków.

Wróćmy do Polski. Czytając doniesienia o zabitych ostatnio fokach, miało się wrażenie, że mamy do czynienia z kroniką kryminalną na temat seryjnego mordercy, który uśmierca ofiary w tak drastyczny sposób, jak przywiązując im sznur z cegłami do szyi i topiąc, rozbijając czaszkę kamieniem, czy też rozcinając nożem brzuch na całej długości... 

- Na pewno w przypadku jednej foki nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że została celowo zabita przez człowieka. Mówię o tej foce, która miała roztrzaskaną czaszkę. Nie wiemy do końca, jaki był przebieg wydarzeń w przypadku pozostałych zwierząt. Natomiast rzeczywiście ten krótki czas, w którym te przypadki się wydarzyły, każe nam się dopatrywać celowości działania. Ale do ustalenia przebiegu zdarzeń i ewentualnego znalezienia sprawców jest policja i prokuratura. O tych przypadkach śmierci fok te organy zostały poinformowane i mam ogromną nadzieję, że uda się ustalić przebieg zdarzeń i sprawców. Jeżeli bowiem ci, którzy uśmiercili foki, pozostaną bezkarni, to możemy się spodziewać kolejnych tego typu przypadków. Jednocześnie nie przypominam sobie, by kiedykolwiek ustalono sprawcę i udowodniono mu winę uśmiercenia foki. Być może jednak o czymś nie wiem.

Ile fok rocznie ginie w wyniku działalności człowieka?

- Wcześniej, w ciągu dwudziestu lat, odnotowano zaledwie trzy przypadki zabitych celowo zwierząt - dwóch fok i jednego morświna. W przypadku innych znajdowanych martwych fok, przyczyny śmierci trudno określić albo też noszą one ślady przyłowu. To oczywiście też szeroko rozumiana działalność człowieka, ale w tym przypadku uśmiercanie fok nie jest celowe. Badania z 2012 roku mówią o nawet dwóch tysiącach fok ginących rocznie w ten sposób w Bałtyku. Ostatnie wydarzenia pokazują wyjątkową brutalność sprawców. To bez wątpienia wpłynęło na ogromne oburzenie, nie tylko wśród aktywistów działających na rzecz ochrony zwierząt, ale też większości społeczeństwa. Dostrzegamy bowiem niesamowity odzew na śmierć fok. Ludzie są zbulwersowani i chcą surowego ukarania sprawców.

A czy w tym przypadku społeczny odzew nie jest spowodowany faktem, że mamy do czynienia z fokami, które są zdecydowanie pozytywnie odbierane przez ludzi, stanowią w pewnym sensie symbol sympatycznego i uroczego zwierzęcia? Inaczej niż na przykład inne zwierzęta, z którymi człowiek wchodzi w konflikt.

- W moim przypadku to nie ma znaczenia, czy jest to foka szara, która jest gatunkiem chronionym w Polsce, czy jest to inne zwierzę, choćby nawet domowe jak pies czy kot. Ostatnie incydenty charakteryzowały się wielką agresją i nieprawdopodobną brutalnością. Takie zdarzenia nie powinny mieć miejsca i są zresztą zgodnie z Ustawą o ochronie zwierząt sankcjonowane karą pozbawienia wolności do lat trzech. Natomiast społeczny odbiór foki w jakimś stopniu wpłynął na reakcję społeczeństwa. Foki są rzeczywiście wyjątkowo wdzięcznymi zwierzętami, ładnymi, urokliwymi i inteligentnymi. Być może to sprawia, że ludzie są bardziej wrażliwi na ich krzywdę. Ale to bardzo dobrze, widzę tu pozytywny efekt. Jeżeli bowiem w mediach temat aktów brutalności wobec zwierząt będzie coraz bardziej obecny, to ich sytuacja się zmieni. A przypadków niewłaściwego zachowania wobec zwierząt, ich maltretowania przez człowieka, jest codziennie bardzo wiele. Dotyczy to psów, kotów czy zwierząt gospodarskich. Reakcje nie zawsze są tak intensywne, jak w przypadku fok. Mamy teraz do czynienia z obudzeniem ludzkiej wrażliwości na krzywdę zwierząt. To dobrze.

Czy jest zatem szansa na "niesiłowe" zakończenie konfliktu na linii rybacy-foki?

- Widzę szansę, ale zarządzaniem tym konfliktem powinien zająć się rządowe instytucje, jak Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej czy Ministerstwo Środowiska. Te organy mają narzędzia i środki, by rozwiązać konfliktową sytuację. Mam tutaj na myśli sprawy, o których wspominałam, czyli podjęcie działań mających na celu testowanie i dostosowanie do polskich warunków alternatywnych i bezpiecznych narzędzi połowowych. Są one z powodzeniem stosowane w innych państwach, chociażby w krajach skandynawskich. U nas wciąż właściwie nie czyni się żadnych kroków w tym kierunku. Drugą rzeczą, która jest rekomendowana tymczasowo, to doraźne wypłacanie rekompensat za straty wyrządzane przez foki w połowach. Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej deklaruje uruchomienie wypłat w tym roku. Natomiast trzeba podkreślić, że nie jest to środek do rozwiązania problemu u jego źródła. Wypłacanie rekompensat bez innych działań równoległych, mających na celu rozwiązanie problemu, na dłuższą metę nie przyniesie efektów. Zatem rekompensaty jak najbardziej, ale jednocześnie z wprowadzaniem alternatywnych narzędzi połowowych i edukacją.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje