Dobiega końca proces cywilny Drzewiecki kontra Kamiński

- Dobiega końca proces cywilny wytoczony przez b. ministra sportu z PO Mirosława Drzewieckiego b. szefowi CBA Mariuszowi Kamińskiemu za jego słowa o zeznaniach świadka koronnego Piotra K., "Brody", jakoby Drzewiecki uczestniczył w praniu brudnych pieniędzy na rzecz PO.

W czwartek Sąd Okręgowy Warszawa-Praga przesłuchał powoda i pozwanego. Sprawę odroczono do 5 marca, kiedy proces może się skończyć. W pozwie o ochronę dóbr osobistych Drzewiecki żąda, by sąd nakazał posłowi i wiceprezesowi PiS przeprosiny w mediach i wpłatę 50 tys. zł na Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Kamiński wnosi o oddalenie pozwu.

Reklama

Pod koniec ub.r. zakończył się zaś w I instancji oddzielny prywatny proces karny wytoczony Kamińskiemu przez Drzewieckiego za tę samą wypowiedź. Stołeczny sąd rejonowy uznał winę Kamińskiego i skazał go na 5 tys. zł grzywny. Kamiński apeluje. Wyrok karny wiąże sąd cywilny w tej samej sprawie tylko wtedy, gdy jest już prawomocny.

W maju 2011 r. Kamiński powiedział w mediach, że gangster Piotr K. złożył w 2009 r. zeznania obciążające Drzewieckiego. Miało z nich wynikać, że Drzewiecki "utrzymywał przestępcze kontakty z gangsterami z 'grupy pruszkowskiej'". "Sprawa dotyczyła jego zaangażowania w proceder legalizowania pieniędzy mafii, czyli 'prania brudnych pieniędzy'. Z informacji tych wynikało również, że część tych środków została przeznaczona na nielegalne finansowanie PO" - twierdził b. szef CBA.

Jego słowom zaprzeczał prokurator generalny Andrzej Seremet. "W relacjach tego świadka nie ujawniają się okoliczności, które są m.in. przedmiotem tego wywiadu (Kamińskiego - PAP), a które miałyby sugerować istnienie powiązań tego rodzaju, które miałyby świadczyć o finansowaniu takiej czy innej partii przez osoby ze świata przestępczego" - podkreślał.

Prokuratorskie śledztwo nie potwierdziło, że Drzewiecki prał "brudne pieniądze" - zeznała w ub.r. wiceprokurator generalna Marzena Kowalska.

W czwartek w swym końcowym przesłuchaniu Drzewiecki (dziś dyrektor prywatnej firmy) zeznał, że "wszystko, co powiedział pozwany, było wierutnym kłamstwem". Zarzucił Kamińskiemu "cyniczną grę polityczną" na użytek jego ówczesnej kampanii wyborczej do Sejmu, co wywołało "olbrzymią burzę medialną".

"Nikt z moich kolegów politycznych nie wierzył, że to prawda" - dodał. "Przez 6 lat jak byłem skarbnikiem PO, PKW nigdy nie miała żadnych zastrzeżeń do sprawozdania finansowego partii" - podkreślił. Dodał, że jego życie "legło w ruinie" w wyniku pomówienia go przez Kamińskiego, bo naruszył on jego wiarygodność jako polityka. "Mój dom był okupowany przez media, które czekały, kiedy wyjdę" - dodał. "Nie szukam zemsty" - podkreślił.

"'Brody' nigdy nie znałem" - dodał powód. Przyznał, że pod koniec lat 90. "Broda" pojawiał się w restauracji jego żony, gdzie przedstawiał się jako oficer UOP, a próbował okraść żonę. Drzewiecki ujawnił, że podczas konfrontacji z "Brodą" w katowickiej prokuraturze K. nie zarzucał mu prania brudnych pieniędzy i finansowania PO.

Kamiński zeznał zaś, że w 2009 r. jako szef CBA dowiedział się, iż prokuratura ma informacje o słowach "Brody" jako kandydata na świadka koronnego nt. możliwego finansowania PO przez grupę przestępczą. "'Broda' twierdził, że ma nagrania rozmów z Drzewieckim, świadczące o jego przestępczej działalności" - dodał Kamiński. Przyznał, że słowa K. padły na jego prośbę "poza protokołem" przesłuchania, a prokurator Mariusz Kierepka sporządził z nich notatkę dla przełożonych. "Nie przesądzałem, czy zeznania Brody były prawdziwe" - podkreślił Kamiński.

Oświadczył, że już jako b. szef CBA, zwracał się pisemnie do Seremeta, zaniepokojony co do śledztw "niewygodnych dla władzy", które szef PG powinien objąć swym zainteresowaniem, bo "mogą być prowadzone nieprawidłowo" (w tym o sprawę "Brody"). Gdy media dotarły do jego korespondencji z Seremetem, zdecydował się skomentować sprawę w "Uważam Rze", gdzie mu powiedziano, że korespondencja ta będzie opublikowana "niezależnie od jego zgody".

Pełnomocnik powoda mec. Elżbieta Kozak spytała Kamińskiego, czy zna różnicę między "protokołem" a "notatką służbową". Sąd uchylił to pytanie przy sprzeciwie adwokatki, która podkreślała, że chodzi o ustalenie "staranności działania pozwanego". Pytany przez nią, czy ktoś zezwolił mu na ujawnienie informacji ze śledztwa, Kamiński odparł: "Nie występowałem o żadne zezwolenie. Uważałem, że działałem w interesie publicznym". Podkreślił, że prokuratura umorzyła śledztwo ws. ujawnienia przez niego tajemnicy śledztwa.

Sąd karny odmówił obronie przesłuchania "Brody"; sąd cywilny jeszcze nie rozstrzygnął tego wniosku Kamińskiego.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje