Dramat niepełnosprawnej w pociągu PKP

Teoretycznie pociągi PKP przystosowane są do przewozu osób niepełnosprawnych. A jak to wygląda w praktyce? Upokorzona niepełnosprawna zamieściła wstrząsającą relację na Facebooku.

Wpis Diany Bulandy na Facebooku wywołał ogromne emocje i został już udostępniony ponad 11 tys. razy. Niepełnosprawna opisuje swoją pełną upokorzeń podróż pociągiem PKP.

Reklama

"Standardy w PKP Intercity... Nie wierzcie reklamom, że to niby w PKP się pozmieniało" - przestrzega Bulanda.

"Na bilecie mam piękny napis 'wagon dla inwalidy'. A teraz rzeczywistość! Samemu trzeba zgłosić w PKP, że jedzie osoba na wózku danym pociągiem i potrzebuje pomocy, PKP nie miało tego w systemie. Ok, znalazłam kwestionariusz zgłoszenia, zgłosiłam. W niedzielę dzwoni do mnie oburzona pani z infolinii, że przecież ten pociąg nie jest dostosowany i czego ja chcę? I jak kupuję bilety? Wytłumaczyłam pani, że to ich pracownik sprzedał mi bilet i mam napisane 'wagon dla inwalidy' i to chyba nie ja powinnam znać cały ich tabor. Usłyszałam, że na przyszłość lepiej żebym kupowała bilet przez internet (tylko, że na połączenia zagraniczne nie sprzedają biletów przez internet)" - opisuje niepełnosprawna.

Ale to był dopiero początek jej kłopotów. "Umówiona z ochroną pkp (oni odpowiadają za asystę osób z niepełnosprawnością) dowiedziałam się od pana kierownika ochrony, że mój pociąg na peronie stoi, ale ja do niego nie wejdę, bo winda nie działa, a oni mnie nie wniosą i że mam sobie pójść do kasy PKP i jakoś rozwiązać sytuację, czterech wielkich jak dęby panów stoi i ma mnie w poważaniu. W kasie pan rozkłada ręce i wola ochroniarzy. Powoli truptają do kasy, kłócą się, że nie pomogą" - relacjonuje.

"Niech ludzie nie dadzą się zwieść reklamie PKP"

"My (na szczęście nie byłam sama) widzimy, że pociąg zaraz odjedzie, postanawiamy prosić ludzi o pomoc. Jeden ochroniarz się łamie, bierze mój wózek, wnosi po schodach, mnie wnosi inna osoba, ktoś inny bagaże, nie wiem kto, bo jestem już w wielkim stresie. Reszta ochroniarskich muminków wchodzi za nami na peron i się głupio gapi, dalej nie pomoże. Sami znajdujemy wagon i konduktora. Ten pokazuje wejście i prosi ochroniarzy, żeby pomogli mi wejść, ci gapią się i mówią, że kierownik zmiany zabronił mi pomagać i znów batalia. Ludzie się złoszczą, są za mną, mnie już nerwy puszczają, poniżono mnie już wystarczająco (zaczynam płakać w stresie) i znów, ktoś bierze walizki, jest pomoc, ale nie od PKP, które gapi się i tyle" - opowiada Diana Bulanda.

Sama podróż również nie przebiegała spokojnie. "W pociągu jest wagon i przedział z logiem wózka inwalidzkiego, oczywiście osoba na wózku do niego nie wjedzie. Mieszczę się przy toalecie, gdzie co chwilę otwierają się zepsute drzwi i inhaluję się czyjąś uryną... pan z Warsu nawet nie dał mi mojego powitalnego ciastka i herbaty, choć może to i lepiej, bo do toalety w razie potrzeby i tak nie wejdę, bo się nie mieszczę. Dał mi za to chusteczkę na otarcie łez, które lecą mi już od godziny" - czytamy.

"Proszę was o udostępnienie tego, niech ludzie nie dadzą się zwieść reklamie o PKP" - apeluje niepełnosprawna.

PKP odpowiada: Wyciągniemy konsekwencje

PKP przeprasza niepełnosprawną pasażerkę. - To niedopuszczalne, wyciągniemy konsekwencje wobec osób odpowiedzialnych - zapowiedziała rzecznik Intercity Zuzanna Szopowska w rozmowie reporterem RMF 24.

Ze wstępnych ustaleń przewoźnika wynika, że błędy popełnili w zasadzie wszyscy pracownicy. Zaczynając od tego, który sprzedał niewłaściwy bilet, kończąc na pracownicy infolinii i kasjerach nad wrocławskim dworcu.

Wreszcie niewłaściwie zachowali się obsługa pociągu i ochroniarze, którzy zgodnie z umową z PKP mają obowiązek wnieść pasażera na wózku do pociągu - tłumaczy Zuzanna Szopowska.

Intercity zapowiada również, że zrekompensuje pasażerce niewygodę i prosi ją o kontakt.



Dowiedz się więcej na temat: niepełnosprawna | PKP

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje