Dyrektor Muzeum II Wojny Światowej w RMF odpowiada na zarzuty: Czuję się zażenowany

"Nie prowadziłem wojny. Ja tylko chciałem dokończyć budowę muzeum i doprowadzić do jego otwarcia - to się udało, więc jeżeli już mamy pozostać przy militarnych analogiach, to jednak wygrałem tę wojnę. Udostępniłem Polakom i wszystkim zainteresowanym muzeum" - mówi w Popołudniowej rozmowie w RMF FM Paweł Machcewicz, dyrektor Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku odnosząc się do sprawy decyzji Naczelnego Sądu Administracyjnego, który nakazał połączenie placówki z Muzeum Westerplatte. Czy przyjąłby propozycję ministra kultury dotyczącą objęcia funkcji nowego dyrektora Muzeum II Wojny Światowej? "Chyba wszyscy wiemy, że to nie nastąpi. (…) Wiem, że jest inny dyrektor, który miał wejść do muzeum już 1 lutego" – odpowiada gość Marcina Zaborskiego.

Marcin Zaborski, RMF FM: Przegrał pan wojnę? Składa pan broń i odchodzi z Muzeum II Wojny Światowej?

Reklama

Paweł Machcewicz: - Po pierwsze, nie prowadziłem wojny. Ja tylko chciałem dokończyć budowę muzeum i doprowadzić do jego otwarcia - to się udało, więc jeżeli już mamy pozostać przy militarnych analogiach to jednak wygrałem tę wojnę. Udostępniłem Polakom i wszystkim zainteresowanym muzeum.

Ale potyczkę z ministrem kultury pan dziś przegrał, bo już wiemy, że Muzeum II Wojny Światowej będzie połączone z Muzeum Westerplatte. To znaczy, że pan musi czy pan chce odejść z Muzeum II Wojny Światowej?

- To oznacza w praktyce, że nasze muzeum zostanie wykreślone z rejestru muzeów, zostanie zlikwidowane formalnie, ja przestanę być jego dyrektorem, bo nie będzie tego muzeum, którego jestem dyrektorem. Teoretycznie minister kultury może mi zaproponować funkcję dyrektora nowego Muzeum II Wojny Światowej no ale chyba wszyscy wiemy, że to nie nastąpi.

A gdyby zaproponował to przyjąłby pan taką propozycję?

- To jest czysto teoretyczne pytanie. Już wiem, że jest inny dyrektor, który miał już wkroczyć 1 lutego - tego dnia, kiedy wydawało się, że jest to koniec muzeum w styczniu to nasza księgowość otrzymała polecenie z ministerstwa, żeby przygotować się na przyjęcie nowego dyrektora. Nie będę udawał, że nie wiem, że to są moje ostatnie dni w muzeum. Byłoby to niepoważne wobec słuchaczy.

Ten nowy dyrektor to jest Zbigniew Wawer, pełnomocnik ministra kultury, który ma się pojawić w muzeum?

- Tego nie wiem, bo Zbigniew Wawer został w międzyczasie dyrektorem Łazienek Królewskich, został mianowany na stanowisko dyrektora tego muzeum przez ministra kultury, więc chyba nie porzuci Łazienek Królewskich dla Muzeum II Wojny Światowej. Oczywiście nie mam żadnej wiedzy w tej sprawie. 

Zaglądam w zarządzenie ministra ws. połączenia muzeów. Tam jest zapisane, że pracownicy łączonych instytucji kultury stają się pracownikami tego nowego, połączonego muzeum. Czyli nie jest tak, że pracownicy dotychczasowego Muzeum II Wojny Światowej nagle pożegnają się z pracą?

- Mam nadzieję, że tak nie będzie, ale wszyscy pracownicy, którzy przejdą do nowego pracodawcy, otrzymają nowe warunki pracy. Jeżeli je przyjmą... To mogą być zmienione warunki pracy. Jeżeli je przyjmą, pozostaną oczywiście w tej nowej instytucji. Ale jeżeli ich nie przyjmą, bo np. będą to propozycje pracy na niższych stanowiskach to wtedy będą musieli odejść.

Ministerstwo kultury zapowiada, że to połączenie muzeów nastąpi "niezwłocznie". Czy pan jako dyrektor jednego z tych łączonych muzeów wie dzisiaj, kiedy to będzie, co to znaczy "niezwłocznie"?

- Nie wiem, nie mam żadnych informacji ze strony ministerstwa. Teoretycznie, zgodnie z prawem powinna najpierw nastąpić inwentaryzacja majątku likwidowanej instytucji. Po drugie, według mojej wiedzy, przepisy pozwalają na zamknięcie operacji finansowych likwidowanej instytucji dopiero ostatniego dnia miesiąca. Nam się wydaje, że to powinno nastąpić dopiero na przełomie kwietnia i maja, ale słowo "niezwłocznie" w komunikacie ministerstwa sugeruje, że to może nastąpić jutro bądź pojutrze. Nie mam żadnej wiedzy. Nie ma żadnych sygnałów ze strony ministerstwa. 

Jeszcze przed decyzją sądu pojawiały się takie sugestie, że darczyńcy, te osoby, które przekazały pamiątki do muzeum, mogą teraz chcieć zwrotu tych pamiątek. Czy pan panie profesorze, jako kończący pracę dyrektor zaapeluje do darczyńców, żeby tego absolutnie nie robili?

- Ja już apelowałem wielokrotnie, oczywiście mogę to powtórzyć. Nawet teraz, w naszej rozmowie mogę zaapelować, żeby nie podejmowali żadnych decyzji pochopnie, żeby utrzymali te pamiątki, które nam przekazali w muzeum. Oczywiście dla mnie - i sądzę, że dla wielu darczyńców - takim przekroczeniem czerwonej linii będzie ewentualna zmiana wystawy. Darczyńcy przekazywali pamiątki na określoną wystawę, której założenia znali, które akceptowali. Mają prawo sami zadecydować, co zrobią z często takimi najświętszymi, najbardziej cennymi emocjonalnie pamiątkami, jak będą wiedzieli, co będzie z wystawą, czy ona zostanie zachowana. Ja mam nadzieję oczywiście, że nie będzie podjęta żadna próba zmiany wystawy.

Pan apelował dzisiaj do ministra kultury, żeby nie zmieniał wystawy. Jednocześnie mówił pan, że minister kultury nie może dowolnie tej wystawy zmienić. Dlaczego w zasadzie nie może dowolnie tego zrobić?

- Wystawa jest dziełem, utworem, tak jak książka. Nie można wyrwać 30 stron z książki danego autora i włożyć 30 stron napisanych przez innego autora. Minister może całkowicie tę wystawę usunąć, i zainstalować w jej miejsce zupełnie nową wystawę, zupełnie przez kogoś innego przygotowaną, natomiast jeśli chciałby wprowadzać zmiany częściowe, to musiałby uzyskać zgodę twórców wystawy. No to jest takie abecadło prawo autorskiego, i mam nadzieję, że minister będzie to respektował. Ale przede wszystkim mam nadzieję, że pan minister Gliński wreszcie zjawi się w muzeum, pewnie już jak mnie nie będzie...

A pan zapraszał ministra Glińskiego do muzeum do Gdańska?

- Wielokrotnie zapraszałem do muzeum, zapraszałem także na otwarcie wystawy, nigdy nie otrzymałem żadnych odpowiedzi na moje pisma, pan minister w ogóle nie odpowiadał na żadne pisma czy wystąpienia z mojej strony. Dowiedziałem się z wywiadu, który minister Gliński udzielił PAP, że nie będzie na wystawie...

A ktoś z resortu kultury widział tę wystawę? Przyjechał na pana zaproszenie i zobaczył?


- Nikt z resortu kultury, o ile wiem, chyba, że to był ktoś incognito, nie był na wystawie i nie widział, także ja mam taką nadzieję, i to jest dla mnie najważniejsze, że jak przedstawiciele ministra kultury i sam minister przede wszystkim zobaczą wystawę, to uznają, że jest bardzo dobra, dostrzegą, że Polska jest w centrum naszej opowieści, bo to jest oczywiste dla wszystkich, którzy tę wystawę zwiedzają, i po prostu uznają, że zarzuty pod adresem tej wystawy były absolutnie gołosłowne. 

A zarzuty padają, krytycy pana muzeum czy wystawy, która została stworzona mówią, że muzeum nie przedstawia Polaków jako katolików czy jako patriotów i zarzucają tej wystawie pseudouniwersalizm. 

- To są sformułowania, co do których trudno się odnieść. Oczywiście, że Polska jest tam nieustannie widoczna, polska historia - w każdej części tej ustawy. Ja wręcz czuję się zażenowany, że muszę to tłumaczyć. Tę wystawę widziało już 15 tysięcy ludzi w ciągu tych 10 dni od otwarcia i wszyscy przyznają, że Polska jest tam nieustannie widoczna. Tylko, że Polska jest pokazana na tle Europy, świata i dzięki temu nasza historia staje się zrozumiała - to mówią wszyscy cudzoziemcy, którzy tę wystawę widzieli. Ja głęboko wierzę, przynajmniej mam taką nadzieję, że pan minister Gliński i pan minister Sellin, jak tę wystawę zobaczą to zgodzą się ze mną i z tymi tysiącami ludzi, którzy przed nimi ją widzieli, że to jest wystawa, która pokazuje w rzetelny sposób polską historię.

Wyobraża pan sobie, panie dyrektorze, że miasto Gdańsk mogłoby teraz, po decyzji sądu wystąpić także do sądu o cofnięcie darowizny działki, na której powstało muzeum? Czy zaapeluje pan, podobnie jak do darczyńców, żeby miasto Gdańsk tego absolutnie nie robiło - dla dobra muzeum?

- Ja nie chcę apelować do prezydenta Adamowicza. Nie chcę mu niczego sugerować. To była suwerenna decyzja prezydenta Adamowicza i oczywiście Rady Miasta Gdańsk, żeby przekazać działkę muzeum. Teraz muszą ocenić sami sytuację.

Rozumiem, że przyszłość muzeum leży panu bardzo mocno na sercu, więc domyślam się, że taki apel z pana strony byłby wysłuchany, także przez prezydenta Adamowicza.

- Na moim sercu leży najbardziej wystawa - przyszłość wystawy. Zrobię wszystko, żeby ta wystawa przetrwała w takim kształcie, w jakim ją stworzyliśmy. Ja myślę, że ona bardzo dobrze służy Polsce, służy Europie i wystawy będę bronił. Natomiast nie chcę sugerować, że będę podejmował jakieś działania wobec miasta, wobec prezydenta Adamowicza. To już nie jest moja decyzja. To już nie jest moja prerogatywa. Na pewno będę apelował do darczyńców, żeby zachowali rozwagę i żadnych pochopnych kroków nie podejmowali.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje