Dyskusja u RPO o ustawie ws. zmiany płci

Ożywioną dyskusję na konferencji u Rzecznika Praw Obywatelskich wywołała prezentacja założeń do ustawy całościowo regulującej sprawy zmiany płci. To kolejna kłoda rzucana pod nogi - mówili jej przeciwnicy. To pomocna dłoń - uważa resort sprawiedliwości.

O "Europejskich standardach i dobrych praktykach w zakresie korekty płci metrykalnej" dyskutowano we wtorek na konferencji pod patronatem RPO. Głównym tematem dyskusji był projekt ustawy złożony przez wówczas grupę posłów Ruchu Palikota (obecnie Twojego Ruchu), jak również prace legislacyjne resortu sprawiedliwości, prowadzone co najmniej od czasu, gdy ministerstwem kierował Krzysztof Kwiatkowski. Temat pozostaje w stałym zainteresowaniu kolejnych rzeczników praw obywatelskich.

Reklama

Ministerialny projekt zakłada, że osoba, która chce urzędowej zmiany swej płci metrykalnej, w pierwszej kolejności musi uzyskać dokumentację od swego lekarza prowadzącego, który potwierdzi zaburzenie w tożsamości płciowej. Z tą diagnozą osoba zainteresowana miałaby stanąć przed trzyosobową komisją lekarską z psychiatrą, seksuologiem i psychologiem w składzie. Komisja wydawałaby orzeczenie będące decyzją administracyjną. Z takim orzeczeniem szłoby się do sądu, który orzekałby o zmianie płci - tej treści założenia przedstawił Jerzy Ferenz z MS.

"Taka procedura to kolejne utrudnienie, kłody pod nogi"

- Taka procedura to kolejne utrudnienie, kłody pod nogi - uznała posłanka Anna Grodzka. Jej zdaniem resort niepotrzebnie próbuje "umedycznić" ten proces, co dodatkowo skomplikuje i wydłuży postępowanie. Podawała w wątpliwość, czy da się w ogóle zdefiniować, czym jest "diagnoza transseksualności". A co jak ministrem, który miałby powoływać komisję lekarską, będzie ktoś taki jak pani poseł Krystyna Pawłowicz? To by zahamowało wszystkie postępowania na lata - mówiła.

- To nie kłody pod nogi, lecz pomocna dłoń. Mamy jak najszczerszą wolę pomóc tym ludziom  - zapewniał w odpowiedzi Jerzy Ferenz. Przekonywał, że "medyczny" etap postępowania w rzeczywistości skróci całą procedurę. - Prawnicy nie mają wiedzy medycznej i w takich sprawach zapewne sąd powoływałby biegłych - jednego, lub cały zespół. Jak wiemy, na opinię biegłych czeka się długo, więc uzyskanie orzeczenia lekarskiego jeszcze przed procesem na pewno przyśpieszy postępowanie sądu. Sąd będzie musiał jedynie zbadać, czy komisja lekarska działała zgodnie z procedurami  - dodał.

"Medyczne podejście do sprawy tożsamości płciowej jest passe"

- Medyczne podejście do sprawy tożsamości płciowej jest passe. Dziś powinniśmy przyjąć perspektywę praw człowieka - apelowała dr Anna Śledzińska-Simon, konstytucjonalistka z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Jak mówił zastępca RPO Stanisław Trociuk, między 1991 a 2008 r. polskie sądy prowadziły 245 spraw o stwierdzenie zmiany płci. Podstawowym problemem - podkreślali uczestnicy konferencji - jest formuła, w jakiej procedura ta przebiega: osoba chcąca sądowego potwierdzenia korekty płci, musi skierować pozew przeciw swym rodzicom, co jest kolejną przyczyną przykrych przeżyć u tych osób. Dlatego - jak mówiono - wielu z nich z pozwem do sądu czeka do śmierci rodziców (wtedy postępowanie sądowe toczy się bez udziału pozwanych), by oszczędzić im dodatkowych emocji.

- Ta praktyka sądowa obowiązuje do dziś i - trzeba przyznać - że obecnie budzi wątpliwości co do standardu ochrony praw człowieka, w tym godności i prawa do prywatności  - przyznał Trociuk.

"Osoby transpłciowe istnieją i istnieć będą"

- Niezależnie, czy chodzi o jeden promil, czy o jeden procent społeczeństwa, to osoby transpłciowe istnieją i istnieć będą. I mają swoje konstytucyjne prawa. Dlatego liczymy, że będzie ustawa, która to kompleksowo ureguluje  - mówiła Lalka Podobińska, kierująca fundacją Trans-Fuzja, pomagającą osobom transpłciowym.

Na ten sam problem uwagę zwrócił seksuolog Stanisław Dulko. Jak mówił, trzeba stworzyć system państwowej pomocy osobom czującym się źle z metrykalną płcią. - Badałem tę populację, która liczy około 7 tysięcy osób. Zdecydowana większość na co dzień boryka się z tendencjami i myślami samobójczymi. 65 procent podjęło realną próbę samobójczą - taka jest skala ich bólu i cierpień. Lekarze też czasem nie pomagają. Zdarzały się już orzeczenia: "jemu się wydaje, że jest kobietą, diagnoza: schizofrenia" - mówił.

Dowiedz się więcej na temat: Anna Grodzka | RPO | transseksualizm

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy