Eksperci: Rok 2014 pod znakiem Ukrainy i odejścia Tuska

Konflikt na Ukrainie oraz odejście Donalda Tuska z polskiej polityki - to zdaniem ekspertów, z którymi rozmawiała PAP, najważniejsze wydarzenia polityczne mijającego 2014 roku.

Politolog z Uniwersytetu Warszawskiego Rafał Chwedoruk zwraca uwagę, że w 2014 roku po raz pierwszy od 1989 roku wydarzenia międzynarodowe w istotny sposób wpłynęły na naszą politykę krajową. - Po wielu latach przerwy polityka międzynarodowa przypomniała o sobie i zasiała ziarno niepewności - mówi.

Reklama

Konflikt na Ukrainie oznacza bowiem, jego zdaniem, koniec etapu spokoju i przewidywalności w polityce zagranicznej, z którym mieliśmy do czynienia od początku lat 90. Wpłynęło to w sposób istotny na wynik majowych wyborów europejskich, co się wcześniej nie zdarzało. Zdaniem Chwedoruka ton dyskusji między partiami byłby inny, gdyby nie wydarzenia na Ukrainie. - Trudno sobie wyobrazić, by bez tego PO mogła zająć pierwsze miejsce w wyborach europejskich - mówi politolog.

Zresztą już wybory samorządowe pokazały, że gdy wygasa zainteresowanie sytuacją na Ukrainie, nie jest to korzystne dla partii rządzącej - dodaje Chwedoruk.

Na aneksję Krymu i wojnę na Wschodzie Ukrainy jako jedno z najważniejszych wydarzeń 2014 roku zwraca też uwagę politolog i historyk Antoni Dudek z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. - Po raz pierwszy od czasu likwidacji ZSRR, a na pewno od czasu naszego wejścia do NATO i UE, znaleźliśmy się w sytuacji bardzo ostrego konfliktu w pobliżu naszych granic - mówi.

Dodaje, że po wybuchu tego konfliktu wiele osób zaczęło się zastanawiać, czy mimo naszej obecności w NATO, nie znajdujemy się tak naprawdę w szarej strefie. Bo nie ma przecież instalacji NATO-owskich w naszym kraju, więc trudno nas uznać za członka Paktu pierwszej kategorii - zaznacza Dudek.

- Z polskiej perspektywy trzy wydarzenia były bardzo ważne. Pierwsze to sytuacja na Ukrainie, aneksja Krymu, to bardzo mocno oddziaływało na politykę wewnętrzną. Druga sprawa to przeprowadzka Tuska do Brukseli. Ta sprawa ma wymiar i międzynarodowy, i lokalny. To jest jednak potwierdzenie jakiejś pozycji Polski. Odczytywałbym to także w kontekście tego, co dzieje się na Ukrainie, to próba pokazania, że rubieże Unii to wcale nie peryferia - mówi z kolei socjolog Maciej Gdula z "Krytyki Politycznej".

Dodaje, że wymiarem lokalnym tego ostatniego wydarzenia jest koniec prawie dekady przywództwa Tuska. - Mam wrażenie, że to była udana dekada ekonomicznie, natomiast skończył się w polityce jakiś etap, jeśli chodzi o sposób sprawowania przywództwa - przekonuje Gdula. Tusk przyzwyczaił nas bowiem, jego zdaniem, do dość wysokich standardów tego przywództwa, bo jest postacią, która jest w stanie radzić sobie z kryzysami. - Natomiast dzisiejsi liderzy Platformy z tym modelem sobie nie radzą, nie mają tej umiejętności, którą miał Tusk - dodaje socjolog.

Dowiodły tego jego zdaniem wybory samorządowe i związany z nimi kryzys dotyczący Państwowej Komisji Wyborczej (będący pokłosiem opóźnień z liczeniem głosów) - ani Bronisław Komorowski, ani Ewa Kopacz, uważa Gdula, nie potrafili sobie z tym kryzysem poradzić.

Socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego Jarosław Flis także zwraca uwagę na sukcesję w Platformie i zmianę na stanowisku premiera jako na najważniejsze wydarzenie mijającego roku. - Charakterystyczne było też bardzo zbliżone poparcie dla PO i PiS, z symboliczną zamianą miejsc w wyborach europejskich i samorządowych - mówi Flis.

Także w opinii politologa i byłego polityka Marka Migalskiego w roku ubiegłym najważniejsze były właśnie te dwie rzeczy - podwójne wybory oraz odejście Donalda Tuska z polityki. Migalski podkreśla, że wybory do PE i wybory samorządowe pokazały, że PiS z PO są blisko siebie, choć PiS powoli zyskuje, a Platforma powoli traci. - Jeśli się nic nadzwyczajnego nie stanie, to te linie będą się dalej rozjeżdżać - ocenia.

Wydarzeniem politycznym 2014 roku było jego zdaniem wejście Kongresu Nowej Prawicy Janusza Krowin-Mikke do drugiej ligi politycznej. - Przyzwoite wyniki w wyborach europejskich i samorządowych pokazują, że ta partia może powtórzyć to, co zrobił Palikot - wejść jako nowa formacja do parlamentu - mówi Migalski.

W jego opinii niezwykle ważne wydarzenie to "osierocenie" Platformy przez Donalda Tuska. Zdaniem Migalskiego Ewa Kopacz to zaledwie "macocha" tej partii, bo Tusk na tyle dominował nad PO, że trudno go będzie zastąpić. W Platformie, zwraca uwagę Migalski, zaczęły się już procesy dezintegracyjne. - Obecne kłopoty marszałka Sikorskiego są moim zdaniem dowodem na to, że kilka frakcji wewnątrz PO zaczęło walkę - mówi Migalski.

Przekonuje, że Platforma nie przeszła jeszcze procesu, który w politologii nazywa się depersonalizacją. Proces ten, zdaniem Migalskiego, może być w tym przypadku trudny, bo przywództwo Tuska było cementujące dla Platformy, a jego talenty polityczne pozwalały wygrywać partii kolejne wybory. Tymczasem pierwsze wybory pod przywództwem Ewy Kopacz Platforma przegrała. - To pokazało, że nowa pani premier ma dosyć ograniczone zdolności do mobilizacji - uważa Migalski. - Nie widzę w niej potencjału, by potrafiła okiełznać walki buldogów, które zaczęły się PO, ani by potrafiła zjednać wyborców spoza Platformy - dodaje.

Również zdaniem Antoniego Dudka odejście Tuska bardzo wiele zmienia w polskiej polityce. Tak jak Migalski podkreśla on, że przed PO będzie teraz egzamin depersonalizacji. - Każda partia może być uważana za byt trwały, jeśli przynajmniej raz przejdzie zmianę kierownictwa - tłumaczy Dudek. - Ale na ile PO zdała egzamin depersonalizacji, dowiemy się dopiero po przyszłorocznych wyborach - dodaje. W jego opinii jeśli Ewa Kopacz pozostanie przewodniczącą lub zastąpi ją ktoś, kto utrzyma jedność partii, Platforma będzie mogła być uznana za partię stabilną.

Dowiedz się więcej na temat: polityka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy