​Ewa Kopacz: Będę prosić prezydenta do skutku

Premier Ewa Kopacz powiedziała w środę, że cieszy się, iż środowisko, z którego wywodzi się prezydent Andrzej Duda, nie zaraziło go niechęcią do Niemiec. W piątek prezydent złoży wizytę w Berlinie. Kopacz po raz kolejny zwróciła się do prezydenta o spotkanie.

Kopacz podkreśliła na konferencji prasowej w Opolu, że cieszy się z wizyt wybranych przez prezydenta. "Berlin to jest dobry kierunek" - mówiła.

Reklama

"Cieszę się, że środowisko, z którego wywodzi się pan Andrzej Duda, nie zaraziło pana prezydenta niechęcią do Niemiec. Stąd moja radość, że te rozmowy będą owocne" - podkreśliła.

Premier zwróciła uwagę, że tematem rozmów w czasie wizyty Dudy mają być m.in. kwestie, o których dyskutowano na Radzie Europejskiej. "Dotyczy to oczywiście imigrantów. Polska również w ramach solidarności będzie ich przyjmować" - zaznaczyła.

Na szczycie UE pod koniec czerwca przywódcy zdecydowali, że plany rozmieszczenia i przesiedlenia w sumie 60 tys. uchodźców nie będą oparte na narzuconych - zgodnie z planem KE - kwotach, ale na dobrowolnych decyzjach państw UE. W lipcu na nieformalnym spotkaniu ministrów spraw wewnętrznych UE w Luksemburgu państwa unijne zadeklarowały w sumie przesiedlenie ponad 20 tys. osób z obozów dla uchodźców, znajdujących się poza UE. Polska zadeklarowała przyjęcie 2 tysięcy osób w ramach unijnych planów przesiedlania i relokacji uchodźców.

Kopacz była także pytana na konferencji, co zrobi, by doprowadzić do spotkania z prezydentem. "Co może więcej kobieta poza słowem proszę?". "Ja do pana prezydenta kierowałam kilka razy tę prośbę, o to, by takie spotkanie i zwołanie Rady Gabinetowej się odbyło" - przypomniała. "W tej chwili nie mam żadnej odpowiedzi" - dodała.

"Ja naprawdę nie gryzę, nie jestem niebezpieczna wtedy, kiedy się spotykam z głową państwa. Potrafię rozmawiać nie tylko z prezydentami naszego kraju, a znam ich kilku, to są rozmowy merytoryczne i serdeczne" - mówiła. Kopacz zaznaczyła, że jako premier, a wcześniej marszałek Sejmu, rozmawiała z prezydentami także innych krajów "na bardzo poważne tematy".

"Dziwi mnie to, że jest taka niechęć prezydenta do tego spotkania" - mówiła. Podkreśliła, że na tym spotkaniu rząd mógłby przedstawić priorytety w zakresie polityki zagranicznej. "Zgodnie z orzeczeniem Trybunału to właśnie rząd odpowiada za kreowanie polityki zagranicznej" - zaznaczyła.

Kopacz podkreśliła, że w czasie prezydentury Bronisława Komorowskiego na posiedzeniach Rady Bezpieczeństwa Narodowego "potrafiliśmy dyskutować ponadpolitycznie" o ważnych sprawach dotyczących bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego Polski. "Przy jednym stole siedział Leszek Miller, Palikot, pan Gowin, pan Ziobro, który się tam pokazywał. Nie było tylko jednej osoby, szefa PiS, ale to był jego wybór. I wtedy potrafiliśmy rozmawiać (...) o najważniejszych sprawach dla Polski i o tym, jak dbać o bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne Polski" - mówiła.

"To nie jest żaden przywilej, ani mój, ani pana prezydenta. To jest wręcz obowiązek wobec Polaków, by o sprawach najważniejszych umieć rozmawiać" - mówiła. Dodała, że "nikt nie wymaga, byśmy nagle sobie prawili komplementy i byli dla siebie wyjątkowo mili i serdeczni". "Będziemy uprzejmi, bo tak nas wychowano w domu, ale nie musimy się dowartościowywać tym spotkaniem" - zaznaczyła.

"Ja niczego nie żądam. Ja po prostu proszę pana prezydenta po raz kolejny i będę prosić do skutku" - powiedziała. 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje