Ewa Kopacz gościem Popołudniowej rozmowy w RMF FM

"Likwidacja gimnazjów spowoduje, że ktoś będzie musiał za to zapłacić" - powiedziała w Popołudniowej rozmowie w RMF FM Ewa Kopacz. W ten sposób odniosła się do wprowadzanej przez rząd reformy oświaty. "Około 10 proc. samorządów, które budowały te gimnazja, nie spłaciło jeszcze kredytów zaciągniętych na budowę. Kto zato zapłaci?" - pyta była premier i dodaje: "Zastanówmy się, gdzie tkwi problem: dlaczego nikt z rządzących dzisiaj nie dał żadnej odpowiedzi, dlaczego teraz i dlaczego tak szybko".

Marcin Zaborski: Zanim o polityce - najpierw pytanie do pani doktor. Przyjmuje pani znów pacjentów?

Reklama

Ewa Kopacz: Nie.

A kilka miesięcy temu zapowiadała pani, że chciałaby pani w niesejmowych tygodniach raz, dwa razy w tygodniu przyjąć.

Tak, bardzo bym chciała do tego wrócić i nawet ci, którzy sceptycznie na to patrzą, muszą przyznać, że zawsze wtedy, kiedy pyta mnie ktoś o mój zawód, zawsze wymieniam jako zawód przede wszystkim zawód medyczny. Mówię: jestem lekarzem, a dopiero potem politykiem.

Chcieć to móc - dlaczego pani tego nie robi?

No niekoniecznie, bo wiadomą jest rzeczą, że przerwa w moim wykonywaniu zawodu jest dość długa. W związku z tym ja muszę przejść całą procedurę i wcale się nie dziwię, że moi koledzy, nawet lekarze, dyrektorzy szpitali, którzy mówią: Fajnie, dobrze by było, żebyś tu przyszła na izbę przyjęć czy na SOR i nam tu pomogła, bo każda para rąk się przyda, ale musisz...

No mogliby się pochwalić - była premier na naszym oddziale, doktor Ewa...

Byleby tylko nie jako pacjent.

Tego nie życzę.

Musisz dokonać wszystkich procedur związanych z przyjęciem do pracy - czyli ja muszę zrobić wszystkie badania, które są kłopotliwe, długotrwałe, ale muszę je wykonać. To nie są tylko badania okresowe, te, które jako politycy wykonujemy czyli standardowe prześwietlenie klatki piersiowej tak, ale gros badań, które trzeba wykonać, potem dopiero z tymi papierami, z oświadczeniem od lekarza, który powie, że jestem zdrowa i mogę podjąć pracę, mogę sobie pójść na wolontariat i pomagać kolegom. Ale obiecuję, że to zrobię.

Do Sejmu wracamy, będziemy tu dopytywać i sprawdzać...

Dobrze.

Dziś w Senacie, jutro w Sejmie kwota wolna od podatku. Pani premier, co się stało, że Platforma Obywatelska pokochała nagle wyższą, dużo wyższą kwotę wolną od podatku?

A dlaczego pan mówi, że nagle pokochała?

Bo politycy Platformy dziś na konferencji powiedzieli, że zgłoszą poprawkę podnoszącą kwotę wolną od podatku do 8 tys. złotych. 

Wie pan, tym, którzy składają obietnice beztrosko w czasie kampanii wyborczej, potwierdzają to potem poważni politycy jak pani premier wygłaszając swoje expose, że ta kwota wolna od podatku będzie i to w pierwszych 100 dniach, projekt ustawy, która pozwoli ulżyć tym, którzy dzisiaj zarabiają najmniej. Nie chcemy, żeby oni wyrośli po tym roku czy dwóch latach rządu na frustratów, niech dotrzymają słowa. Mówili o 8 tysiącach...

Tyle że Platforma wtedy właśnie mówiła, że to jest absolutnie za duże obciążenie dla budżetu, że to oznaczałoby wyjęcie 20 miliardów złotych z budżetu.

22, jeśli już chcemy być precyzyjni.

I co? I nagle to nie jest problem?

10 samorządy, 2 to jest Narodowy Fundusz Zdrowia i 10 budżet państwa.

I co? Dziś Platforma mówi: wyjmijmy te pieniądze?

Ale to oni dzisiaj, ta większość, panie redaktorze, ta większość parlamentarna, która tak lekką ręką rozdaje pieniądze podatników - moje, pana - dzisiaj potwierdzała to kilkakrotnie, że ta kwota będzie 8 tysięcy złotych wolna od podatku. Mało tego, wtedy, kiedy obiecywali, że te pieniądze trafią do obywateli, te 22 miliardy zostaną w kieszeniach obywateli, tak naprawdę oszukali ich, bo dzisiaj chcą zostawić w kieszeni obywateli tylko 1 miliard.

I to jest odpowiedzialna propozycja, ta poprawka PO - wyjmijmy te 20 miliardów z budżetu?

Ale pan dzisiaj mnie pyta, co ma robić Platforma Obywatelska. Platforma Obywatelska przedstawi swój program rządzenia po nieudolnych rządach PiS-u. Dzisiaj za budżet państwa odpowiada konkretnie ten rząd i ta opcja polityczna, która ma po pierwsze większość w parlamencie, ma swojego prezydenta i dzisiaj może decydować o wszystkim, co sobie tylko zamarzy i co wymyśli. Tylko wie pan, ja niekiedy mam takie wrażenie, że jak Pan Bóg niektórym nie dał zdolności ani przygotowania do tego, żeby pełnić pewne funkcje to przynajmniej nie powinien z nich czynić pracowitych. Bo ktoś, kto dzisiaj nieprzygotowany i niekoniecznie do końca merytorycznie zdolny do pełnienia tej funkcji zacznie być nadgorliwy to zrobią tylko i wyłącznie kłopot, a ten kłopot będzie polegał na tym, że państwo, które dzisiaj, jeszcze 12 miesięcy temu było z dobrymi, zdrowymi finansami publicznymi, nagle stanie się bankrutem. I wtedy nie dadzą już nikomu.

Rząd Prawa i Sprawiedliwości proponuje reformę szkolną - likwidujemy gimnazja, przywracamy ośmioletnią szkołę podstawową. 42 procent pytanych w sondażu dla RMF FM przez MillwardBrown mówi, że nie chce likwidacji gimnazjów, a 39 proc. chce. Ta przewaga krytyków reformy nie jest jakaś drastyczna, to ledwie 3 punkty. 

Ale my nie czytamy sondaży w tej chwili tylko zastanówmy się, gdzie tkwi cały problem, dlaczego nikt z rządzących dzisiaj nie dał żadnej odpowiedzi, dlaczego teraz i dlaczego tak szybko. Gimnazja, które powstały w 1999 roku - ok. 30 tysięcy gimnazjów, które zostały wybudowane również w części za pieniądze samorządów, częściowo również za pieniądze unijne. Dzisiaj likwidacja tych jednostek spowoduje, że ktoś będzie musiał za to zapłacić. Czy pan wie, że ok. 10 procent jeszcze samorządów, które budowały te gimnazja, nie spłaciło jeszcze kredytów zaciągniętych na budowę? Kto za to zapłaci? To jest jedno.

Pani mówi: nie czytajmy sondaży, a ja jednak do tych sondaży będę się odnosił pytając, czy PO słuchała tego, co Polacy mówią w sondażach wtedy, kiedy, przeprowadzała swoje reformy, np. reformę sześciolatkową dotyczącą szkół?

Ja bardzo chętnie słuchałam odpowiedzi na to moje pytanie. Ja też zadawałam, tak jak większość Polaków zadawałam pytanie dlaczego i dlaczego tak szybko. Na to pytanie nie odpowiedziała wbrew pozorom pani minister Zalewska, jej zastępcy, ale na to pytanie odpowiedział pan prezydent Andrzej Duda. Powiedział: dlatego jest potrzebna reforma, żebyśmy dzisiaj uczyli polskie dzieci prawdziwej historii, w której będzie napisane, kto jest zdrajcą, a kto jest patriotą. Więc wie pan, jeśli ktoś dzisiaj chce pisać historię od nowa i obraża nauczycieli historii i mówi: wy uczycie nie takiej, nieprawdziwej historii w tej chwili, to chyba nie bardzo wie, na czym polega nauczanie dzieci. 

2 lata temu, gdy CBOS pytał o reformę sześciolatkową, to Polacy odpowiadali tak: 73 proc. nie chciało reformy sześciolatkowej, nie chciało, żeby sześciolatki szły do szkoły. 3/4 Polaków.

A dzisiaj 42 procent nie chce likwidacji gimnazjów.

Platforma słuchała wtedy tego sondażu, tych wyników?

Tylko widzi pan, ta różnica polega na tym, że to nie Platforma, ale PIS rządzi od roku.

Jasne, tylko dzisiaj Platforma krytykuje rząd i zapomina o tym, co robiła i co mówiła, kiedy rządziła.

My w tych rozmowach zapominamy o tym. Zapominamy o tym, że dzisiaj należy rozliczać tych, którzy rządzą i biorą za to odpowiedzialność. Mając mandat społeczny, bardzo duży mandat społeczny, bo rządzą samodzielnie, mając dzisiaj ten mandat społeczny powinni brać za wszystko odpowiedzialność. Więc ja bym chciała skupić się na tym, za co tak naprawdę opcja rządząca bierze odpowiedzialność. Bo ja widzę, że chętnie zwalniamy z odpowiedzialności rządzących, a  w dalszym ciągu rozliczamy poprzednią ekipę, która rządziła.

Kiedy przychodzą tu przedstawiciele PIS-u, proszę zwrócić uwagę, że wtedy rozliczamy ich, a kiedy przychodzą przedstawiciele Platformy, pytamy też o to, czy ich argumenty są trafione. No bo jeśli wychodzi gabinet cieni i krytykuje, to bardzo łatwo w przypadku Platformy - i to jest pewne obciążenie - powiedzieć "no tak, a Platforma w czasie swoich rządów zrobiła to i to". To jest kłopot dla gabinetu cieni?

Skoro wracamy do tego, co Platforma zrobiła, to nikt wtedy tego nie nagłaśniał i nie sondował tego w opinii publicznej, ale pamięta pan, że to właśnie PO dała ulgi na dzieci: na pierwsze dziecko, na drugie dziecko, na trzecie i na kolejne dzieci. Na pierwsze dziecko było 112 zł, oczywiście z progiem dochodowym dla rodziny, ale już od drugiego dziecka już nie było progu dochodowego. I co dzisiaj za ulgę dają ci, którzy wprowadzają kwotę wolną od podatku, która wynosi 6600 zł po oczywiście wielkich perypetiach i zmianie decyzji, bo jeszcze na poprzednim Sejmie przegłosowaliśmy projekt ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. Utrzymano taką kwotę wolną od podatku, jaka obowiązywała, do dzisiaj będzie obowiązywać, do momentu, kiedy nie uchwalą tejże ustawy.

Ale pamiętam też pani premier to, co opowiadał pan premier Donald Tusk, mówiąc na przykład o programie "Komputer dla ucznia". Padały wtedy konkretne, bardzo konkretne zapowiedzi, na przykład: "Chcielibyśmy, żeby już na początku roku szkolnego 2010/2011 każdy gimnazjalista miał dostęp do spersonalizowanego laptopa i internetu". Udało się?

Ale na pewno w tych gimnazjach były pracownie, których w tej chwili w podstawówkach...

To jasne. Zapowiedź była o laptopie dla każdego ucznia.

... nie będzie tych pracowni. Wracając do tej mojej wypowiedzi, w której mówiłam o ulgach, to chciałabym również przypomnieć nie tylko panu redaktorowi, bo pan pewnie to wie, ale chciałabym przypomnieć radiosłuchaczom, że wtedy, kiedy w roku 2015 nie wszystkie rodziny ze względu na swoje dochody mogły sobie tę ulgę na dzieci wliczyć do swojego podatku, bo niestety tak mało zarabiały, to  co zrobił rząd w 2015 roku? Za rok 2014 wypłacił tym rodzinom konkretne kwoty. Tym rodzinom, które nie mogły skorzystać z tej ulgi na dzieci. To jest działanie prorodzinne, a nie oszukiwanie, opowiadanie, że dzisiaj pomaga się najuboższym, a tak naprawdę pomaga się tym, którzy nie zarabiają nawet najniższego uposażenia.

Jarosław Kaczyński chyba lubi w swoich szeregach skruszonych grzeszników" - stwierdziła w internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF FM Ewa Kopacz. Była premier odniosła się w ten sposób do słów wicepremiera Piotra Glińskiego w telewizji publicznej o manipulacjach przekazu medialnego ws. organizacji pozarządowych. "Oglądałam ten program, zaskoczyła mnie odwaga, z jaką wicepremier Gliński postawił sprawę" - uznała wiceszefowa Platformy Obywatelskiej. Ewa Kopacz mówiła też o ograniczeniach dla dziennikarzy wprowadzanych właśnie w Sejmie. "Nie widzę powodów tych zmian" - stwierdziła Kopacz dodając, że "dziennikarze są często bardziej przygotowani do wywiadów niż politycy".


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje